statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS

Śmietnik

czwartek, 29 listopada 2012

Niestety nie jest to nowa notka górska, ale mam nadzieję że pojawi się taka po sobocie, bo prognozy są dobre :D

Teraz jednak chciałam tylko powiedzieć że zaczęło działać forum nt oudooru w Szkocji. To na razie taki niemowlaczek :D 
Jeśli ktoś miałby ochotę dołączyć do eksperymentu, zapraszamy :)))

Tagi: forum
22:16, connspeach , Śmietnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 czerwca 2008

Po rozważeniu wszystkich za i przeciw postanowiliśmy jednak nie kupować uprzęży. Miały nam posłużyć w te wakacje na Orlej Perci, a później kto wie, w jakie góry nas zaniesie. Ale jednak nie tym razem.
Co do zabezpieczania się na Orlej są dwie szkoły. Wszyscy są zgodni, że obecne ubezpieczenia nie są do takiego poruszania się przystosowane. Nie mają być. Powstały z myślą o chwytaniu się ich, a nie wpinaniu w nie. Pierwszy obóz twierdzi, że żelastwo z Orlej należy wymienić na długie stalowe liny, takie jak w Alpach. W ten sposób szlak będzie dostępny teoretycznie tylko dla osób ze sprzętem (acz jak znam ludzi, to...). Zwiększy to bezpieczeństwo i przetrzebi szeregi niedzielnych turystów, pozostawiając tych, którzy zdają sobie sprawę gdzie idą i podejmują decyzję świadomi charakteru trudności.
Obóz drugi głosi, że już teraz warto się na Orlej ubezpieczać, co jest oczywiście możliwe, choć z wielu względów niewygodne.
Po przejrzeniu odrobiny literatury oraz zasięgnięciu opinii dzików większych od nas, Mariusz uznał, że w obecnym stanie inwestować w takie zabawki nie ma sensu. Wychodzi, że poprzestaniemy na kaskach.
Żeby nie było, że ja tę Orlą jakoś demonizuję. Owszem, jak na razie przeszłam tylko najlżejsze fragmenty plus wszystkie drogi dojściowe, ale ogarniam jak to wygląda. Tylko że...
Jestem, kurcze, tchórzem.
Naprawdę jestem tchórzem. Owszem, tchórzem uzbrojonym w pasję, determinację i umiłowanie piękna, a także wielką wytrzymałość i upór. Ale jednak. Kiedy przechodziłam w mżawce i mgle Żleb Kulczyńskiego, były momenty że prawie się posikałam. Na Koziej Przełęczy miałam totalnie miękkie nogi. Na fragmentach Aonach Eagach strach przyklejał mi żołądek do kręgosłupa. Ok, nigdy mnie nie sparaliżowało na tyle, bym nie była w stanie iść dalej. Mam nawet uzasadnioną nadzieję, że w wielu przypadkach mój stan nie był dla otoczenia ewidentny. Ale ja wiem, że hardkory dużo mnie kosztują. Nie kokietuję. Owszem, nie wstydzę się przycukrować sobie, że dysponuję ogromną determinacją, dzięki której jednak te miejsca przechodzę.
Jest mi też o tyle trudniej, że mam... Nie, nie nazwę tego lękiem przestrzeni. Osoba z prawdziwym, fobicznym lękiem, nie byłaby w stanie pójść w góry w ogóle. To jest raczej sugestia lęku przestrzeni, poczucie, że gdybym spuściła swoje obawy ze smyczy mogłyby stać się dla mnie, hmm... dużą niedogodnością.
Ok, może jednak faktycznie kokietuję trochę. Przecież jednak po tych górach łażę, a dwa ostatnie akapity sugerują, że to dla mnie co najmniej pokuta. To też nie tak. Znam ludzi, którym już na balkonie trzeciego piętra robi się słabo, a o wejściu na Giewont prawdopodobnie będą z dumą opowiadać prawnukom. Ale nie porównuję się do nich, bo to bez sensu. Porównuję się do tych, którzy dzielą ze mną hobby. I to na ich tle często czuję się tak, jak opisałam. I dlatego zależało mi na zakupie uprzęży, bo wiem jak wygląda podejście na Kozi i wiem, że będę się tam bać. I to podwójnie, bo o siebie i Mariusza.
Może w ten weekend uda się jeszcze raz pojechać na Aonach Eagach. Znowu doświadczyć na finiszu tej satysfakcji, że dało się radę. Byłby to bardzo pozytywny kop przed Tatrami.
No, przyznałam się :)))

21:52, connspeach , Śmietnik
Link Komentarze (2) »
środa, 29 sierpnia 2007

No i wyjaśniło się nareszcie, dlaczego tak wiele szczytów powyżej 3000 ft nie łapie się do munros. Cały artykuł Piotra G. Mielusa na stronie Jurajskiego Klubu Wysokogórskiego:

Miarą wybitności jest współczynnik Minimalnej Deniwelacji Względnej (MDW). Pokazuje on, jak wysoko wznosi się dany szczyt nad przełęczą, która oddziela go od szczytu wyższego od siebie. W graniach łączących dany szczyt z wyższymi szczytami znajdujemy najniższe wcięcia i wybieramy najwyższe z nich. W ten sposób znajdujemy Przełęcz Graniczną, która determinuje stopień wybitności badanego szczytu. MDW jest równe różnicy pomiędzy wysokością analizowanego szczytu a wysokością Przełęczy Granicznej.

 Innymi słowy MDW pokazuje minimalną różnicę wysokości, jaką musi pokonać wspinacz kierując się na dany szczyt z dowolnego punktu położonego wyżej od niego.

(...)

 Analiza wybitności szczytów (ang. prominence) i sporządzanie list w oparciu o kryterium MDW jest stosunkowo popularne w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. W Szkocji narodziła się idea kolekcjonowania szczytów (ang. peak bagging). Rozpoczął ją Sir Hugh Munro w 1891 r. Munro ustalił listę ponad 200 "samodzielnych" szczytów szkockich o wysokości ponad 3000 ft.

 Sir Munro nie określił jednak kryterium "samodzielności". W związku z tym, przedstawiona lista miała subiektywny charakter. Kryterium to około roku 1930, sprecyzował dopiero John Rooke Corbett, który ustalił listę w oparciu o minimalną deniwelację na poziomie 500 ft.

I wszystko jasne:)