statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
poniedziałek, 22 września 2014


Nr 148, Stob Poite Coire Ardair; nr 149, Carn Liath

Wymowa: sto płat kori atier; karn lija

Znaczenie nazwy: pointed hill of the pot of the high corrie; grey cairn-like peak (za MunroMagic)

Wysokość: 1054m n.p.m.; 1006m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 76.; 127

Data wejścia: 21.9.14


Tym razem postanowiliśmy dokończyć zeszłoroczną trasę na Creag Meagaidh i dwóch sąsiadów >>LINK<<. CM udało się wtedy zaliczyć ale nie mieliśmy żadnych widoków więc sąsiadów zostawiliśmy sobie na ładniejszy dzień. Start z parkingu nad Loch Laggan.

Wrzosy w większości przekwitły, za to sezon na jarzębiny w pełni:

Szkocja jesień potrafi być nie mniej piękna i złota niż polska.

Z początku trawersujemy zbocza munrosów które potem będziemy przechodzić górą. Dolina wydała mi się o wiele piękniejsza niż poprzednim razem, w szary i mglisty majowy dzień. Wreszcie mogliśmy też popodziwiać opadający z Creag Meagaidh Coire Ardair, który poprzednio odsłonił się nam tylko częściowo:

Za jeziorkiem coraz stromsza ścieżka zaczyna się piąć na charakterystyczną przełęcz zwaną The Window:

Taka widoczność i światło nie trafia się nam często.

Malownicze widoki po drugiej stronie miały dla mnie jeden mankament: nie potrafiłam zlokalizować żadnej góry, ponieważ w tej centralnej części Highlandu, która wyrasta pomiędzy tak różnymi światami jak strzeliste The Mamores oraz monumentalne płaskie Cairngormsy, bywaliśmy jak dotąd rzadko i trochę tam głupieję. Zapewne było widać rejon Glen Shiel i Glen Affric, ale z tej perspektywy nie bardzo to ogarniam.

The Window:

Po krótkim dreptaniu z przełęczy osiągamy... Nie wiem jak to nazwać. Wał szczytowy? Jest to owszem grań a nie plateau -  szeroka, ale po obu stronach posiada zbocza. Jest też niemożebnie plaskata. Jednakowoż słowo "grań" nieodparcie kojarzy mi się z czymś węższym, więc chyba ten wał pasuje najbardziej.

Poniżej podchodzę do właściwego wierzchołka, kolejny też z kopczykiem jest o 2 m niższy czego w tej płaskości się absolutnie nie czuje.

Coire Ardair. Nie jest to najbardziej spektakularny kocioł w Highlandzie ale ma wiele uroku, także dzięki jeziorku. Miejsce malownicze, łatwo dostępne i warte odwiedzenia nawet na spokojny spacer bez dalszej wspinaczki.

Rejon szczytowy Creag Meagaidh, właściwy wierzchołek jest po prawej stronie:

Z pierwszego munrosa na kolejnego (w słońcu poniżej) trochę się idzie, ale nie czuć tego. Trasa jest wyjątkowo łagodna, żadnych stromizn, żadnego męczącego podchodzenia, czysty relaks na łagodnie wijącym się - ekhm - wałku. No grań mi naprawdę nie pasuje. Widoki na obie strony powalają, przepięknie lansuje się Loch Laggan.

Na Carn Liath w rzeczywistości nie byłam AŻ TAK padnięta... Bardziej niechętna pozowaniu :D

Schodząc kierowaliśmy się na wyraźniej widoczną niżej ścieżkę (w górnych partiach nie mogliśmy jej namierzyć). Choć nawigacja była raczej oczywista chodziło o znalezienie przejścia przez uroczy lasek w dolinie - już się zapychaliśmy w takie laski, bez maczety nie podchodź. Niżej na szczęście ścieżka jest ewidentna i bezboleśnie przeprowadza przez krzaczory.

Ostatni rzut oka na Creag Meagaidh, The Window, oraz poranną drogę dojściową:

Zrobiliśmy ok. 17 km, ale nie czułam tego. Fizycznie jedna z łatwiejszych i przyjemniejszych dwumunrosówek.


piątek, 12 września 2014


Nr 147, Beinn Fhionnlaidh

Wymowa: ben fionly

Znaczenie nazwy: Finlay's hill (za MunroMagic)

Wysokość: 959m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 198.

Data wejścia: 6.9.14


Mapka pochodzi z nieocenionego Walkhighlands.


Beinn Fhionnlaidh jest sąsiadem góry na której byliśmy (raz bez sukcesu) dwukrotnie, czyli Beinn Sgulairda. Pamiętam jak oglądaliśmy go ze Sguilarda i komentowaliśmy ależ to będzie rzeźnia: niesamowicie rozciągnięty, lekko acz bezlitośnie pnący się do góry stok,w sumie sześć kilometrów monotonnego marszu pod górkę. Szukałam jakiegoś zdjęcia ale ewidentnie woleliśmy wtedy fotografować bardziej spektakularnych sąsiadów z Glencoe i Glen Etive.

Start z parkingu w Glen Creran, potem około kilometra do farmy Elleric u zarania Glen Ure. Widziałam dwa nieśmiało i rachitycznie zakwitające rododendrony, co mnie nieco zszokowało. Tam naprawdę panuje jakiś mikroklimat. Beinn Fhionnlaidh - to co wygląda na szczyt znajduje się w jakiejś jednej trzeciej drogi - po lewej.

Za farmą odbijamy w lewo, i wkrótce zaczynamy się wznosić. Krajobraz idylliczny, grunt dość bagnisty więc ścieżka często ginie. 

Wczesna jesień jest obok maja-czerwca (drony!) oraz końcówki zimy (śniegi!) najładniejszym sezonem w Highlandzie. W sumie chyba najmniej malownicze jest pełne lato. Dowody:

Zbocze okazało się dokładnie tak upiorne jak przypuszczaliśmy. Sześć kilosów monotonnej wspinaczki na kolejne garbki, bez perspektyw zobaczenia wierzchołka aż do samej końcówki:

W dodatku wkrótce ogarnęły nas chmury. Z początku wydawało się że szybko przejdą (ranek był wszak przepiękny!), ale nie dość że zostały, to jeszcze zaczęło padać. Warunki na zdjęcia fatalne. Ten niesamowity głaz musieliśmy jednak uwiecznić:

Wejście naprawdę się dłużyło i było dość heroiczne, jako że od pewnego momentu byliśmy przemoczeni totalnie. Teren raczej mało urozmaicony; mniej więcej w połowie drogi znajdowały się dwa malownicze jeziorka, potem grunt wystromiał nieco i zbocze się zwęziło w coś w rodzaju wciąż szerokiej grani, zrobiło się też bardziej kamieniście. Tylko to mieliśmy niestety do podziwiania. Kiedy wreszcie dodrapaliśmy się na szczyt panowała totalna ulewa i mizeria:

Odwrót momentalny, i jak najszybszy marsz w dół, do ciepłego i suchego samochodu.

Stopniowo niebo zaczynało się klarować, chmury rzedniały, przy jeziorkach można było już wyjąć aparat:

Gdybyśmy rozpoczęli podchodzenie dwie godziny później, mielibyśmy widoki na wierzchołku oraz zejściu. Ale kto to mógł przewidzieć! 

Elleric:

Beinn Fhionnlaidh okazał się jednym z bardziej irytujących i męczących murosów. W warunkach jakie mieliśmy - czysty masochizm. Tym bardziej jestem dumna że nie zawróciliśmy choć był moment że na serio to rozważałam.

Na dole panowała już sielanka, a ostatnie chmury powoli odpływały... Munros nieźle nas strolował.

Beinn Sgulaird, góra, którą bardzo lubię i polecam także nie-baggerom:

Glen Ure, pomiędzy Fhionnlaidhem i Sgulairdem:

Oraz sam Fhionnlaidh. Tu bez sentymentów. Po zejściu spontanicznie pokazałam mu środkowy palec.

Wątpię byśmy chcieli kiedyś powrócić na tego akurat munrosa. Z drugiej strony tak niesamowicie żal widoków na Glencoe i Glen Etive... Tak czy inaczej nie wcześniej niż za dekadę.