statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
niedziela, 19 lipca 2015

W ostatnie weekendy nie udało się nigdzie wybrać, więc przynajmniej w poniedziałkowe popołudnie zrobiliśmy sobie mały spacer.
Ben A'an leży w samym sercu Trossachs i Queen Elizabeth Forest Park, co oznacza iż są tu drzewa - choć trwają intensywne prace żeby ten stan rzeczy zmienić (jak wiadomo, w Szkocji wszak czego jak czego ale drzew jest zdecydowanie za dużo). Prace leśne okazały się przyczyną tymczasowej zmiany standardowej trasy:
   

Standardowa będzie otwarta dopiero na jesieni i gdyby ktoś chciał się wybrać na Ben A'an to polecam zaczekać - jest ona utwardzona w przeciwieństwie do tymczasówki którą szliśmy, i gdzie zapadaliśmy się w błoto po kolana. Uwaga: oba parkingi są płatne. Nie sprawdziwszy tego zapomnieliśmy wziąć drobnych, i byliśmy zmuszeni parkować na dziko przy drodze.

Ben A'an ma 454m n.p.m.:


Sąsiad Ben Venue - graham, 729m n.p.m.:


Wyszliśmy z domu po 15, potem jeszcze obiad w Callander - cały dzień lało, a właśnie wieczorem miało zacząć się wypogadzać.



Ponownie Ben Venue:


Ben A'an jest świetnym punktem widokowym, przede wszystkim na zachód, na Loch Katrine za którym widać Alpy Arrocharskie z Cobblerem. Na południu leży Loch Achray a horyzont zamykają Campsie Fells. Liczyłam na widoki na Ben Mora i Stob Binneina od nietypowej strony, ale kiedy byliśmy na wierzchołku nie dotarła tam jeszcze ładna pogoda przesuwająca się znad Glasgow.


Na wierzchołku są śmieszne skałki, które jak widać na załączonym obrazku można wykadrować tak by sugerowały niemal Matterhorn:



W domu byliśmy przed 22 (a zaliczyliśmy jeszcze postój przy sklepie). Myślę że musimy częściej wybierać się w ten rejon - jest bardzo blisko a nawet taka mini-wycieczka jest lepsza niż brak kontaktu z górami w ogóle.

środa, 01 lipca 2015

Nr 160Seana Bhraigh

Wymowa: szona wrei

Znaczenie nazwy: old height (za MunroMagic)

Wysokość: 926m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 262.

Data wejścia: 27.6.15

Na ostatnią wycieczkę porzuciliśmy rejon Kintail i udaliśmy się na (prawie) Daleką Północ. Seana Bhraigh cieszy się opinią jednego z najbardziej odległych od cywilizacji munrosów (choć z tych które już zdeptaliśmy przebija ją Lurg Mhor z naszej rocznicowej wyrypy).

Start z A835 nieco na południe od Ullapool. Nie do przegapienia - u początku drogi stoi klasyczna, nieco tylko zdewastowana, brytyjska czerwona budka telefoniczna.

Krótki spacer przez Inverlael Forest, po czym skręcamy w lewo by zacząć podchodzenie na plateau, najostrzejsze podejście tego dnia.

Niekiedy naprawdę można zrozumieć czemu Highlandy maja największy wskaźnik samobójstw w Szkocji:

Acz wystarczy, że słońce nieco przyświeci, i nawet największe szare kopy robią się piękne.

Z plateau wspaniale widać góry Assynt i Sutherlandu, w tym wypadku Cul Beag, Cul Mor i Suilvena:

Jak widać na mapce, po wejściu na płaskowyż najpierw długo idziemy po względnie płaskim, by wreszcie osiągnąć upstrzony jeziorkami przesmyk pomiędzy dwoma wzniesieniami, z których jedno, Eididh nan Clach Geala (na suicydalnym zdjęciu kopa najbardziej po prawej) jest munrosem. Rozważaliśmy czy nie dodać go do wycieczki, ale zwyczajnie nie wyrobilibyśmy się czasowo.

Za przesmykiem jest niewielka równia, a potem obniżamy się niestety dość znacznie (ja wiem że to wszystko brzmi niewinnie, ale w realu to są całkiem konkretne odległości oraz wysiłek) do początku płaskowyżu tworzącego Seanę Bhraigh. Wierzchołek Seany to ten po lewej.

Kocioł Cagha Dearg robi wrażenie. Klimaty na razie bardziej cairngormskie niż rodem z zachodniego wybrzeża ale cairngormskie pozytywnie, monumentalne.

Plateau z czterema co prawda niezbyt strzelistymi munrosami też prezentuje się monumentalnie. Na najwyższym, Beinn Dearg, byliśmy dwa lata temu ale być może wycieczkę powtórzymy bo ze szczytu nie widzieliśmy nic.

Atak szczytowy na Seanę nie stanowi raczej wyzwania:

Za to widoki na drugą stronę... To już zdecydowanie nie Cairngormsy. Oj nie. raz, niesamowite jest że ta góra ma kotły po obu stronach - nie widziałam czegoś takiego w Highlandzie; dwa, kocioł Luchd Choire jest taki że można umrzeć z głodu w locie; trzy, scramblingowa grań kulminująca w Creag an Duine jest po prostu przepiękna. Dojście do niej jest jeszcze (i to sporo) dłuższe niż nasze, ale jeśli jeszcze kiedyś będziemy chcieli wejść na Seanę, to tylko tamtędy.

Krzesanice podszczytowe:

Kolejna porcja gór Dalekiej Północy, w centrum lansuje się Stach Polej (w oryginale Stac Pollaidh - kolego Ścibor, który sprzedałeś nam tę nazwę, jeśli masz ochotę się jeszcze wybrać razem w góry to daj znać!!!) :)

Klasyczny kadr, acz na większości podobnych zdjęć człowiek stoi nieco bliżej krawędzi. Co robić, wiało! ;)

Szczytowe z Bugi:

Przez cały dzień udało nam się nikogo nie spotkać a kiedy napawaliśmy się szczytem i mielonką pojawiła się ekipa Mountain Rescue z trzema psami. Psy zwąchały mielonkę więc trzeba było się podzielić, ekipie (na ćwiczeniach) zrobiliśmy zdjęcie grupowe na życzenie. Po czym zaczęło lać i wymiotło nas w drogę powrotną.

Powrót po własnych śladach. Było pięknie - po tym jedynym prysznicu cudownie się wypogodziło, po raz pierwszy w czasie tego urlopu mieliśmy słońce i doskonałą widoczność. Tak lansował się An Teallach:

Oraz The Fannaichs:

A także (na obu zdjęciach) wspomniany Beinn Dearg:

Wycieczka na Seanę była z całą pewnością klejnotem tego wyjazdu i tripem który będę wspominać najlepiej. Być może gdybyśmy mieli widoki na trasie przez Sgurr na Ciche mogłyby one to przebić, na pewno swoje zrobiła też fotogeniczna pogoda - niemniej góra jest piękna, poczucie pustki i ucieczki od cywilizacji niesamowite, chillout 10/10.

Na tym niestety trzeba było zakończyć urlop, ale co przeżyłam, to moje :)