statystyka



Najlepsze górskie strony
Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
piątek, 26 lipca 2013


Nr 119, Slioch

Wymowa: szlijoh

Znaczenie nazwy: the spear (za MunroMagic)

Wysokość: 981m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 170.

Data wejścia: 20.07.13


Po dwu ostatnich mniej spektakularnych wycieczkach fajnie było wybrać się znowu na północny zachód. Slioch jest jednym z ciekawszych munrosów. Typowo dla gór na zachodzie, choć nie jest wysoki charakteryzuje się imponującym przewyższeniem - ponad 900m, a przy tym jest po prostu i zwyczajnie ładną górą. Od strony Loch Maree nad którym biwakowaliśmy, ma kształt warownej wieży albo fortecy. Nie wiem skąd skojarzenie z włócznią, może przez to iż Slioch od strony przeciwnej faktycznie ma symetrycznie trójkątną, zaostrzoną bryłę mogącą się kojarzyć z grotem - mówię jedynie na podstawie zdjęcia u McNeisha.

Image Hosted by ImageShack.us

Wieczór był cudny, ale po zrobieniu kilku zdjęć trzeba było schować się przez midgesami w samochodzie. Poniżej niewielki fragment masywu Beinn Eighe:

Image Hosted by ImageShack.us

Poranek miał być piękny, ale i tak nas zaskoczył: takie niebo w Szkocji to ewenement.

Z naszego dzikiego biwaku pojechaliśmy do Kinlochewe, stamtąd skręciliśmy na Incheril i wyjechaliśmy prosto na parking. Z parkingu wyprowadza skrót: wąska ścieżka najpierw kawałek biegnie przez zarośla, by po może 100m dołączyć do szerszej drogi, biegnącej równolegle do rzeki.

Image Hosted by ImageShack.us

Płasko, wśród paproci i uroczego lasu wędrujemy aż Kinlochewe River przechodzi w jezioro. Wzdłuż brzegu jeszcze kawałek, do mostu przecinającego inną rzekę (łączącą Loch Maree z położonym po drugiej stronie masywu Sliocha Lochan Fada). Od tego momentu zaczynamy się wspinać. Ścieżka jest, a nawet dwie - druga biegnie wzdłuż wspomnianej rzeki do Lochan Fada i nas nie interesuje. 

Są trzy opcje: albo wbijać się na górujący nad nami Sgurr Dubh, początek grzbietu Sliocha; albo celować w kocioł za Sliochem (Coire na Sleaghaich), albo na drugie wybitne wzniesienie w masywie, Sgurr Tuill Bhain i z niego kontynuować granią. Pierwszej opcji nie polecam ponieważ strome podejście na Sgurr Dubh uważam za zbędną stratę energii. Opcją trzecią schodziliśmy. W celu wejścia kierowaliśmy się zatem do kotła. Bardzo słabo nam się szło, upał był masakryczny, to też zaważyło na wyborze drogi.

Beinn Eighe dominował w krajobrazie:

Image Hosted by ImageShack.us

Po wejściu do kotła ukazuje się kopuła szczytowa Sliocha, acz wierzchołka nie widać. Zbocze po lewej to Sgurr Dubh.

Image Hosted by ImageShack.us

Najwyższy widoczny punkt kopuły znajduje się już naprawdę blisko szczytu, oddziela je od siebie jedynie płytka przełęcz.

Image Hosted by ImageShack.us

Nasza ścieżka skręcała w lewo by łagodnie wyprowadzić na obniżenie w grani pomiędzy Sgurr Dubh a Sliochem. W obniżeniu znajdują się dwa jeziorka i nareszcie znowu można zacząć podziwiać widoki w stronę Glen Torridon. Jesteśmy już na tyle wysoko że oprócz Beinn Eighe ukazują się także Liathach i Beinn Alligin (poniżej). Widoki na stronę przeciwną póki co są przysłonięte granią łączącą Sliocha z Sgurr Tuill Bhain.

Image Hosted by ImageShack.us

Podejście które teraz się zacznie jest już finałowe, z tym że dość długie. Na niebie pokazało się na szczęście trochę chmur zatem szło się nam odrobinę lepiej i szybciej. Kawałek do kotła wlekliśmy się po prostu, tu też nie biliśmy rekordów prędkości ale było mimo wszystko łatwiej dzięki tej odrobinie cienia.

Image Hosted by ImageShack.us

I znów Beinn Eighe - to naprawdę konkretny masyw! - plus sam początek Liathach. Zza Beinn Eighe (po lewej) nieśmiało wygląda Beinn Liath Mhor:

Image Hosted by ImageShack.us

Tak prezentuje się wierzchołek z obniżenia pomiędzy nim a tym, co z kotła wydaje się być najwyższym punktem:

Image Hosted by ImageShack.us

Szczytowe - obraz słusznej satysfakcji. Ten munros w tych konkretnych warunkach to naprawdę była ciężka robota.

Image Hosted by ImageShack.us

Zbocza Sliocha opadające do Loch Maree mają faktycznie sporo charakteru. Sporo tu grani pomiędzy którymi leżą strome trawiaste połacie: coś jak rejon North Ridge na Ben Hope, czyli teren bynajmniej nie do wspinaczki, skały w sumie niewiele, ale niebezpieczny.

Plus kozy jakie dotąd widzieliśmy na pobliskim An Teallachu:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Tu natomiast grań wyprowadzająca na Sgurr Tuill Bhain, szczyt o za małej wybitności żeby zasłużyć sobie na status samodzielnego munro (na dalszym planie The Fannaichs):


Północny wschód: Loch Garbhaig i Lochan Fada, w tle An Teallach.

Image Hosted by ImageShack.us

Loch Maree cieszy się reputacją jednego z najpiękniejszych jezior Szkocji, i muszę powiedzieć że absolutnie zgadzam się z tą opinią!

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Wielkiego pięknego kruka nakarmiliśmy bułką i mielonką, za co zapozorował nam do zdjęć:

Image Hosted by ImageShack.us

An Teallach po raz kolejny. Korbet Beinn Dearg Mor (po lewej, zlewa się z masywem AT) też jest godny uwagi i mamy w planach go odwiedzić.

Image Hosted by ImageShack.us

Na odcinku ok. 500 metrów grań w stronę Sgurr Tuill Bhain zwęża się - jest to bardzo ładny odcinek trasy. Góry na które patrzę to znów The Fannaichs:

Image Hosted by ImageShack.us

Tu zaś na II planie widać wypłaszczenie z jeziorkami i nasze nań podejście, oraz spory kawał podejścia finałowego. Tło dominują Beinn Eighe oraz Liathach.

Image Hosted by ImageShack.us

Ze Sgurr Tuill Bhain zeszliśmy (można ścieżką, można po swojemu) do kotła, gdzie połączyliśmy się z drogą wejściową. Długość całości to ok 18 km.

Największym atutem Sliocha jest jego położenie - nad Loch Maree, mając po jednej stronie torridońskie olbrzymy a po drugiej munrosy Fisherfield, Dundonnell oraz The Fannaichs. Widoki o epickim oddechu, poczucie - zresztą najzupełniej słuszne - pustki i dzikości, wreszcie uroda samego Sliocha - góra wskazuje u mnie do szufladki z napisem "najbardziej ulubione". 

W kwestii kempingu: nad Loch Maree jest sporo oznaczonych i nieoznaczonych niewielkich parkingów, które niektórzy wykorzystują w takim właśnie celu. 

piątek, 19 lipca 2013


Nr 117, Creag Mhor; nr 118, Beinn Heasgarnich (na mapach OS Sheasgarnich)

Wymowa: kreg wor; ben esgarnih

Znaczenie nazwy: big crag; peaceful hill (za MunroMagic)

Wysokość: 1047m n.p.m.; 1078m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 84.; 62.

Data wejścia: 13.07.13


Kolejną wycieczkę również zrobiliśmy raczej blisko domu. Co prawda bliższe rejony staramy sobie raczej oszczędzać na czas, gdy dzień jest krótki, ale prognozy mówiły że w rejonie Killin ma być najlepsza pogoda.

W Killin skręcamy do Glen Lochay: w tej dolinie byliśmy jak dotąd tylko raz, wchodząc na Meall Ghaordaidh >>LINK<<. Parkujemy nieopodal farmy Kenknock i uwaga: na początku trasy warto odbić asfaltówką w prawo, do drogi biegnącej 200m nad dnem doliny. Raz że zaoszczędzi nam to trochę podchodzenia później, dwa - będzie bardziej widokowo.

Glen Lochay nie jest jakaś spektakularna, acz w słońcu prezentowała się znacznie urokliwiej niż podczas poprzedniej bezśnieżno-zimowej wycieczki. Oprócz Meall Ghaordaidh i gór na które wbijaliśmy tym razem, po przeciwnej stronie doliny znajdują się jeszcze trzy munrosy, dostępne również z Glen Dochart (w tym Ben Challum, na którego właśnie stamtąd wchodziliśmy >>LINK<<). Poniżej Sgiath Chuil:

Image Hosted by ImageShack.us

Odcinek drogą pomimo że dość długi jest relaksacyjny, w ogóle nie ma tu podejść. Z okolicznych szczytów najwięcej charakteru wykazuje daleki Meall nan Tarmachan:

Image Hosted by ImageShack.us

Do góry zaczynamy się wbijać na wysokości łącznika pomiędzy ścieżkami dolną i górną. Podejście trawiasto - skalistym zboczem na ramię góry (my mówimy ramię, a w gaelic taka formacja to nos - sron), Sron nan Eun, jest najbardziej stromym odcinkiem całej trasy.

Image Hosted by ImageShack.us

W tle Ben Challum:

Image Hosted by ImageShack.us

Po osiągnięciu nosa teren się kładzie, i do szczytu wygląda to tak (przy czym to jeszcze spory kawałek, i nawet nie dlatego że zdjęcie przekłamuje, na żywo również sprawiało wrażenie że będzie znacznie bliżej):

Image Hosted by ImageShack.us

Wreszcie zaczynają się widoki na drugą stronę wału, na Glen Lyon. Widać Loch Lyon a ta wysoka górka po lewej to ładny munros Stuchd an Lochain >>LINK<<:

Image Hosted by ImageShack.us

Creag Mhor - obowiązkowa fota szczytowa!

Image Hosted by ImageShack.us

Zgodziliśmy się z Mariuszem że lato nie jest najfotogeniczniejszym sezonem w szkockich górach. Raz, że kiedy temperatura się podnosi to cała ta wilgoć z notorycznych tu deszczy zaczyna parować i przy teoretycznie pięknej pogodzie zamiast przejrzystego powietrza i super widoczności mamy przyszarzałe niebo i mgiełkę. Dwa, bez choćby drobnych śnieżnych akcentów, ten ocean zieleni zlewa się ze sobą i całość traci charakter. Zdecydowanie wolę zimę, wczesną jesień oraz wiosnę.

Poniżej Beinn Dorain z nowej perspektywy:

Image Hosted by ImageShack.us

O, tu dokładnie widać co miałam na myśli. W naturze przynajmniej jest przestrzeń, wielkość i trzeci wymiar. Na zdjęciu mamy po prostu zieloną plamę na szarawym tle.

Jednakowoż wybrałam je ponieważ widać na nim w całości drugiego munro, Beinn Hearsganich. Szczyt jest po lewej, zaś formacja najbliżej to kolejny górski nos: Sron Tairbh.

Image Hosted by ImageShack.us

Na nos biegnie ścieżka która meandruje licznymi zygzakami, nie pozwalając się zmęczyć. To istotne bo przełęcz pomiędzy tymi dwoma munrosami jest jedną z głębszych jakie tu widzieliśmy.

Image Hosted by ImageShack.us

Loch Lyon:

Image Hosted by ImageShack.us

Po wbiciu się na nos znowu robi się płasko i na mini-plateau szczytowe jest już przyjemny spacer.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Te wysokie w tle to Ben More i Stob Binnein:

Image Hosted by ImageShack.us

Na szczycie już padałam, po całym dniu wchodzenia w upale. A na tej dwu-munrosowej trasie podchodzenia było więcej niż tydzień temu na czwórce. No i czekało nas jeszcze zejście, co do którego nie byliśmy nawet pewni, który wariant wybrać, ale wiadomo było że będzie długie.

Image Hosted by ImageShack.us

Po obczajeniu terenu wybraliśmy zejście bezpośrednio ze szczytu, tak jak dyktuje ukształtowanie terenu, do połączenia z asfaltówką łączącą Glen Lyon z Glen Lochay. Mapka oddaje tę trasę w miarę wiernie. Pomijając iż byliśmy pieruńsko zmęczeni (głównie słońcem i temperaturą), szło się dobrze, ale muszę przestrzec przez jedną rzeczą. Skoro nawet teraz, kiedy mamy w Szkocji falę upałów i w górach jest sucho do tego stopnia że po większości potoków zostały puste koryta, a na tym odcinku było wciąż wilgotno i bagnisto - w bardziej standardowych okolicznościach on może być po prostu nie do przejścia, błoto po kolana jak nie wyżej. Myślę że w innej sytuacji warto byłoby raczej cofnąć się do nosa i stamtąd równolegle do wejścia na pierwszego munro, kombinować w dolinę. 

Nasza wersja była o tyle fajna, że ścięliśmy większość porannej ścieżki. Droga z Glen Lyon też się nico dłuży, ale zawsze to coś innego, no i asfalt - niesamowita ulga po usianym ukrytymi dziurami, chlupiącym bagnie.


Bez hardkorów, bez przygód ale klimat był, a i w tyłki trochę dostaliśmy. Nie wiem jak niektórzy dają radę dołączać do tej trasy Ben Challuma.

Pokonaliśmy ok. 21 km.

wtorek, 16 lipca 2013


Nr 113, Cairn of Claise; nr 114, Tom Buidhe; nr 115, Tolmount; nr 116, Carn an Tuirc

Wymowa: kern o kleś, tom bui; tol-mun; karn an turk

Znaczenie nazwy: cairn like peak of the grassy hollow; yellow hill; valley hill; cairn like peak of the wild boar (za MunroMagic)

Wysokość: 1064m n.p.m.; 957m n.p.m.; 958m n.p.m.; 1019m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 71.; 204.; 202; 113.

Data wejścia: 6.07.13


Płaskowyże na południe od Cairngormsów to idealne miejsce do ponabijania sobie munro-licznika. Jak już się raz człowiek wbije na plateau, to może natrzaskać murosów na ile tylko starczy mu determinacji, oraz oczywiście czasu. Przewyższenia pomiędzy szczytami są niewielkie, podejścia łagodne, niemal wszędzie łatwy akces prosto z szosy więc nie trzeba robić takich chorych odległości jak w Cairngormsach. Tym razem padło na cztery munrosy które najłatwiej zdobywać z Glen Shee - i tam też przenocowaliśmy.

Nie jest to moja ulubiona dolina, ale swój specyficzny urok ma. Krajobraz jest tu księżycowy, tylko łagodnie falujące nagie wzgórza i - za każdym razem! - rekordowa ilość zabitych królików na szosie. 

Startujemy z ponad 600m n.p.m., co również bynajmniej nie utrudnia ogarnięcia kilku munro-sztuk od jednego machu.

Image Hosted by ImageShack.us

Początek trasy na parkingu nieopodal centrum narciarskiego. Pierwsze podejście jest zarazem najdłuższe, bo musimy się na ten płaskowyż wbić. Wędrujemy wzdłuż wyciągów i płotów wznoszącymi się łagodnie zboczami munro Glas Maol, na którego wierzchołku już byliśmy, tym razem więc należało go ominąć. 

Image Hosted by ImageShack.us

Niestety już na plateau pojawił się problem: chmury zakryły nas całkowicie, a wiadomo jak to jest na płaskowyżach bez widoczności. Żadnych puntów orientacyjnych, ścieżek jest więcej niż jedna i wszystkie wątłe (z powodu łatwości terenu ludzie chodzą milionem wariantów), po paru minutach można kompletnie się zamotać. Po dobrych 40 minutach kluczenia z kompasem wciąż nie byliśmy pewni czy idziemy w dobrym kierunku a czy nie na Glas Maol na przykład. Na szczęście w chmurach zaczęły robić się dziury, co prawda tylko na chwilę ale wystarczyło żeby mniej więcej zorientować się w kierunkach. W końcu natrafiliśmy ponadto na ścieżkę która wydawała się bardziej ewidentna.

Na pierwszego munrosa, Cairn of Claise idzie się terenem tak łagodnie nachylonym że w ogóle nie czujemy iż jesteśmy w górach. Na podejściu odsłaniało się nam już całkiem sporo na północnym wschodzie, niestety kolejny munros (Tom Buidhe) wciąż ginął w chmurzyskach i zanosiło się że będziemy go szukać na czuja.

Tego wyprztyka na drugim planie w ogóle nie wzięliśmy natomiast za oddzielną górę, dopóki mapa nie uświadomiła nam jednoznacznie iż jest to nasz trzeci w kolejce, Tolmount:

Image Hosted by ImageShack.us

Taki to już naleśnikowy urok płaskowyżu Mounth!

Ten z kolei Mount Pancake to nie co innego a Tom Buidhe. Nie można powiedzieć by wspinaczka stanowiła wyzwanie...

Image Hosted by ImageShack.us

Jednakowoż zanim ruszyliśmy zdobywać owe strzeliste turnie, trzeba było wbić się na szczyt Cairn of Claise. Pogodowo wciąż jeszcze było słabo co w połączeniu z tym akurat typem krajobrazu powodowało że nie chciało się za bardzo wyciągać aparatów. Niemniej fotka szczytowa obowiązkowa:

Image Hosted by ImageShack.us

Przynajmniej w międzyczasie chmury poszły sobie i zrobiło się całkiem przyjemnie oraz - dzięki niebieskiemu niebu - choć odrobinę bardziej dekoracyjnie, nawet Tom Buidhe zaczął się wydawać o promil czy dwa smuklejszy:

Image Hosted by ImageShack.us

Te Andy to natomiast kontynuacja w kierunku Lochnagaru, gdzie będzie można zrobić pętlę tym razem pięciomunrosową.

Image Hosted by ImageShack.us

Na Tom Buidhe, absolutnie nie czując że zdobyło się już dwa munrosy:

Image Hosted by ImageShack.us

Z Toma na Tolmounta jest moment. I właśnie Tolmount, ten jak go nazwałam wyprztyk, sprawił przyjemną niespodziankę: z niepozornego szczyciku odsłonił się zaskakująco uroczy widok na ukrytą Glen Callater z adekwatnie nazwanym Lochem, oraz cairngormskie olbrzymy Beinn a'Bhuird i Ben Avon, które dały nam popalić we wrześniu:

Image Hosted by ImageShack.us

Na czwartego munrosa, Carn an Tuirc, trochę się idzie, ale znów baaardzo łagodnie. Pogoda unormowała się już całkowicie, a ładne światło sprawiało że otoczenie nagle zaczęło wydawać się całkiem malownicze a brak charakteru stracił zupełnie na znaczeniu.

Image Hosted by ImageShack.us

... acz pozostawał niekwestionowalny.

Image Hosted by ImageShack.us

W tle Glas Maol, najwyższy munro w okolicy:

Image Hosted by ImageShack.us

Jakkolwiek nie powiem żebym czuła w nogach te cztery munrosy, finałowy szczyt powitałam z ulgą. Nie jest to trasa ekstremalna ale swoją długość ma.

Image Hosted by ImageShack.us

Poniżej odcinek jaki musieliśmy przejść szosą: od parkingu w Glen Clunie (po prawej) do centrum narciarskiego w Glen Shee.

Image Hosted by ImageShack.us

Zejście jest proste: rumowiskiem na rympał, i poniżej zaczyna się piękna, szeroka ściecha która wyprowadza na sam parking (na mapie jest coś nie tak, jestem na 100% pewna że zaznaczyłam trasę dobrze). Całkiem przyjemny odcinek w porównaniu z marszem szosą. Szosą idzie się bowiem pod lekką, ale wyczuwalną górkę, modląc się by żaden motocyklista o cię nie zahaczył oraz slalomując pomiędzy mniej lub bardziej zmasakrowanymi trupkami królików.

Wycieczkę zakończyliśmy w kafejce centrum narciarskiego, pałaszując burgery. W okolicy mamy jeszcze osiem munrosów, ale na razie będą musiały poczekać.

Trasa do nabicia wspomnianego licznika IDEALNA. Gdybym jednak nie dbała o licznik a jedynie o estetykę, spróbowała bym raczej Glen Callater - widać, że piękne miejsce i można się z niej wspiąć na co najmniej kilka górek.