statystyka



Najlepsze górskie strony
Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
poniedziałek, 27 lipca 2009

Nr 44, Aonach Mor i nr 45, Aonach Beag

Wymowa: anah mor; anah beg

Znaczenie nazwy: big ridge; little ridge

Wysokość: 1221m n.p.m.; 1234m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 8.; 7.

Data wejścia: 25.07.09

Aonachs - kolejny piękny cel w Lochaber, okolicy, gdzie coraz mniej nowych gór pozostało nam do zdobycia. Niedługo będziemy tu wracać nie po nowe munrosy, a po zdobywanie starych trudniejszymi wariantami. Dobrze, że jest ich tu mnóstwo, w samym masywie Ben Nevisa jeszcze ze trzy.

Początek drogi na samym końcu Glen Nevis. Przez Nevis Gorge wbijamy się na Steall Meadows - za naszą poprzednią wizytą tu skręcaliśmy w prawo, by za mostem linowym rozpocząć wspin na Ring of Steall >>LINK<<. Tym razem idziemy prosto, aż do drewnianego mostku. Za mostkiem widać dwie ścieżki - zgodnie z radą pana McNeisha od The Munros poszliśmy lewą. Łagodnie wbijamy się do góry, i niemal od razu ukazuje się Ben Nevis i Carn Mor Dearg z jego Arete. Jeszcze prezentują się niepozornie, ale im dalej na północ, tym będzie lepiej.



Bardzo szybko osiągamy dolinkę położoną między masywem Ben Nevisa a Aonachs. Tędy na razie płasko, by dopiero na końcowym odcinku podbić w górę, na szerokie siodło przełęczy. Widok na The Mamores, których z tej perspektywy nie miałam jeszcze szczęścia oglądać, albowiem zawsze jak lezę przez CMDA jest dupa pogodowa, jest jednym z bardziej malowniczych w Highlandach i bardzo kojarzy mi się z Tatrami Zachodnimi.



Z przełęczy podchodzenia czeka nas, na długość, niewiele. Zbocza Aonachów są jednak naprawdę strome i choć dzięki temu ekspresowo zyskujemy wysokość, wchodzenie nie należy do relaksacyjnych. Ścieżka jakaś zdaje się jest, ale niewiele wygodniejsza niż wbijka na przełaj, na pewno nie chodniczek.



Nevis Range ogromnieje w oczach. Poniżej trasa na Carn Dearg Meadhonach, scramblingowa dwójka:



Poniżej The Mamores i Glencoe. W centrum lansuje się Sgurr a'Mhaim, po prawicy mając Stob Bana. Na dalszym planie po lewej grupa Bideana nam Bian, po prawej zaś dwa bliźniacze munrosy Beinn a'Bheithir. Wszystkie szczyty widoczne na zdjęciu (z wyjątkiem, być może, najostatniejszego planu, bo tych nawet nie umiem zidentyfikować) zostały już przez nas zdeptane.



Najbardziej zadziwiająco prezentuje się w panoramie Shiechallion. Patrząc na jego idealny, ostry trójkąt, kształt, który w powszechnej świadomości symbolizuje górę, chociaż tak naprawdę mało która tak wygląda, ciężko uwierzyć, że z pozostałych trzech stron Shiechallion może konkurować co najwyżej z Gubałówką.



Widoczność mieliśmy jak rzadko kiedy. Poniżej zza północno-wschodniej (scramblingowa czwórka) grani Aonach Beag wyłaniają się Ben Vorlich i Stuc a'Chroin. Po lewej Meall nan Tarmachan rozpoczyna grupę Lawersa.



Rejon szczytowy Aonach Mor to podłużne plateau, po obu stronach opadające stromymi ścianami. W zachodniej części wierzchołka znajduje się stacja kolejki. Być może temu zawdzięczać należy zdumione spojrzenia, jakimi odprowadzała nas okupująca kopiec szczytowy grupa. Przyszliśmy z niewłaściwej strony.

Ben Nevis prezentuje się nareszcie tak, jak powinien. Niemal tatrzańsko. Nieważne, że południowe zbocza góry są kopiaste. W Szkocji praktycznie nie ma gór hardkorowych z każdej strony. Ben Nevis to nie tylko wierzchołek, to całe potężne gniazdo Nevis Range, które góruje nad otoczeniem naprawdę spektakularnie. Mamoresy tłoczą się od południa jak kurczątka, podobnie The Grey Corries. Północne kotły BN to klasa sama w sobie. Poniżej wyraźnie rysuje się profil górnych partii Tower Ridge, szkoda że przez rozmiar zdjęcia nie widać szczegółów, bo gołym okiem wyraźnie mogliśmy dostrzec takie detale, jak Tower Gap i ludzie na grani.



Na pierwszym planie Carn Mor Dearg Arete





Kopiec na szczycie:



Na Aonach Beag trzeba kawałek podejść, jako że wbrew nazwie ten szczyt jest wyższy, tyle że o wiele mniej rozległy. Północno-wschodni kocioł, ponad którym wędrujemy, jest bardzo przepaścisty, w niektórych miejscach gdyby skoczyć, to minimum kilkadziesiąt metrów swobodnego lotu. Poniżej Marcin testuje skałki strony południowej.



Z wierzchołka widać całe pasmo The Mamores, którego część wcześniej była przezeń zasłonięta. Linie Ben Nevisa odrobinę łagodnieją.





The Grey Corries



Binnein Mor i Na Gruagaichean

Ze szczytu schodzimy w kierunku południowym, dość łagodnymi zboczami. Ścieżka jest, ale znaleźliśmy ją już sporo niżej, zresztą i tak po pewnym czasie nam zginęła. Stok stopniowo stromieje, ale nie tak żeby nie dało się bezpiecznie zejść, najlepiej więc po prostu iść tak jak nam wygodnie, obierając azymut na mostek, kiedy już da radę go wypatrzeć. Zejście trochę trwa, ale widoki na Mamoresy rekompensują wszystko. Poniżej nasza zeszłotygodniowa trasa założona, czyli Binnein Beag, Sgurr Eilde Mor i Binnein Mor. Przypominam, że trasa wykonana objęła tylko środkowego z trzech munrosów ;)



Za mostkiem wiadomo: Steall Meadows, Nevis Gorge, i jesteśmy w punkcie wyjścia.
Cóż mogę napisać. Że trasa jest przepiękna, to widać na zdjęciach. Że nietrudna - chyba też. Jest za to dość wyczerpująca, bo jakkolwiek szło się nam wszystkim bardzo dobrze i sprawnym tempem, na drugi dzień i ja, i Mariusz odczuwaliśmy w mięśniach, że spory wysiłek został wykonany, co już dawno nam się nie zdarzało.
Była to jedna z naszych najpiękniejszych highlandzkich wycieczek - widokowo podejrzewam, że lepsza nawet od Ben Nevisa, jako że z niego nie widać jego samego.

Całość: >>LINK<<



środa, 22 lipca 2009


1. Czym jest scrambling?
Ścisłej definicji nie ma. Najbardziej przemawia do mnie ta zaproponowana w Classic Mountain Scrambles in Scotland Andrew Dempstera:
Movement on a mountain which is too difficult to be regarded as a hillwalk, but too easy to be regarded as a proper rock-climb
Przy czym we wszystkich źródłach autorzy zastrzegają, że granica jest płynna i w znacznej mierze subiektywna.
Teoretycznie można by założyć, że jeśli na jakimś odcinku trasy musimy wyjąć ręce z kieszeni, i zastosowanie znajduje zasada trzech punktów podparcia, to raczej na pewno mamy do czynienia ze scramblingiem. Przy czym są miejsca, które jeden przejdzie na nogach z papieroskiem, a inny będzie się pucował nie odrywając od skały. Pan Dempster wspomina o człowieku, który w ramach zakładu o 10 funtów przeszedł Aonach Eagach bez użycia rąk, a Aonach Eagach jest uznane za scramblingowy klasyk. Dlatego trochę pomaga skala.

2. Skala
Szkocka skala scramblingowa ma 5 stopni.
Stopień I: w większości na nogach, konieczność użycia rąk okazjonalna, w pewnych miejscach łagodny scrambling. Przykład: Carn Mor Dearg Arete >>LINK<<
Stopień II: mniej chodzenia, więcej scramblingu, gdzieniegdzie możliwa ekspozycja, ale w żadnym miejscu poważna a trudności w większości omijalne. Przykład: Forcan Ridge >>LINK<<, Fiacaill Ridge >>LINK<<
Stopień III: więcej scramblingu, więcej ekspozycji, możliwe momenty łatwej wspinaczki (easy rock-climbing w skali UIAA to będzie 0+). Przykład: Aonach Eagach >>LINK1<<, >>LINK2<<, >>LINK3<<, Curved Ridge >>LINK<<
Stopień IV: częściowo już poważny, w wielu miejscach eksponowany scrambling z fragmentami średnio trudnej wspinaczki (moderate rock-climbing czyli I UIAA). Żadnej czwórki nie robiliśmy.
Stopień V: bardzo poważny i wymagający scrambling, w większości mogący być zakwalifikowany jako średnio trudna wspinaczka z fragmentami trudnej (difficult rock-climbing to II-III UIAA), tylko dla doświadczonych scrambler
ów, najlepiej znających podstawy wspinaczki, zaleca się zabranie liny. Przykład: Tower Ridge >>LINK<<

3. Tatrzańskie realia
Z powyższej skali wynikałoby, iż przez scrambling rozumiemy wszelkie pozbawione ubezpieczeń drogi w terenie skalnym pomiędzy 0+ a III według UIAA.


4. Kwestia asekuracji
W teorii, trasy scramblingowe są scramblingowymi właśnie dlatego, że spokojnie da się je przechodzić bez. Słowem kluczem jest "spokojnie" - bo indywidualne możliwości i odporność psychiczna bardzo się różnią. Na najtrudniejszych drogach część osób wybiera lotną asekurację. W szczegóły techniczne wdawać się nie będę, bo tego dopiero się uczę. W każdym razie, umiejętność asekurowania się jest o tyle istotna, że scramblingowa skala odnosi się tylko do optymalnych, letnich warunków. Te same trasy w ekstremalnych warunkach pogodowych tudzież w zimie mogą stanowić poważne taternickie przedsięwzięcie.

wtorek, 21 lipca 2009

Nr 43, Sgurr Eilde Mor

Wymowa: skur eldż mor

Znaczenie nazwy: large rocky peak of the hind

Wysokość: 1010m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 123.

Data wejścia: 17.07.09

W Mamoresach zostały nam jeszcze trzy munros, które postanowiliśmy machnąć na jeden raz.

Jako że leżą po sąsiedzku na wschodnim krańcu grupy, włazi się od Kinlochleven (zachodnie robi się od Glen Nevis). Początek trasy przy jednym z najbardziej malowniczo położonych hoteli Szkocji, czyli The Mamore Lodge.



Mamore Lodge leży już na pewnej wysokości, co pozwala zaoszczędzić siły. Idziemy wyraźną ścieżką, najpierw mijając małe prywatne gospodarstwo (z braku lepszego słowa, "posesja" brzmi za dumnie). Po podwórku kręciła się zadziwiająca postać. Wysoki staruszek z długą siwą brodą i szopą poczochranych włosów, ubrany w czerwony śpioch (!) - widok jak z westernu, brakowało mu tylko strzelby - który zaburczał  na nas nieelegancko, abyśmy przypadkiem nie przełazili podwórkiem. Pouczenie było zbędne, już tamtędy wędrowaliśmy idąc na Na Gruagaichean (>>LINK<<) i wiadomo było, że ścieżką można dziadkowe włości ominąć. Osobnik w każdym razie mocarny, nie wiadomo czy bardziej Dziki Zachód, czy Święty Mikołaj w cywilu.




Loch Leven, po lewej Pap of Glencoe (aka Sgurr na Ciche)

Po krótkim czasie osiągamy wylot dolinki pomiędzy Am Bodach i Na Gruagaichean, którą to wbijaliśmy się na tegoż ostatnim razem. Teraz jednak prosto jeszcze przez jakieś 20 minut, dopóki nie wyłoni się jezioro, Loch Eilde Mor.
Znad jeziora nasz pierwszy planowany munro, Sgurr Eilde Mor, prezentował się niezbyt interesująco. Chociaż prawdę mówiąc, niewiele było widać. Pogoda, która przynajmniej do wczesnego popołudnia miała być ładna, pozostawała we względnie stabilnym stanie umiarkowanego spieprzenia.




Jeszcze przed osiągnięciem jeziora w lewo odbija wyraźna ścieżka, my jednak postanowiliśmy wchodzić opcją drugą, czyli ścieżką zaczynającą się nad samym jeziorem, pozwalającą osiągnąć naszego munrosa całkowicie na przełaj ("na przełaj" bądź "na rympał" zarezerwowane jest dla gór niższych, dopiero od Tatr Wysokich można mówić o direttissimie;P), kosztem większej stromizny.

Jakkolwiek maszerowaliśmy wcale nie najgorzej, podejście okazało się zaskakująco długie. Sgurr Eilde Mor wbrew pozorom taki mały nie jest. Najpierw osiągnęliśmy zawieszony w połowie drogi na szczyt kocioł z jeziorkiem, skąd zaczęło się podchodzenie właściwe.


Szczyt jest widokowy, fajnie wygląda Glencoe od północy, niestety Ben Nevisa z przyległościami zasłaniały chmury, ale nie wątpię że byłoby na co popatrzeć. Stamtąd też ukazała się wreszcie dalsza część naszej planowanej trasy, to jest Binnein Beag:



Oraz jego znacznie większy brat Binnein Mor:




Które jedynie tak udało się razem zmieścić w kadrze:




Ze Sgurr Eilde Mor schodziliśmy do kotła z jeziorkiem najpierw dość wąskim kawałkiem grani, potem piarżystym, trochę upierdliwym zboczem. Po zejściu spojrzeliśmy na dwa Binneiny, potem na siebie, westchnęliśmy i wszystko było jasne. Zmęczenie materiału, które spowodowało że w zeszły weekend zrobiliśmy sobie urlop od gór, zrobiło swoje. Od lutego łazimy co tydzień, niezależnie od pogody. Cel - polepszenie kondycji na Tatry - został osiągnięty (powiedzmy, że moja nadal pozostawia trochę do życzenia, ale było gorzej), wyjazd za dwa tygodnie, trzeba sobie zrobić lajtowszy okres, żeby się nie zarżnąć. Binnein Beag i Binnein Mor postanowiliśmy ogarnąć kiedy indziej. Z kotła zeszliśmy ładną ścieżką, trawersującą łagodnie zbocza ponad Loch Eilde Mor, cały czas z widokami na Glencoe i Rannoch Moor. Ścieżka ta to ta sama, o której wspominałam że nie zdecydowaliśmy się nią wchodzić - akurat nadała się do zejścia.



Sgurr Eilde Mor z kotła prezentuje się całkiem elegancko, jak na munrosa ścieżkowego. Ma linię góry, łatwej bo łatwej ale jednak nie rozdeptanego krowiego placka, jak Macdui czy Cairn Gorm.





Glencoe od płn

Powyższa wycieczka z pewnością nie zapisze się w naszej munrosowej kronice jako jedna z najbardziej spektakularnych, ale podobało mi się. Lubię takie bezpretensjonalne spacery od czasu do czasu. Fakt, że ostatnio tylko takie uskuteczniamy, ale jest to dobry sposób na utrzymanie kondycji przy jednoczesnym oszczędzeniu się.
Za dwa tygodnie Tatry.

Kilka fotek: >>LINK<<


środa, 08 lipca 2009

Dodałam nową kategorię: Scrambling. Do kategorii tej będę wrzucać trasy scramblingowe, które nie wiązały się ze zdobyciem nowych munrosów. Te, które się wiązały, niezależnie od ich stopnia trudności, trafiać będą jak dotąd do kategorii Munros.
O scramblingu wkr
ótce napiszę więcej, ponieważ to pojęcie, bardzo popularne na Wyspach, nie jest w Polsce zbyt szeroko znane. Często na forach spotykamy się z pytaniem, czym właściwie scrambling jest i jak można by to słowo przetłumaczyć. Postaram się więc w zwięzły sposób opisać najważniejsze fakty.
11:33, connspeach , Org.
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 lipca 2009

Nr 42, Ben Macdui

Wymowa: ben makdui

Znaczenie nazwy: McDuff's hill

Wysokość: 1309m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 2.

Data wejścia: 3.07.09

Kolejny raz Cairngormsy, i nawet trasa po części pokrywająca się z poprzednią. Na drugi najwyższy szczyt  Szkocji i jeden z dwóch, które mają powyżej 1300m n.p.m., wybraliśmy się spod dolnej stacji kolejki na Cairn Gorm, z początku tą samą ścieżką co na Fiacaill, plateau atakując jednak przez kolejny wał, na zdjęciu po prawej stronie (Fiacaill Ridge jest w centrum):

Droga jest spacerowa, teren wznosi się bardzo łagodnie:

W pewnym momencie usłyszałam narastający potworny huk, aż musiałam zatkać uszy, i zobaczyłam że Mariusz wpatruje się zafascynowany w coś za moimi plecami - poczułam się jak w remake'u Cloverfield, ale na szczęście to były tylko wojskowe Panavie podczas ćwiczeń. Jedna parę godzin później rozbiła się nad Arrochar Alps, dwóch pilotów zginęło. [']

Macdui odsłania się kiedy wychodzimy na plateau. Co tu gadać. Kopa siana. Czytałam że lokalni miłośnicy góry chcieli kiedyś ustawić na szczycie ogromny trianguł, żeby ich ukochany Ben przewyższył ten na zachodzie. Żałosność pomysłu jest ewidentna, jako że Macdui charakterem nie dorasta Nevisowi do pięt. Ben Nevis ma kilka twarzy, z czego północna jest naprawdę królewska. Ben Macdui wygląda jak duża kupa, w którą ktoś wdepnął i spłaszczył. Są tam niby od południowego wschodu jakieś kotły, ale trudno powiedzieć czy przynależą do Macduia jako takiego, jako że pomiędzy nimi a szczytem jest jeszcze kawał łagodnych zboczy.

Od wyjścia na płaskowyż do wierzchołka Macduia teren jest miejscami prawie płaski. Ciekawsze widoki mamy na zachodzie, gdzie lansują się trzy munrosy, na munro-liście (patrząc od lewej) czwarty, piąty i trzeci, tj. niewidoczny na zdjęciu Cairn Toul, Sgor an Lochan Uaine (znany też jako Angel's Peak) oraz Braeriach.

Wierzchołek Bena jest płaski jak naleśnik i rozległy. Po widoki trzeba się zbliżyć do krawędzi wypłaszczenia - dopiero kiedy zbocze przed nami się obniża, mamy szansę coś zobaczyć.

Poniżej grań od Cairn Toula po Braeriacha, którego wierzchołka zdjęcie nie objęło:

Po najładniejszą panoramę musieliśmy się obniżyć kilkadziesiąt metrów na południe. Widok na Glen Dee uświadamia, na jak wysokiej górze się znajdujemy - trzy zachodnie munrosy są nieznacznie niższe od Macduia, więc jego przewagi się nie odczuwa. Góra po prawej (wydaje się mała, ale to też munro) to Devil's Point, czyli w gaelic Bod am Deamhain, Penis Diabła. Dyplomatyczne tłumaczenie przyjęło się od czasu, gdy bawiąca w dolinie królowa Wiktoria zapytała lokalsa o nazwę interesującego wzniesienia, i biedak musiał jakoś wybrnąć.

Wracaliśmy z początku drogą wejściową, w pewnym momencie odbiliśmy w prawo, by po niedługim czasie osiągnąć trasę naszej poprzedniej wycieczki, wzdłuż krawędzi kotła z którego opada Fiacaill Ridge. Z przełęczy na wschód od FR schodzi ścieżka, ale przeoczyliśmy ją i poszliśmy tak jak ostatnim razem, w kierunku Cairn Gorma. Znów w tym rejonie wiało jak szlag - to tam ostatnim razem wiatr mnie przewrócił - tyle że tym razem podmuchy waliły w kierunku kotła, więc przezornie trzymałam się z daleka od krawędzi, żeby mnie nie zepchnęło. Na Cairn Gorma rzecz jasna nie wchodziliśmy. W miejscu gdzie zaczyna się już bezpośrednie podejście na szczyt szlak się rozwidla, i jego lewą odnogą zeszliśmy sobie najpierw dość stromym (przynajmniej jak na warunki tej konkretnej trasy) zboczem, a potem wygodną drogą koło nartostrady, prosto na parking przy kolejce.

Trasa jest nieforsowna i stanowiła dla mnie miłą odmianę po ostatnich scramblingach, ale szczerze mówiąc, bez rewelacji. Ot, taki tam lajtowy spacer kondycyjny. Macdui to wielki klocek, którego warto zaliczyć wyłącznie ze względu na jego wysokość, ale generalnie te tereny nadają się bardziej na zimę.

Całość: >>LINK<



Nr 41, Carn Mor Dearg


Wymowa: karn mor djerek

Znaczenie nazwy:
large red cairn like peak

Wysokość: 1220m n.p.m.

Pozycja na liście munros
ów: 8.

Data wejścia:
28.06.2009

Ponieważ dwa lata temu, idąc na Ben Nevisa przez Carn Mor Dearg Arete, we mgle wyleźliśmy kilkanaście metrów pod wierzchołkiem Carn Mor Dearg i nie chciało nam się wracać, miałam dylemat czy liczyć tego munro, czy jednak nie. Teraz zdeptałam go prawidłowo, więc choć Mariusz na wierzchołku sensu stricto nie był, wciągam CMD na oficjalną listę.
Dokumentacji fotograficznej nie będzie, ponieważ trafiła mi się jeszcze większa dupa pogodowa niż ostatnim razem. I na CMDA będę musiała p
ójść kolejny raz, bo z tego co oglądałam w necie, widoki są takie że nie dam rady tego odpuścić.
Poprzednia wyprawa tu: >>LINK<<. Mimo wszystko było widać odrobinę więcej.
 
1 , 2