statystyka



Najlepsze górskie strony
Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
poniedziałek, 07 czerwca 2010

Nr 63, Sgurr Fiona i nr 64, Bidean a'Ghlas Thuill

Wymowa: skur fjona; bicien a glas tul

Znaczenie nazwy: white peak; pinnacle of the green hollow

Wysokość: 1060m n.p.m.; 1062m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 73.; 72.

Data wejścia: 5.06.10

An Teallacha tradycyjnie wymienia się na jednym oddechu z Liathach i Aonach Eagach jako trzy najlepsze scramblingowe cele w szkockim mainlandzie. Ta opinia nie wynika oczywiście ze stopnia ich trudności, a długości oraz spektakularności widoków. Wszystko są to długie, piękne i umiarkowanie lufiaste graniówki o dużym zagęszczeniu miejsc wymagających użycia rąk. Inne ambitne scramblingowe cele są albo znacznie krótsze, albo oferujące mniej efektowną scenerię, że wezmę za przykład nieporównywalnie przecież trudniejszą Tower Ridge. W kwestii Aonach Eagach jesteśmy już starymi wyjadaczami, Liathach również udało się w końcu przejść, do kompletu brakowało nam więc już tylko najbardziej oddalonego An Teallacha.

Masyw AT już z daleka robi wrażenie swoją rozległością i wysokością kontrastującą z leżącą przed nim (powiedzmy) równiną:



Poniżej najciekawsza, scramblingowa sekcja to jest turnie Corrag Bhuidhe, Lord Berkeley's Seat oraz munro Sgurr Fiona.



Zdecydowaliśmy że będziemy szli od strony lewej (patrząc na pierwsze zdjęcie). Pierwsze wzniesienie od tamtej strony nazywa się Sail Liath i to na jego zboczu napotkaliśmy taką faunę, chyba charakterystyczną dla tego miejsca, bo nigdy wcześniej niczego takiego nie widzieliśmy a krótkie poszukiwania w Google wykazały, iż stworzenia te jeśli w ogóle się pojawiają, to jedynie w kontekście rejonu Dundonnell.



Zbocze Sail Liath jest łagodne, ścieżka (ścieżki?) jakoś mało wyraźne ale niepotrzebne, kierunek jest oczywisty.



Z wierzchołka nareszcie można podziwiać najtrudniejsze partie trasy. Myśmy - jak widać dwa zdjęcia poniżej - mieli podziwianie nieco utrudnione. Mgły uparcie zasłaniały to co interesowało mnie najbardziej, czyli podejście na Corrag Bhuidhe. Właśnie po to wszak wymogłam na Mariuszu wchodzenie od tej strony: żeby na najtrudniejszym fragmencie, Bad Stepie, miejscu śmiertelnych wypadków, piąć się do góry miast schodzić.

Grań opadająca z Sail Liath nie przedstawia sobą trudności, ale ma charakterek - na prawo opadają wspaniałe ściany.




Corrag Bhuidhe to to najwyższe w środku:




I na zoomie, rejon Bad Stepu jest pod samym wierzchołkiem:




Z najniższej przełęczy najpierw wbijamy się na grańkę niewysokiego Cadha Gobhlach - jak na razie, choć jest fajnie, skaliście i graniowo, ręce nie są konieczne.





Bad Step nie wygląda tak źle. Przede wszystkim: można go całkowicie ominąć. I to bynajmniej nie jednym wariantem, ścieżek - omijanek jest sporo, na różnej wysokości. Wolę jednak wchodzić "po ludzku", skałą. Wiadomo jednak, że najtrudniejszy wariant wprost mogę sobie odpuścić. Umawiamy się z Mariuszem następująco: on dla radochy wejdzie sobie najcięższą opcją podczas czego zrobię mu zdjęcia, a potem zejdzie i pomoże mi na łatwiejszym wariancie. Jakby co mamy odpowiednik łańcucha z taśm, zawsze to jakaś pomoc.
Plan realizujemy w 100%. Ja wchodziłam tak jak chłopaki na zdjęciu poniżej, a górną partię trawersowałam od lewej - kawałek omijanką i znów skały, "łańcuch" się przydał. Mariusz wszedł za tym pierwszym razem wprost, po prawej od charakterystycznego przewieszonego głazu.




Jedna z omijanek:



Po wbiciu się na Corrag Bhuidhe zaczyna się zabawa. Znów, są omijalne w stopniu całkowitym, a trudności można stopniować. Mariusz lezie granią, ja w większości również, choć bezpośrednio nad lufą przechodzę z pewną taką nieśmiałością. Kilka razy obniżam się łatwymi wariantami by za chwilę wrócić na grań. Zaliczyłam chyba wszystkie pinakle. Bardzo fajny kawałek trasy, bardzo przypominający Liathach.





Na dalszym planie przebyta trasa, ostatnie wzniesienie to Sail Liath:



Z mgieł wyłania się Sgurr Fiona, do którego jednak wcale nam się nie śpieszyło jako że miał zamykać najfajniejszą sekcję:





Kolejnym klasycznym punktem jest siedzenie lorda Berkeley, na którym każdy szanujący się munro-bagger winien, wzorem lorda, zasiąść i pomachać nogami. Ja dochodzę pod szczyt, zostaje mi tylko finalny głaz, ale czuję że w zupełności mnie to satysfakcjonuje. Odchodzę na odległość wystarczającą do zrobienia dobrego zdjęcia Mariuszowi, który beztrosko papuguje lorda spuszczając odnóża w przepaść przyprawiającą mnie o mrowienie karku (to nie figura stylistyczna, wiem o czym mówię).



Łatwą ale fantastyczną granią osiągamy pierwszego munrosa. Widoki miażdżą, droga zaś na Bideana a'Ghlas Thuill przedstawia się tak:



Choć w tej partii już łatwa, droga wciąż nie jest ceprostradą. Wciąż idziemy po grani, jest kontakt ze skałą, a że relaks, to dobrze, bo w końcu trzeba odpocząć. Podejście przez swą długość jest nieco żmudne, ale po osiągnięciu szczytu widok na przebytą trasę zapiera dech.



Bardzo, ale to bardzo silne skojarzenie mam z Rohaczami. Największe trudności w partiach podszczytowych pierwszego wzniesienia, które jest też eksponowane i charakterne (uznawszy że Corrag Bhuidhe i Sgurr Fiona to jedna całość). Piękne, choć łatwe podejście na wzniesienie drugie. Najbardziej spektakularnym punktem panoramy z drugiego jest to pierwsze. No kurcze, wszystko się zgadza :D




Schodziliśmy trawersując ostatnie wzniesienie masywu, Ghlas Mheall Mor, ścieżką do Dundonnell Hotel (pod koniec wprawdzie ostro ścięliśmy bo nie pasowało nam drałować taki kawał szosą). Wariant długi, w bardziej mokrych warunkach możliwe że nie do przejścia. Polecałabym raczej opcję sugerowaną przez Scotland's Mountain Ridges (dzięki Mikee :D) czyli schodzenie - tak tak, jeszcze z elementami scramblingu - przez Ghlas Mheall Liath. Wygląda krócej i ciekawiej.

Cudowna wycieczka. Aż nie wiem jak ją podsumować, myślę że zdjęcia mówią same za siebie. Wspaniała trasa, polecam nawet mało wprawnym - wszystkie trudności można ominąć a widoki będziecie mieć i tak.




Wszystkie fotki tu: >>LINK<<