statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
poniedziałek, 05 maja 2014

Nr 128, Carn Liath; nr 129, Braigh Coire Chruinn-bhalgain; nr 130, Carn nan Gabhar

Wymowa: karn lija; brei kori krun walagan; karn nan guur

Znaczenie nazwy: grey hill; height of the corrie of the round lumps; peak of the goats (za MunroMagic)

Wysokość: 975m n.p.m.; 1070m n.p.m.; 1121n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 181.; 66.; 32.

Data wejścia: 3.5.14

Beinn a'Ghlo (wym. bin a glou) to potężny, wieloszczytowy i rozgałęziony masyw, który wg przytoczonej przez McNeisha legendy posiada 19 kotłów, a kiedy w dowolnym z nich odpalić strzelbę wystrzał będzie słyszalny we wszystkich pozostałych (nie żeby ta informacja coś wnosiła ale stanowi dobry speech opener ;P). Za Blair Atholl skręcamy na Old Bridge of Tilt, a za maleńkim Middlebridge single trackiem w prawo, do parkingu nad Loch Moraig (mapka jutro). Pierwszy ze szczytów masywu, munros Carn Liath ze swą zerodowaną ściechą jest nawiasem doskonale widoczny z A9 i mijaliśmy go już ze sto razy, a pierwszą połowę tego na totalnym nieświadomcu iż jest to część tej znanej nam z przewodników i popularnej trasy. Tu Carn Liath z początku tury:



Za plecami na kolejnych planach towarzyszyły nam m. in. wciąż mocno ośnieżony Lawers oraz Schiehallion, zaś po lewej ręce zdeptany przed rokiem Carn a'Chlamain >>LINK<<. Klimaty typowo wschodnio-cairngormskie, przestrzeń i chillout.



To pierwsze podejście jest najdłuższe. Powyżej kopiec na wierzchołku:


Oraz Vespa na kopcu:


Tu zaś reszta trasy. Powiem szczerze że wyglądało to dosyć serio: dwie całkiem konkretne góry do pokonania, dwie całkiem niskie przełęcze, a trzeba jeszcze wrócić. W praktyce okazało się że nie było absolutnie problemu. Tak jak czasem ulegam w górach złudzeniu optycznemu że do celu jeszcze tylko kawałek a okazuje się że kawał, tak tu wystąpiło zjawisko odwrotne.


Zwłaszcza Braigh Coire Chruinn-bhalgain prezentował się imponująco, kubatura niczym z Tatr Zachodnich.


Trasa z początku prowadzi łagodnym grzbietem Beinn Mhaol: bardzo malowniczy odcinek.


Tu jeszcze oba munrosy w kadrze z doliną: dzieląca je przełęcz leży na wysokości 847m. Nie wiem czemu wydała mi się sporo głębsza.


Na drugiego munrosa, tego o strasznej nazwie wchodzi się bardzo łagodnie.


Carn Liath okazał się wcale fotogeniczną małą górką...


Zbliżenie na finałowego munro Carn nan Gabhar: widać iż posiada trzy wierzchołki oznaczone kopcami. Drugi i trzeci są praktycznie tej samej wysokości, mylące jest też to że na drugim znajduje się trianguł. Właściwy wierzchołek to jednak ten trzeci. 



Kolejny dowód na fotogeniczność Carn Liath:


Nasz zeszłoroczny munro Carn a'Chlamain wyglądał z góry jak naleśnik. Acz wycieczka na niego nas poczesała, co prawda jedynie przez swoją długość oraz przez to że cały dystans, w tym maskarycznie długą Glen Tilt, przeszłam w scarpach które na płaskiej drodze masakrują stopy (przynajmniej ja tak mam).


Na drugim szczycie dotarło do mnie, że jednak dobijemy dziś do 130!


Na ostatni również poszło sprawnie: ekspresowe zejście na przełęcz, kawałek ciut stromszego zbocza, łagodny grzbiet. Na środkowy wierzchołek też weszłam i mam zdjęcia (a, tak na wszelki... One naprawdę sprawiają wrażenie położonych na tej samej wysokości ;P). 


Widoki obejmowały płaskowyż Mounth, Cairngormsy oraz Drumochtery. Łagodnie rolujący się krajobraz, liczne w tym rejonie spektakularnie kotły pochowane dla oka, z braku charakterystycznych kształtów ciężko dopatrzeć się nawet odwiedzonych szczytów, ogólnie Naleśnikowa Kraina. Zdecydowanie nie West Highland. Ale ten klimat też lubię.


Zeszliśmy do przełęczy pomiędzy drugim i trzecim munrosem. Zbiega stamtąd ścieżka. Nie powtórzcie naszego błędu i niżej obierzcie jej wariant po PRAWEJ stronie strumienia. Ponieważ poszliśmy lewą nadłożyliśmy sporo po wrzosach i bagnach. Postaram się to w miarę precyzyjnie zaznaczyć na mapce. 


Powrót to ponad 10km, a cała trasa ma 21. Na Scottish Hills zalecają żeby pokonywać ją w przeciwnym kierunku, bo ten marsz przez wrzosy mniej dokucza kiedy człowiek jest jeszcze świeży. Muszę przyznać że nie jest to idea głupia. Tym niemniej, niezależnie od kierunku, Beinn a'Ghlo jest malowniczym i ciekawym celem. Te wszystkie podejścia dały mi w kość o wiele mniej niż się spodziewałam. Wydaje mi się że na poprzedniej wycieczce umordowałam się znacznie bardziej, pomimo lepszego samopoczucia wyjściowego. Całkiem lekka opcja ogarnięcia trzech munrosów.