statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
wtorek, 28 maja 2013


Nr 110, Creag Meagaidh

Wymowa: kreig megi

Znaczenie nazwy: bogland crag (za MunroMagic)

Wysokość: 1128m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 30.

Data wejścia: 18.05.13


Tym razem pogoda miała być w najlepszym wypadku średnia, jednak byliśmy zdecydowani zrealizować ambitny plan: trzy munrosy, w tym najlepiej znane Creag Meagaidh. Góra ta popularność zawdzięcza pięknym klifom opadającym do Coire Ardair. Tu zdjęcia w pełni ukazujące o co chodzi: >>LINK<< . Pozostałe dwa munrosy sąsiadują z nią od wschodu a przewyższenia między nimi nie są jakieś straszliwe, więc były realne szanse na ogarnięcie tej trasy.

Parkujemy na północnym brzegu Loch Laggan (trasa A86) - parking jest bardzo duży i nie do przegapienia.

Poniżej turystyczna droga przez przełęcz zwaną the Window (na Creag Meagaidh odbija się z niej w lewo):

Image Hosted by ImageShack.us

My z początku zakładaliśmy możliwość wbijania najłatwiejszą z tras kotła, Easy Gully, ale ilość śniegu nas powstrzymała (nie wzięliśmy raków). Na pewno jest to fajny pomysł na przyszły sezon.

Image Hosted by ImageShack.us

Zatrzymaliśmy się na popas nad Lochan a'Choire, jeziorem położonym na dnie Coire Ardair, z którego przy lepszej pogodnie pięknie byłoby widać klify (patrz link powyżej), w złudnej nadziei że może chmury się trochę podniosą. Niestety stały tak nisko że widzieliśmy zaledwie podstawę ścian i wyloty żlebów.

Biorąc poprawkę nie tylko na śnieg, ale i ogólnie pogarszającą się pogodę, postanowiliśmy wchodzić przez the Window. Ścieżka prowadząca nań jest z początku bardzo wyraźna - wije się po stromym zboczu, przekracza strumień, wbija ostro do góry by w końcu rozmyć się i zatracić w rumowiskach. Przy widoczności żaden problem, przełęcz widać jak na dłoni, my jednakowoż mieliśmy drobne problemy nawigacyjne. 

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Pogoda pogarszała się cały czas. Na przełęczy pierońsko wiało - nie było to jeszcze ostateczne highlandzkie ekstremum, ale wystarczyło żeby mnie przesunąć czy wywrócić. Chłopaki zdecydowali się wchodzić na rympał, bezpośrednio z przełęczy na zachód. Stromizna była tam duża, trochę scramblingu więc że wiatr robił ze mną co chciał wolałam pójść ścieżką - prowadzi dalej w poprzek siodła przełęczy i skręca w lewo dopiero przy jego końcu. 

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Wkrótce spotkaliśmy się u zarania plateau - był to pierwszy i ostatni moment kiedy udało się zobaczyć wierzchołek, to nie ten z kopcem tylko wybrzuszenie po prawej:

Image Hosted by ImageShack.us

Wydawało się, że będzie to krótki spacer. Nic bardziej błędnego. Widoczność pogarszała się przez cały czas. Z początku mogliśmy chociaż popodziwiać nawisy ponad kotłem:

Image Hosted by ImageShack.us

... ale kiedy weszliśmy głębiej w płaskowyż, do podziwiania była tylko jednolita biel i zupełnie straciliśmy orientację.

Image Hosted by ImageShack.us

Na szczęście Maciek miał GPS a ponadto udało się znaleźć stary, ledwo ale widoczny ślad. Mimo to wielokrotnie musieliśmy przystawać i ustalać, czy dobrze idziemy. Te krótkie ale częste postoje wydłużyły to, co wydawało się być spacerkiem, co najmniej dwukrotnie.

Przy kopcu GPS potwierdził - udało się znaleźć szczyt :)

Image Hosted by ImageShack.us

Wracając mieliśmy identyczne kłopoty z nawigacją i kiedy dotelepaliśmy się do the Window było po czwartej. Raz, że za mało czasu na kontynuowanie na pozostałe munrosy, dwa byliśmy przemoczeni i przewiani, postanowiliśmy więc schodzić, acz bez specjalnego żalu. Jeden cel padł, przyroda dobrze nas wygrzmociła, naprawdę nie było na co narzekać.

Image Hosted by ImageShack.us

Gdy wracaliśmy chmury stały odrobinę wyżej i pozwalały podziwiać nieco większe partie Coire Ardair:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Powrót dłużył się jak nie wiem, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu że podjęliśmy słuszną decyzję. Do samochodów dotarliśmy dobrze stytłani oraz mokrzy, stwierdziliśmy jednak zgodnie że wycieczka była super. Bardzo dobrze że zostawiliśmy te dwa munrosy na później - będzie można tam wrócić w ładniejszy dzień, kiedy kocioł będzie odsłonięty, i wejść na plateau przez Easy Gully, czyli trzy grzyby w barszcz :)

Zrobiliśmy ok. 18 km:


środa, 22 maja 2013


Nr 108, Stob Coire Sgriodain; nr 109, Chno Dearg

Wymowa: stob kori skrityn; kno dzierek

Znaczenie nazwy: peak of the scree corrie; red hill (za MunroMagic)

Wysokość: 979m n.p.m.; 1046m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 174.; 86.

Data wejścia: 17.05.13


Tym razem wybraliśmy się dokompletować munrosy znad Loch Treig. Bardziej spektakularnych i wyższych zachodnich sąsiadów (Stob a'Choire Mheadhoin i Stob Coire Easain - >>LINK<<) mieliśmy już zdeptanych, więc przyszła kolej na Stob Coire Sgriodain i Chno Dearg. Start z parkingu w Fersit, nie wiem czemu nie zaznaczonego na mapie.



Z dołu oba munrosy (wierzchołków nie widać) prezentują się raczej mało obiecująco:

Zaczęliśmy od położonego nad samym jeziorem Stob Coire Sgriodain. Zgodnie z przewodnikiem za zabudowaniami farmy (wrażenia zapachowe gwarantowane) należy skręcić w kierunku małej czerwonej szopy, minąć wonne pastwisko i... tu zgłupieliśmy, bo nie było widać ani śladu ścieżki. Niby droga nawigacyjnie oczywista, ale teren za pastwiskiem był tak paskudnie miękki i podmokły że naprawdę fajnie by było gdyby jakaś utwardzana dróżka jednak biegła na munrosa. Ponieważ jednak nie daliśmy rady jej znaleźć poszliśmy tak jak było nam wygodnie, co mniej więcej udało mi się oddać na mapce.

Strawersowaliśmy "nos" góry i zaczęliśmy wbijać się dość stromym zboczem, mając jezioro za plecami. Był to najbardziej męczący, acz krótki, odcinek całej trasy - reszta podejść jest nadzwyczaj łagodna. Kiedy osiągnęliśmy szeroką grań okazało się że do wierzchołka jeszcze spory kawałek ale już po prawie płaskim. Cel naszej poprzedniej wycieczki w ten rejon, dwa munrosy z naprzeciwka, prezentowały się bardzo malowniczo i potężnie:

Widoki - jak to w Lochaber - zamiatały konkurencję pod dywan:


Okazało się też że to pierwsze wrażenie niepozorności było błędne. Od strony jeziora góra posiada piękny kocioł:



Za to Chno Dearg prezentował się ze swego sąsiada jak totalny naleśnik, co oznaczało iż przynajmniej nie zmęczymy się nadmiernie :D

Ciekawie było odbyć tę akurat wycieczkę jako kolejną po Beinn Sgulairdzie, ponieważ w obu wypadkach znaleźliśmy się w skrajnych punktach Lochaber (poprzednio południowo-zachodnim, tym razem północno-wschodnim) co pozwoliło na obejrzenie sobie tych samych gór z odmiennej perspektywy.

Bidean nam Bian prezentował się super spektakularnie. Ciemniejsza trójkątna formacja z przodu to Stob Coire nan Lochan, którego obie granie wyglądają tu na ostre jak żylety, co jest oczywiście złudzeniem optycznym. Wierzchołek najbardziej po prawej to Stob Coire nam Beith, przez który wiedzie bardzo ładna i chyba najmniej popularna z trzech głównych tras wejścia.



Poniżej Buachaille Etive Mor - jak widać w żlebie którym biegnie ścieżka popularna leży jeszcze śnieg. Pod szczytem da się wypatrzeć zarys Crowberry Tower: 

Dalsza droga na Chno Dearg wiedzie przez kilka niewielkich garbów. Południową odnogę masywu, Meall Garbh, baggerzy mogą spokojnie pominąć: pomimo odpowiedniej wysokości nie posiada statusu munro (ze względu na zbyt małe przewyższenie sklasyfikowana jest jako munro top).

Ostatnie podejście jest bardzo łagodne. Wierzchołek Chno Dearg jest rozległy i położony o 67 m. wyżej niż sąsiedniego munro, dzięki czemu po raz pierwszy ukazuje się czubek Ben Nevisa, dotąd zasłonięty przez swych sąsiadów. 

Poniżej Meall Greigh, An Stuc i Ben Lawers:

Shiechallion, który z tej jednej jedynej strony wygląda jak Góra, a nie wywrócone koryto:

Ben Lui - wygląda to na ostatni moment na zimowe wspinanie w kotle:

Oraz Aonach Eagach. Uderza, jak niebywale jest symetryczna - z obu stron ma niemal identyczny kształt:

Wygląda na to iż najwięcej śniegu (poza co oczywiste Nevis Range) uchowało się w Mamoresach. Poniżej ich najwyższy (i moim zdaniem najpiękniejszy) szczyt, Binnein Mor:

Oraz zapowiadany czubek Ben Nevisa. Garb poniżej wierzchołka to Great Tower:

Z braku ścieżki ponownie schodziliśmy po swojemu, lawirując pomiędzy łachami mokrego śniegu. Pachnące pastwisko i farmę widać było jak na dłoni więc tym razem tak wycyrklowaliśmy żeby je obejść. Niestety nie udało się nie przemoczyć butów, jako że im niżej tym teren robił się bardziej bagnisty. 

Trasa liczy sobie ok. 13 km. Góry nie są jak widać spektakularne, ale dla widoków zdecydowanie warto je odwiedzić. Na pewno fajna trasa na śnieżną zimę, kiedy całe to bagno jest zamarznięte. Nam obojgu ta wycieczka sprawiła mnóstwo radochy :)


czwartek, 09 maja 2013


Nr 107, Beinn Sgulaird

Wymowa: ben sku-lard 

Znaczenie nazwy: hat shaped hill (za MunroMagic)

Wysokość: 937m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 237.

Data wejścia: 27.04.13


Na tę górę nie powiodło nam się poprzednim razem: >>LINK<< więc po przeszło roku postanowiliśmy spróbować w niezimowych warunkach i przy dłuższym dniu. 

Na początku niestety popełniliśmy falstart - zaparkowaliśmy za wcześnie, a to co zdawało się być początkiem trasy na munrosa okazało się ślepą uliczką, wobec czego zrobiliśmy dodatkowe cztery kilometry (w obie strony). Przynajmniej zdjęcia Loch Creran z tego odcinka wyszły bardzo ładnie:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Zaparkować powinniśmy kawałek ZA Druimavuic House, po prawej (jeśli jedziemy od Loch Creran) stronie szosy jest niewielki parking. Potem należy cofnąć się kawałek do drogi, z początku prowadzącej wzdłuż Druimavuic Gardens, gdzie ustrzeliliśmy pierwsze w sezonie kwitnące rododendrony:

Image Hosted by ImageShack.us

Droga przecina niewielki las po czym biegnie dnem doliny. Po kilkuset metrach opuszczamy ją - na ramię góry odbija niewielka, lecz wyraźna ścieżka, która wyprowadza na pierwsze, niespełna 500-metrowe wzniesienie masywu. Już tu robi się bardzo widokowo a dalej będzie tylko lepiej.

Z bezimiennego wzniesienia schodzimy dość stromo na przełęcz, by z niej zacząć się wbijać - z początku ostrzej, potem znacznie łagodniej, na grań szczytową Beinn Sgulairda. Za plecami cały czas towarzyszy nam niesamowity widok na Loch Creran:

Image Hosted by ImageShack.us

Szeroką grań tworzą trzy główne wzniesienia o podobnej (863, 848 oraz 937m n.p.m.) wysokości. Jest usiana głazami i rumowiskami skalnymi i momentami przypomina nieco Horns of Alligin, tyle że bez ekspozycji. Środkowe wzniesienie strawersowaliśmy żeby zaoszczędzić trochę energii. 

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Beinn Sgulaird jest jedną z najbardziej widokowych gór Szkocji na jakich do tej pory byłam. Zawdzięcza to swojemu unikalnemu położeniu na krańcu Lochaber, pomiędzy Glen Etive, Glencoe i morzem, niedaleko Nevis Range i the Mamores. Widoki obejmują także góry Glen Lochy z Ben Lui i Glen Dochart z Ben Morem i Stob Binneinem. 

Ben Nevis, Aonachs i the Mamores:

Image Hosted by ImageShack.us

Sgurr a'Mhaim i prowadząca na niego Devil's Ridge, fragment wspaniałej trasy Ring of Steall w Mamoresach:

Image Hosted by ImageShack.us

Ben Nevis, Carn Mor Dearg Arete oraz Stob Ban, mój ulubiony szczyt w the Mamores:

Image Hosted by ImageShack.us

Bardziej na zachód lansuje się piękny masyw Beinn a'Bheithir, najbliższy z munrosów Glencoe. Do leżącego po jego drugiej stronie Ballachulish można dojść dolinami: jest droga i to chyba przejezdna dla terenówek.

Image Hosted by ImageShack.us

Poniżej dwa Bukale, mały i duży:

Image Hosted by ImageShack.us

Ostatnie podejście wyglądało trochę męcząco (przełęcz jest dość głęboka), ale poszło piorunem. 

Image Hosted by ImageShack.us

Tu jeszcze epicki, tatrzański w charakterze widok na Ben Cruachana z satelitami:


Oraz może mniej tatrzański ale epicki również, na masyw Bideana nam Bian:

Image Hosted by ImageShack.us

Ostatnie metry przed wierzchołkiem to łatwy scrambling usianym głazami zboczem. Na szczycie nie zabawiliśmy długo ponieważ zaczęło mocno wiać, a widoki i tak towarzyszyły nam przez całą długość grani. 

Image Hosted by ImageShack.us

Postanowiliśmy nie wracać tą samą drogą - żadne z nas nie miało już ochoty na podejścia - tylko zejść na rympał do Elleric, poniekąd powtarzając naszą trasę z poprzedniej nieudanej próby. 

Ostatni widok, na ponure czarne ściany Aonach Eagach:

Image Hosted by ImageShack.us

Zejście dało nam popalić. Na tych zboczach trasę należy wybierać ostrożnie. Są strome, miejscami bardzo, gdzieniegdzie popodcinane ściankami skalnymi oraz zerodowane. Zabójstwo dla kolan, a jednocześnie najbardziej ekscytujący odcinek całej drogi.


Po osiągnięciu doliny byliśmy już nieźle wytrzepani a czekało nas jeszcze ok. 7 km po płaskim. Przynajmniej Glen Creran jest tak urocza i tyle jest w niej do oglądania, że trochę odwracało to uwagę od zmęczenia.

River Creran:

Image Hosted by ImageShack.us

Lokalna fauna:

Image Hosted by ImageShack.us

Oraz flora - rododendrony w hotelowym ogrodzie (dzikie jeszcze nie kwitły):

Image Hosted by ImageShack.us

A także roślina której w Highlandzie na dziko się raczej nie spodziewaliśmy, czyli bambus:

Image Hosted by ImageShack.us

Jak widać, powrót obfitował w niespodzianki co uczyniło go odrobinę łatwiejszym do zniesienia. 

Trasa liczy sobie ok. 17 km i jakkolwiek o trudności ciężko tu mówić (choć podkreślam, zejście dało nam popalić) jest tak efektowna, iż w ciemno wrzucam ją do pierwszej dziesiątki najbardziej widokowych highlandzkich wycieczek. Absolutnie nie jest to góra do deptania we mgle czy przy kiepskiej widoczności. NIE I JESZCZE RAZ NIE. Na Beinn Sguilarda należy wchodzić w ładny dzień, przy przejrzystym powietrzu, bo tylko wtedy można przekonać się jak bardzo epicka jest to trasa. To nie jest munro-rzemieślnictwo jak na niektóre wschodnie płaskowyże, tylko klasa sama w sobie. No chyba że ktoś zbiera munrosy wyłącznie sportowo, czego nie zrozumiem nigdy.

Wcale ale to wcale nie polecam ;)

Trasa liczy ok. 16 km: