statystyka



Najlepsze górskie strony
Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
czwartek, 03 maja 2012

Niedawno wróciliśmy z naszego pierwszego wyjazdu na Kretę. Okazało się, że są tam bardzo fajne góry. Co prawda nie byliśmy przygotowani ani nastawieni na łażenie ale to, co udało nam się jednak zobaczyć w ciągu tych siedmiu dni, zrobiło na nas bardzo pozytywne wrażenie i chcę się nim podzielić.

Kreta jest duża a my mieliśmy tak mało czasu, że trzeba było dokonać wyboru, na czym się koncentrujemy. Kwaterowaliśmy w zachodniej części wyspy i postanowiliśmy że postaramy się właśnie ją poznać jak najlepiej, ponadto priorytetem były krajobrazy, cuda przyrody oraz nasze ulubione szwendanie się, nie zaś zabytki, które zresztą już zupełnie odechciało nam się oglądać kiedy pierwszego dnia pojechaliśmy zobaczyć antyczną Falasarnę i okazało się że w ruinach miejscowi rolnicy urządzili malowniczy skład plastikowych klatek na owoce oraz śmietnisko, klimat jak pod Grójcem tylko oliwki zamiast jabłek.

Kilka słów o górach. Najfajniejsze i najwyższe koncentrują się właśnie na zachodzie: grupa Gór Białych (Lefka Ori), z najwyższym szczytem Pachnes o wysokości 2453m n.p.m., i masyw Psiloritis tudzież Oros Idi, którego najwyższym punktem jest Timos Stawros - 2456m n.p.m.


Góry Białe wydają się podobne do Tatr Zachodnich ale mają jeden unikalny rys: bardzo głębokie, niesamowite wąwozy. Kilka z nich udało nam się zobaczyć i byliśmy pod wrażeniem.

Tak prezentują się Góry Białe z położonej na północnym wybrzeżu Chanii. Nie wiem czy nie mając świadomości jak są wysokie, zgadłabym że wznoszą się na prawie 2,5 k, ale że są spore się czuje. Wchodzenie z poziomu morza to raczej nie wycieczka na jeden dzień.



Image Hosted by ImageShack.us

Marzyła nam się co najmniej jedna wycieczka, ale zniechęcał śnieg, na który nie byliśmy przygotowani - nie mieliśmy zimowych butów, o czekanach nie wspominając. Postanowiliśmy poczekać parę dni. Kontakt z górami mieliśmy i tak, bowiem w Zachodniej Krecie płasko nie jest nigdzie.

Pierwszym pięknym wąwozem na jaki się natknęliśmy był wąwóz Imbros, ponad którym biegnie szosa przecinająca wyspę na osi północ - południe wschodnim skrajem Gór Białych.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Wybieraliśmy się wtedy na południowe wybrzeże, na które zjeżdża się zwariowanymi drogami które składają się z samych zakrętów. Góry schodzą tu wprost do wody, inaczej niż na północy, gdzie pomiędzy nimi a morzem jest pas równiejszego (co nie znaczy że płaskiego) terenu.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Na południowym wybrzeżu znów super krętą drogą musieliśmy wbić się do góry, by dostać się do miejscowości Aradena, leżącej na brzegu wspaniałego wąwozu tej samej nazwy. Zanim powstał widoczny poniżej most, do Aradeny nie dało się dojechać samochodem.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Góra w tle to Pachnes od południowej strony. Gdyby się na niego wybierać, to właśnie stamtąd - też byłby to kawał ale prostszej opcji chyba nie ma. Przede wszystkim jak zaobserwowaliśmy, po tych górach ciężko by było łazić na dzika. Zbocza są bardzo zerodowane a w dodatku pokrywa je jakieś kolczaste gówno. Przyjemniej i rozsądniej trzymać się dróg. Droga na Pachnes jest, i to taka że całkiem wysoko można wjechać samochodem 4x4.

Wąwóz Aradena:

Image Hosted by ImageShack.us

Po zwiedzeniu ruin opuszczonej wsi wracaliśmy z początku południowym wybrzeżem. Spore wrażenie zrobiły na nas charakterne, po części skaliste, najbardziej na wschód wysunięte wzniesienia pasma Gór Białych. Mimo iż niewysokie, miały - przynajmniej od strony z której je wiedzieliśmy - bardzo śmiałe linie. Przejeżdżaliśmy między innymi przez miejscowość Rodakino, która była niesamowicie położona na zboczach wąwozu, pod pionowymi ścianami skalnymi, nad konkretną lufą. Kiedy natomiast skręciliśmy na północ, wjechaliśmy w wąwóz Kotsifu, w porównaniu do poprzednich może mało spektakularny, ale z takim kościółkiem wyrastającym wprost ze skalnej ściany:

Image Hosted by ImageShack.us

Droga na północ znów była bardzo malownicza. Pojechaliśmy do Retymnonu, więc wrażeń górskich już tego dnia nie było, z wyjątkiem widoku w całej krasie na Psiloritis:

Image Hosted by ImageShack.us

Kolejny raz pojechaliśmy w kierunku położonej wysoko w górach miejscowości Omalos. Tam rozpoczyna się najsłynniejszy wąwóz Krety, Samaria, oraz stamtąd odchodzi szlak nad którym się zastanawialiśmy - docelowo na Pachnes, ale nie dali byśmy rady zrobić takiego hektara, braliśmy jednak pod uwagę leżące po drodze, a znacznie bliżej Melindaou. Okolica wydawała się zatem warta rekonesansu. 

Droga przez Góry Białe nie zawiodła. Tym razem swoim położeniem na stromych zboczach urzekła mnie miejscowość Lakki (niestety nie było jak stanąć i sfocić).

Płaskowyż Omalos okazał się idealnie płaską niecką otoczoną wianuszkiem szczytów - czegoś takiego jeszcze w żadnych górach nie widziałam. Być może był to kiedyś krater wulkanu. Kiedy na niego wjechaliśmy, nagle wyrosła w oddali niesamowita ściana która w miarę jak się zbliżaliśmy wydawała się coraz bardziej charakterna. Kiedy wysiedliśmy z samochodu, zaparło nam dech: ściana była dwa razy wyższa niż przypuszczaliśmy, ponieważ oddzielał nas od niej niewidoczny wcześniej wąwóz. Takiego jeszcze tutaj nie widzieliśmy. Stało się jasne, czemu wąwóz Samaria jest uznawany za taką atrakcję - a przecież widzieliśmy zaledwie początek. Całość liczy sobie 13 km, tu widać jak to wygląda >>LINK<<. Ściana, która wywarła na nas takie wrażenie opada w czeluść wąwozu z Gigilosa (2080m n.p.m.) i Wolakiasa (2117m n.p.m.).

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Mariusz wpadł na pomysł, że gdyby śnieg się utrzymał i zdecydowalibyśmy nie wchodzić na liczące ponad 2100m n.p.m. Melindaou, możemy spróbować wbić się na leżące tuż nad nami znacznie niższe Psilafi:

Image Hosted by ImageShack.us

 ... a z niego może nawet na Gigilosa przez przełęcz:

Image Hosted by ImageShack.us

Na decyzję mieliśmy jeszcze parę dni. 

Tego popołudnia zwiedziliśmy jeszcze kawał wyspy, w tym przepiękną plażę Elafonisi, ale znów tym co wywarło na mnie największe wrażenie były górskie drogi. Momentami miałam lekkiego stracha, jak przy zjeździe za miejscowością Prodromi, gdzie szosa bez barierek ani pobocza biegła niemożliwymi zakrętasami nad stromizną.



Powrót wypadł przez taki wąwóz:

Image Hosted by ImageShack.us

Kolejny dzień - kolejne szwendanie. Tym razem postanowiliśmy zobaczyć jak ten cały Psiloritis się prezentuje. Mieliśmy pecha z pogodą - co prawda było ciepło i sucho, ale po opadach poprzedniego wieczoru wszystko parowało i widoczność była fatalna. Praktycznie nie mamy zdjęć z pięknych masywów Stroumboulos i Kouloukonas na wschód od Psiloritis, ponieważ wszystko wyglądało jak za mgłą. 

Droga prowadzi na położony na 1500m n.p.m. płaskowyż Nida, który był identyczny jak Omalos. Stąd na Timos Stawros jest jeszcze prawie 1000m przewyższenia, ale już widać jak to wygląda. Góra prezentuje się raczej mało spektakularnie. Połogie zbocza bardziej się kojarzą z munrosami niż z Tatrami. W ogóle krajobraz raczej szkocki niż grecki.

Image Hosted by ImageShack.us

Wrażenie pogłębiał jeszcze śnieg, którego zimą musi tu być naprawdę dużo, skoro jeszcze w kwietniu zostają takie konkrety:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Wracając (inną drogą) znów nie robiliśmy zdjęć, choć krajobrazy były piękne - ale fatalna widoczność nie zmieniła się. Sprawdzone wieczorem prognozy pogody ujawniły za to, że kolejnego dnia ma się poprawić, a jeszcze kolejnego (ostatniego) dnia być znakomita. Na ostatni zaplanowaliśmy więc naszą górską wycieczkę, a nazajutrz postanowiliśmy obadać półwysep Wamos, u zarania którego kwaterowaliśmy.

Z półwyspu pięknie prezentują się Góry Białe:

Image Hosted by ImageShack.us

Chociaż dzień spędziliśmy w nadzwyczaj fajny sposób, z górami nie miało to już nic wspólnego, poza widokami na horyzoncie. Poniżej widać jaki to byłby mozół zdobywanie ich z poziomu morza:

Image Hosted by ImageShack.us

W poniedziałek, dzień wycieczki, pogoda faktycznie nie zawiodła. Od rana była jak brzytwa. W słońcu droga do Omalos wydawała się jeszcze bardziej malownicza niż ostatnio.

Image Hosted by ImageShack.us

Góry wyglądały przepięknie. Gigilos w słońcu prezentował się, o ile to możliwe, jeszcze dumniej.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Zaczęliśmy się wbijać na Psilafi, brzegiem wąwozu Samaria. Niestety nie udało się ominąć śniegu - wprawdzie był miękki i przy minimalnej ostrożności zjazd nie groził, za to momentalnie przemokły nam buty.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Widok na płaskowyż Omalos:

Image Hosted by ImageShack.us

Pod koniec szliśmy blisko krawędzi wąwozu, fajnie to wyglądało.

Image Hosted by ImageShack.us

Na Gigilosa nie zdecydowaliśmy się iść. Przeważył brak kondycji. Z naszym tempem włazilibyśmy chyba przez cały dzień. Poprzestaliśmy na wbiciu się na wierzchołek, czy też przedwierzchołek, Psilafi. Najwyższy punkt chyba był nieco dalej, ale prowadziła na niego obła krowia grań, a my nie chcieliśmy tracić z oczu wąwozu Samaria, poza tym Psilafi nie jest żadnym celem do zaliczenia, jedyny fajny kawałek to ten opadający do wąwozu.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Wracając, widzieliśmy pięć krążących sępów.

Image Hosted by ImageShack.us

Pomimo, że nic szczególnego nie zrobiliśmy, wycieczka ogromnie nam się podobała. Żal było wyjeżdżać, zaledwie liznąwszy Góry Białe. Z pewnością są warte żeby poznać je lepiej. 
Na razie na konkretne plany za wcześnie, ale marzy nam się dłuższy wyjazd w przyszłym roku, tak żeby pełny tydzień można było poświęcić na sam trekking. Oczywiście trzeba bardzo rozważnie przemyśleć na jaki miesiąc najkorzystniej taką wyprawę zaplanować, zebrać informacje o szlakach, zaopatrzyć się w szczegółowe mapy - generalnie, konkretnie się przygotować. Nie jest to zwykłe powyjazdowe obiecywanie sobie, że wrócimy, żeby polepszyć sobie samopoczucie. Naprawdę marzy nam się powrót w Góry Białe. Na razie bierzemy pod uwagę raczej maj niż sierpień (w obydwu tych miesiącach mam dużo wolnego), ale na decyzje jest jeszcze czas.

Wszystkie zdjęcia: >>LINK<<