statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
poniedziałek, 23 maja 2011

Nr 73,
Beinn Ime i 74, Beinn Narnain

Wymowa: bin im; bin narnein

Znaczenie nazwy: hill of the butter; hill of the notches (za MunroMagic)

Wysokość: 1011m n.p.m.; 926m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 118.; 259.

Data wejścia: 22.05.11

Słabe prognozy pogody położyły naszą szansę na scrambling, przeprosiliśmy się więc z munro-baggingiem. Zależało nam żeby było blisko i nie bardzo długa trasa (12 km w deszczu a 20 ROBI różnicę) więc padło na Arrochar Alps, gdzie mieliśmy jeszcze trzy munrosy do przejścia. Jeden z nich nie spełniał kryterium krótkości trasy, pozostały więc Ben Ime oraz Ben Narnain, sąsiedzi jednej z naszych ulubionych gór Cobblera.

Samochód zostawiliśmy na znanym już nam parkingu w Succoth (nie wiem czy to się kwalifikuje jako część Arrochar czy odrębny przysiółek), wystarczy przejść na drugą stronę szosy i zaczyna się podejście (patrz mapka). Odcinek zalesiony jest o tyle przyjemny, że można się dobrze rozchodzić jako że nie jest stromo.

Pogoda nie pozostawiała miejsca na złudzenia, ale nastroje mieliśmy bardzo pozytywne, wielkich oczekiwań brak, miał być pożytecznie spędzony dzień i danie sobie w dupę, plus dla mnie i Mariusza kolejna zdobycz.



Loch Long i miasteczko Arrochar

Po wyjściu z "lasu" (w cudzysłowie bo tatrzański bór to to nie jest) osiągnęliśmy łyse Narnain Boulders, skąd widać już górne partie okolicznych wzniesień. Szliśmy ścieżką biegnącą pomiędzy Cobblerem a Beinn Narnain, wyprowadzającą na wielką przełęcz dzielącą ten ostatni od Beinn Ime. Na tym odcinku mieliśmy śmieszną przygodę - jedna z owiec, które niechcący spłoszyliśmy, przewróciła się na bok a że jej futro było bardzo namoknięte więc zapewne ciężkie, nie potrafiła wstać jedynie desperacko wymachując odnóżami. Była tak przerażona że nikt nie miał ochoty robić sesji zdjęciowej, Mariusz po prostu popchnął ją lekko tak że stanęła na nogi i tyle ją widzieliśmy (uratował owcę, przypominam, już po raz drugi ;)).

Z przełęczy na Beinn Ime wchodzi się połogim zboczem. Jest to najwyższy munro w Alpach Arrocharskich, ale - przynajmniej od strony naszego wejścia - niezbyt ciekawy.



Podczas wchodzenia na Beinn Ime, na II planie Beinn Narnain i the Cobbler

Powiem szczerze że włażenie trochę dało mi w kość, osobliwie w tych warunkach pogodowych. Przypominam jednak że nasz parking leżał prawie na poziomie morza (Loch Long jest fiordem). Plus, z przyczyn niezależnych od nas rzadko ostatnio łazimy, więc i kondycja spada...



Wierzchołek Beinn Ime osiągnęliśmy w mleku więc ewakuowaliśmy się dość szybko, tym bardziej że wiatr zrobił się masakryczny (nie wiedzieliśmy, że to dopiero preludium).

Zeszliśmy do przełęczy skąd nieco stromszy stok wyprowadzał na długi grzbiet Beinn Narnain.



Pogoda szalała, wiatr dawał z siebie wszystko, chmury pędziły więc warunki zmieniały się jak w kalejdoskopie: przez dwie minuty szliśmy w mleku, by przez następne dwie doświadczać pięknych widoków i nawet słońca, na grad i sporo deszczu też się znalazło miejsca, a jakże. Po osiągnięciu najwyższego punktu Beinn Narnain mieliśmy więcej szczęścia niż na poprzednim munrosie, bo COŚ było widać. Poniżej za Eweliną Loch Long.



A jeszcze niżej - Loch Lomond i Ben Lomond.



Już na grani szczytowej widać było, że Beinn Narnain nie jest takim zupełnie nudnym plaskaczem - było trochę skałek i bulderków; ale dopiero droga zejściowa okazała się naprawdę malownicza. Zamiast monotonnego zbocza ścieżka biegnie przez mały park skalny.





Na wypłaszczeniu poniżej wiatr dał czadu jak jeszcze nigdy. Do wglądu na moim profilu na fb - Daniel nakręcił dwa filmiki. Aż ciężko to opisać :)) Chłopaki choć więksi mieli pewien problem żeby ustać na nogach, a ze mną i z Eweliną wiatr robił co chciał, z przewracaniem włącznie. W pewnym momencie Mariusz prowadził mnie za pas biodrowy żebym była w stanie normalnie iść.






Niestety wietrzysko bardzo długo nie chciało ucichnąć, nawet kiedy już niewiele mieliśmy do granicy lasu dobrze dawało czadu. Zaliczyliśmy też kolejne sekwencje deszczu i słońca na przemian.

Poniżej: jeśli będziecie PODCHODZIĆ z Succoth na Beinn Narnain, to po pierwszej sekwencji leśnej kiedy osiągniecie szeroką drogę którą należy przeciąć, początek kontynuacji wygląda tak (zamieszczam zdjęcie ponieważ moim zdaniem nie jest ewidentne że to ścieżka):




A ta pierwsza sekwencja też jest raczej dzika:



Trasa jest fajna, w ogóle rejon Arrochar oferuje śliczne widoki z racji iż jest tam sporo lasów, więc krajobraz nie jest księżycowy jak choćby w rejonie bliskiej grupy Lawersa. Jeśli komuś mało może zrobić ją z trzecim munrosem, Ben Vane, ale tu już wymagana jest lepsza niż nasza kondycja i pogoda. Bardzo sympatyczne munros, zwłaszcza Beinn Narnain (plusy głównie za malowniczą drogę zejściową). Z Cobblerem łączyć nie polecam, tej górze warto poświęcić całkiem osobny wypad.