statystyka



Najlepsze górskie strony
Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
piątek, 04 listopada 2016

 

Nr 200, Mount Keen

Wymowa i znaczenie nazwy: angielskie

Wysokość: 939m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 235.

Data wejścia: 29.10.16

 

Mount Keen "wybrał się" sam, bo na jubileuszowego munrosa mieliśmy jechać na Gulvaina ale okazało się że na zachodzie będzie paskudnie a na wschodzie okno pogodowe. 

Góra ta nie powiem żeby mnie kiedykolwiek fascynowała (szczególnie odkąd przeczytałam że zdobywano ją na rowerze), ale na pewno interesowała, jako najbardziej wysunięty na wschód munros i potencjalnie ciekawy punkt widokowy.

Wybraliśmy najdłuższą ale też jakoby najładniejszą opcję dojściową, przez Glen Tanar. Z B976/968 w Bridge of Ess należy skręcić w single track road, u której końca jest parking skąd zaczyna się trasa.

Glen Tanar na swoją opinię zapracowało chyba dzięki pięknym iglastym starodrzewom, teraz na jesieni szczególnie widowiskowym (złociste modrzewie!). Niestety zdjęcia z tego etapu wycieczki wyszły za słabo żeby je wrzucać, coś się musiało poprzestawiać w aparacie.

Kiedy mijamy drewnianą budę "Half-way Hut" oanacza to że za chwilę wyjdziemy z lasu i że przed nami faktycznie połowa drogi tyle że po wrzosowiskach. Gdzieś na tym etapie Mount Keen wreszcie się odsłania. Muszę powiedzieć że munros zaskoczył mnie dość pozytywnie, bo spodziewałam się placka w rodzaju cairngormskiego Mullach Clach a'Bhlair a dostałam owszem dość kapuścianą ale jednak górę. Nie najwyższy punkt płaskowyżu lecz - łagodny bo łagodny - ale suwerenny szczyt.

Za widocznym poniżej mostkiem rozpoczyna się podchodzenie - wcześniej aż do tego momentu idziemy po prawie płaskim terenie.

Na wierzchołek wyprowadza taka bardziej autostrada:

Widoki mnie nieco rozcarowały, nie stroną estetyczną tylko tym że ciężko mi było cokolwiek konkretnego wypatrzeć. Bryła nieodległego Lochnagaru była w zasadzie jedynym ewidentnym znajomym punktem. Cairngormsy były w chmurach, a reszta kapuścianego płaskowyżu Mounth z tej odległości nie pozwalała się rozeznać w szczegółach. Wydawało mi się że na horyzoncie widzę morze, ale nie byłam w 100% przekonana.

Glen Tanar:

Szczytowe na munrosie który - jaki by nie był - okazał się dla nas kamieniem milowym rozpoczynając trzecią setkę:

A taki widok (w interpretacji Pam Carter albo JOLOMO) mogłabym mieć na ścianie:

Na wierzchołku nie siedzieliśmy długo ponieważ trasa liczy ponad 13 km w jedną stronę a ja miałam na drugi dzień pobudkę do pracy. Powrót oczywiście tą samą drogą. Muszę przyznać że na wysokości Half-way Hut zaczęłam czuć w nogach przebytą odległość a dalej było już tylko gorzej. Na drugi dzień zaś chodziło mi się znacznie słabiej niż po poprzedniej czteromunrosowej wycieczce. Rozum nie jest w stanie tego ogarnąć.

Poniżej jedno z dwóch zdjęć na  których udało się oddać cudowną szkocką jesień:

Wycieczka nie była spektakularna ale bardzo przyjemna, w fajnym towarzystwie (pozdro Janek i do następnego razu!), samo Mount Keen okazało się fajniejsze niż się spodziewałam. Uważam że numer dwieście odhaczyliśmy w ładnym stylu.