statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
poniedziałek, 04 lutego 2013


Nr 98, The Cairnwell; nr 99, Carn a'Gheoidh; nr 100, Carn Aosda

Wymowa: kern-uel; karn a kui; karn usta

Znaczenie nazwy: peak of bags; cairn like peak of the goose; ancient peak (za MunroMagic)

Wysokość: 933m n.p.m.; 975m n.p.m.; 917m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 245.; 180.; 278.

Data wejścia: 2.02.13


Kilka faktów: 
1. Punkt startowy na te trzy munrosy leży na wysokości 665m n.p.m.
2. Są to munrosy niskie, raczej z końca listy, a przewyższenia pomiędzy są niewielkie.
3. Cala trasa liczy ok. 11 km.
4. Do Glenshee mamy półtorej godziny jazdy.
5. No a my po ostatniej wycieczce mieliśmy zrobionych 97...

Nie będę nawet próbowała udawać, że był to wybór przypadkowy ;)

Ten rejon to płaskowyż Mounth, położony na południe od Cairngormsów i dzielący z nimi większość cech. Wzgórza są tu łagodne, naleśnikowate, pozbawione drzew; gdzieniegdzie występują kotły, z najbardziej spektakularnym kotłem Lochnagaru, klimat też jest podobny. Różnica polega na tym że Cairngormsy są znacznie wyższe i te wszystkie charakterystyczne dla wschodnich Grampianów rysy tam osiągają formy ekstremalne.

No i Cairngormsy zimą są zdecydowanie bardziej niebezpieczne.

Zaparkowaliśmy kolo Ski Centre. Ludzi multum, z czego pewnie ponad 90% narciarzy. Po zaopatrzeniu się w trzeci już egzemplarz mapy OS "Braemar & Blair Atholl" (pierwszy kupiliśmy, drugi został znaleziony, nie zabraliśmy żadnego bo nie zdawaliśmy sobie sprawy że ta właśnie mapa bez problemu pokrywa naszą trasę), ruszyliśmy na Cairnwella wzdłuż wyciągu.

Image Hosted by ImageShack.us

Zdobywanie Cairnwella to faktycznie śmiech na sali. Startujemy z takiej wysokości że na szczycie jesteśmy zanim się na dobre zmęczymy. Jedynym minusem jest to iż nie ma się kiedy rozchodzić, bezpośrednio z szosy zaczynamy podchodzenie.

Trochę nas niepokoiło że wiatr stawał się coraz silniejszy, podczas     gdy według prognoz miało go praktycznie nie być. Na wierzchołku pizgało już naprawdę zdrowo. Było bardzo, bardzo zimno.

Image Hosted by ImageShack.us

Po zrobieniu kilku zdjęć ruszyliśmy na drugiego munro, Carn a'Gheoidh:

Image Hosted by ImageShack.us

To co w innych warunkach byłoby spacerkiem, na odcinku pomiędzy munrosami zmieniło się w prawdziwą górską przygodę. Wszystko przez wiatr, który zrobił się tak silny, że momentami miałam deja vu z Ben More Assynta i Conivala >>LINK<<. Raz mnie wywrócił i trzy razy próbowałam wstać i nie mogłam. W dodatku próbował mnie zepchnąć z płaskowyżu na zbocze - umówmy się, że przepaści czy wielkich stromizn tam nie ma, ale nie uśmiechało mi się sturlać w dolinę. W końcu udało mi się przekrzyczeć wiatr i zawrócić Mariusza, więc kolejne kilkaset metrów przeszliśmy trzymając się za ręce. Taka walka z wiatrem niesamowicie fizycznie wykańcza. Te trzy kilometry prawie płaskiego terenu to była orka na ugorze.

Image Hosted by ImageShack.us

Trochę mi poprawiło samopoczucie spotkanie skiturowców zmierzających na tę górę co i my. Nie byłam pewna czy aby w panujących warunkach nie rozsądniej byłoby zawrócić, więc widząc że nie jesteśmy sami utwierdziłam się w decyzji o kontynuowaniu trasy.

Image Hosted by ImageShack.us

Szczyt Cairnwella, a to wielkie za nim to Creag Leacach, na którym już byliśmy: >>LINK<<.

Image Hosted by ImageShack.us

Zdobycie wierzchołka równało się pewności że zrealizujemy plan, bowiem ostatni munros leżał i tak po drodze.

Image Hosted by ImageShack.us

Carn Aosda:

Image Hosted by ImageShack.us

Podchodząc na niego, byliśmy już mocno zmęczeni, głównie walką z wiatrem. Ten na szczęście w międzyczasie zelżał i można było nawet zacząć w końcu rozmawiać.

Kiedy po raz pierwszy odsłonił się nam parking, byliśmy w lekkim szoku: nasz samochód zaparkowaliśmy bowiem w piątym rzędzie, wówczas ostatnim, a teraz sytuacja wyglądała tak...

Image Hosted by ImageShack.us

Wbijaliśmy się brzegiem trasy narciarskiej, trochę bezczelnie ale nie mieliśmy już energii na bobrowanie w kopnym śniegu. Trochę surrealistyczny klimat jak na zdobywanie munrosa, ale przynajmniej było inaczej niż zwykle.

Image Hosted by ImageShack.us

Na wierzchołku z dumą uścisnęliśmy sobie dłonie: pierwsza setka w końcu padła!



Widok na Cairngormsy z charakterystyczną sylwetką Devil's Pointa:

Image Hosted by ImageShack.us

Tu pięknie widać, jak luzackie jest wejście na Cairnwella:

Image Hosted by ImageShack.us

A tu jeszcze rzut oka na całe centrum:

Image Hosted by ImageShack.us

Po zejściu uczciliśmy sukces colą w sezonowym pubie i po niecałych dwóch godzinach byliśmy już w domu.

Uważam że fajnie nam się udało zakończyć tę setkę - piękny dzień, trasa w innych warunkach nudna, w   tych które mieliśmy okazała się satysfakcjonująca, a przede wszystkim bawiliśmy się świetnie. Do końca przyszłego roku chcielibyśmy dobić do półmetka, wydaje mi się że to realny plan.