statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
poniedziałek, 20 stycznia 2014

Nr 124, Beinn Chabhair

Wymowa: ben ka-war

Znaczenie nazwy: hill of the hawk (za MunroMagic)

Wysokość: 933m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 244.

Data wejścia: 11.1.14

Beinn Chabhair to kolejny z najbliższych nam geograficznie munrosów. Znajduje się w Glen Falloch przez którą przebiega A82. W kierunku południowym rzut kartoflem od Loch Lomond, w kierunku północnym też kartofel tylko większy do Crianlarich. Którędy by nie jechać z Livi wychodzi ok. półtorej godziny.

Beinn Chabhair da się połączyć z dwoma sąsiadami: już przez nas odwiedzonym An Caisteal (>>LINK<<) oraz Beinn a’Chroin. Nam pasowało deptać go samodzielnie – 14 km na wciąż krótki dzień jest ok.

Start z parkingu w Inveraran, kolo Drovers Inn. Należy się stamtąd ruszyć (miałam napisać cofnąć, ale to tylko dla tych co jadą od strony Crianlarich) poboczem w stronę niedalekiego kempingu. Przekraczamy mostek, przechodzimy przez teren kempingu, wpadamy na dead end, zatem skręcamy w prawo. Trasa właściwa rozpoczyna się wąską dość stromą ścieżką biegnącą po lewej stronie wyżłobionego przez strumień wąwozu (przy oblodzeniu gdzieniegdzie uważać!). Jest stromo, ponieważ musimy wbić się na początkowy górski wał po osiągnięciu którego teren znowu się wypłaszczy. Ten kawałek jest całkiem ładny, tak ze względu na wąwóz i rwący potok (jest nawet niewielki wodospad) jak i to że bardzo szybko zyskujemy wysokość i po drugiej stronie doliny zaczynają się wyłaniać kolejne wierzchołki.

Kiedy osiągamy górną część walu teren się kładzie. Znajdujemy się w poniekąd dolince obramowanej z jednej (lewej) strony przez długi grzbiet Beinn Chabhair, po drugiej przez szatańską kopę (666m n.p.m.) Parlan Hill.  

Teraz macie wybór. Można ścieżkami dnem dolinki, z grubsza wzdłuż Beinn Glas Burn. Teren jest tam jednak niemożebnie bagnisty. Wiosną czy jesienią, podejrzewam można się wyświnić po pachwiny. Gdybym miała iść na tego munrosa jeszcze raz myślę że zaraz po osiągnięciu wypłaszczenia starała bym się odbić w lewo, na początek grzbietu – wariant zapewne sporo żmudniejszy ale mniej syfiasty. Tym razem jednak poszliśmy “podręcznikowo”, tj. dolinką aż do Lochan Beinn Chabhair. 

To jeszcze nie wierzchołek, a jedna z licznych kop po drodze:

W stronę stawu opadał szeroki żleb z charakterystyczną formacją skalną po lewej stronie:

Tamtędy idzie ścieżka. Ponieważ przylazła śniegowa chmura i piękne światło oraz widoczność szlag trafił staraliśmy się jej w miarę trzymać na tyle na ile nie była zasypana. Ta wędrówka na grzbiet a potem grzbietem to bardzo fajny odcinek z ciekawą rzeźbą terenu charakterystyczną dla wzgórz w tym rejonie: raz w górę, raz w dół, pomiędzy urozmaiconymi formacjami skalnymi, taki trochę labirynt. Mimo zerowej widoczności i śniegowych "showersów" nie mieliśmy problemu z trafieniem na wierzchołek. Na dwóch ciut stromszych fragmentach gdzie śnieg był zmrożony na kamień trochę się zasapałam, jako że raków wyciągać nikomu się nie chciało. Gdzie indziej zapadałam się po kolana. Tęskniłam za zimą :) Trochę nam tylko było szkoda widoków na Loch Katrine i jego dzikie otoczenie.

Na wierzchołku nie zatrzymaliśmy się nawet na pięć minut, tak było zimno. Powrót z początku po własnych śladach, potem chmura zaczęła się przesuwać ukazując ponownie piękne niebieskie niebo. Szczyt odsłonił się w pełni przed 15, kiedy zaczynaliśmy schodzenie z walu. 

Znów piękne światło:

W prawym górnym rogu Beinn a'Chleibh, Ben Lui i Ben Oss:

Trasa jak wspomniałam liczy sobie 14 km ale wytrzepało nas nieźle. Ogólnie wycieczka oraz miejscówka okazały się bardzo przyjemne, a widoki pooglądałam sobie w relacjach na Walkinhighhlands. Fajnie bo jakoś nigdy wcześniej Glen Falloch nie zdołała sobie zaskarbić mojego serca. Cieszę się że jeszcze jeden munros nam tu został.

Nawiasem, ilość osób spotkanych na trasie: 1 :D