statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
poniedziałek, 16 stycznia 2012

Nr 80,
Meall Ghaordaidh

Wymowa: nie ma bata, ja to słyszę jako "mil cior(h)dy"

Znaczenie nazwy: hill of the shoulder

Wysokość: 1039m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 93.

Data wejścia: 14.01.12

Nasz pierwszy munro nowego roku okazał się zarazem okrągłym osiemdziesiątym! Postanowiliśmy że ten rok będzie o wiele aktywniejszy od marnego poprzedniego. Oczywiście tłumaczy nas fakt, że przez 6 miesięcy byliśmy bez samochodu, co było bardzo niefajnym doświadczeniem. Teraz chcemy ostro ponadrabiać zaległości i odbudować kondycję, zaczynając od krótkich tras i skupiając się na tym na co tak często szkoda nam było czasu, czyli munro-baggingu.

Na Meall Ghaordaidh idzie się z Glen Lochay. W Killin należy skręcić na północ (patrz mapka), droga będzie się rozpoczynała przy niewielkim parkingu.

Pogoda była strasznie rozczarowująca, tym bardziej iż poprzedni dzień był idealny na góry i bardzo się na nie napaliliśmy. Jednak byliśmy zdeterminowani żeby cel osiągnąć, skoro nie dla widoków to dla konsekwencji w realizowaniu planu.



Po długiej przerwie szło się nam z początku koszmarnie! Droga co prawda wznosiła się bardzo łagodnie. Widoki niestety były nieszczególne, wyższe partie wzgórz niknęły we mgle. Liczyliśmy na ładny widok na leżący vis a vis piękny masyw Tarmachana >>LINK<<, ale nie było szans. Wszystko wyglądało bardziej listopadowo niż styczniowo.



Smętną sytuację śnieżną widać tu:


Image Hosted by ImageShack.us


Droga z dolinki skręca na miejscami połogie, miejscami ciut stromsze zbocze, i tym zboczem wędrujemy do samego końca.

Czaszkę chciałam zachować, ale że mimo wszystko przy bliższym oglądzie była trochę nieapetyczna, więc darowaliśmy sobie.



Dość szybko zaczęła nas ogarniać mgła - i było po widokach. Niestety, już do końca wycieczki. Smętne bo smętne, zawsze jakieś były, ale machnęliśmy ręką w myśl hasła "Nie jesteśmy tu dla przyjemności!".




Im wyżej tym więcej było lodu. Z jednej strony trzymał w ryzach bagniste podłoże, na którym w innych warunkach uświnilibyśmy się nieludzko. Z drugiej, jednak dość mocno spowalniał. Z tej przyczyny, droga na szczyt zajęła nam czas nieco dłuższy niż można by się spodziewać po rozległości tego odcinka.



Mariusz twierdzi że w mym nowym buffie wyglądam jak teletubiś, więc z braku panoramy szczytowej pozowałam w adekwatnych aranżacjach.

Podkład muzyczny: >>LINK<<






Image Hosted by ImageShack.us


Powrót nastąpił dokładnie tą samą drogą. Za nami podchodziło trochę ludzi - ewidentnie munro-baggerów, bo nikt inny nie ładował by się w tak słabą pogodę na raczej mało znaną i średnio efektowną górę.



Plan został zrealizowany - ruszyliśmy się wreszcie, zaliczyliśmy munrosa, spaliliśmy kalorie. Uważam to za pozytywny początek roku nawet pomimo nieszczególnych wrażeń estetycznych (pomijając oczywiście uroczego teletubisia).

Mapka w przygotowaniu :)