statystyka



Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
czwartek, 01 grudnia 2016

 

Nr 201, Beinn Mhanach

Wymowa: bin wanah

Znaczenie nazwy: monk's hill (za wikipedią)

Wysokość: 953m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 211.

Data wejścia: 26.11.16

 

 

Jadąc z Tyndrum na północ ciężko przeoczyć spektakularny widok na piramidę Beinn Doraina o południowych zboczach opadających w malowniczą dolinę Auch Glen, którą przecina wiadukt kolejowy. Widok highlandzki z tych najbardziej klasycznych. Gdzie w tym wszystkim Beinn Mhanach? Ano, jest to taka sobie kopka na trzecim planie widoczna w głębi wspomnianej doliny. 

Zjechaliśmy kawałek w kierunku Auch Estate (jest znak) i zaparkowaliśmy na skraju mijanki dla ciężarówek. Kiedy miniemy Estate ta sama droga będzie nas prowadziła już do końca, więc problemów z nawigacją być nie powinno, przynajmniej zanim rozpocznie się włażenie do góry.

Poranek:

Wiadukty są dwa. Linia kolejowa ciągnie się dalej przez Rannoch Moor (przez środek którego nie ma żadnej drogi, A82 jedynie ścina skrawek), by przez z kolei Glen Spean osiągnąć Fort William, a potem Mallaig. Mariusz kiedyś się tak przejechał do FW, ja jeszcze nigdy.

Masyw Beinn Mhanach wygląda jak cycki ewentualnie wypięta dupa składa się bowiem z dwóch kop połączonych płytką przełęczą. Bliższa kopa to Beinn a'Chuirn która munrosem nie jest, ma bowiem tylko 923m n.p.m.

W dolinie jedynym problemem był potok Kinglass, który meandruje niczym Mississipi i trzeba było go przekraczać około ośmiu razy. Nalało mi się do butów i pierwsze wyjście tej zimy zaliczyłam na mokro, co w skarpach jeszcze mi się nie zdarzyło :/

Poniżej wyłaniający się w tle Ben Lui:

Przez Auch Glen idzie się poza tym przyjemnie, teren wznosi się prawie niezauważalnie ale jednak widać, że zyskujemy wysokość. 

Beinn Dorain (nasz pierwszy munro!) i Beinn an Dothaidh:

Na Beinn Mhanachu ścieżek próżno szukać. Poszliśmy tak jak nakazywała logika: po osiągnięciu sporego żlebu którym spływał strumień, zaczęliśmy włazić jego prawym ograniczeniem. A dalej to już tak jak było najwygodniej ze względu na ukształtowanie terenu oraz oblodzenia.

Osobiście zawsze fascynował mnie korbet Beinn nan Fuaran (kopulasty szczyt na zdjęciu), o którym zresztą przez długi czas sądziłam iż to właśnie jest Beinn Mhanach. Niestety sam Beinn Mhanach niczym się nie wyróżnia jeśli chodzi o linie.

Zbliżenie na Ben Lui, jedną z moich ulubionych gór chociaż byłam tam tylko raz:

W tle Beinn Dorain, z którego niczego nie widzieliśmy a mimo to wycieczka utwierdziła nas w postanowieniu że będziemy eksplorować Highland:

Jak widać, trochę śniegu było. Póki co niewiele i mokry, przepadający, trochę lodu. 

Zbliżenie na Koronę czyli Cruachana z satelitami. To góra na którą trzeba będzie jeszcze wejść, tylko tym razem zamiast trawersu całej podkowy zaliczyć przedwierzchołek po prawej.

Kiedy zbocze zaczyna się kłaść oznacza to że jesteśmy blisko szczytu. Może i Beinn Mhanach jest wyjątkową kapustą ale widoki z niego są zacne. Tu w centrum widać grupę Lawersa:

Tu natomiast Ben Nevisa i The Mamores (czy jest w Highlandzie jakiś munros z którego nie widać Ben Nevisa?):

A poniżej Shiechallion i sąsiadujące z nim, a niedawno przez nas zaliczone munrosy.

Podziwiać można było także Rannoch Moor, grupę Ben Aldera, wypatrzyłam nawet Drumochtery chociaż to naprawdę była sztuka bo ciężko o większe naleśniki. 

Uwielbiam światło o tej porze roku.

Zeszliśmy w drugą stronę, w dolinkę pomiędzy Beinn a'Chuirn a wspólne zbocza Beinn Achaladaira i Beinn an Dothaidh, od pewnego momentu drogą która zbiega do Auch Glen. Ścięliśmy w ten sposób nieco odległości tak że powrotny marsz doliną był nieco krótszy niż rano.

Wycieczka była przyjemna ale odczułam ją jako pewne obniżenie standardów - pomijając Mount Keen które miało być pojedyncze żeby dobić do numeru 200, ostatnimi czasy robiliśmy raczej trzy- i czteromunrosówki. Oczywiście narzekam dla sportu bo wybór trasy był gruntownie przemyślany i odpowiedni na obecne krótkie dni. 


piątek, 04 listopada 2016

 

Nr 200, Mount Keen

Wymowa i znaczenie nazwy: angielskie

Wysokość: 939m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 235.

Data wejścia: 29.10.16

 

Mount Keen "wybrał się" sam, bo na jubileuszowego munrosa mieliśmy jechać na Gulvaina ale okazało się że na zachodzie będzie paskudnie a na wschodzie okno pogodowe. 

Góra ta nie powiem żeby mnie kiedykolwiek fascynowała (szczególnie odkąd przeczytałam że zdobywano ją na rowerze), ale na pewno interesowała, jako najbardziej wysunięty na wschód munros i potencjalnie ciekawy punkt widokowy.

Wybraliśmy najdłuższą ale też jakoby najładniejszą opcję dojściową, przez Glen Tanar. Z B976/968 w Bridge of Ess należy skręcić w single track road, u której końca jest parking skąd zaczyna się trasa.

Glen Tanar na swoją opinię zapracowało chyba dzięki pięknym iglastym starodrzewom, teraz na jesieni szczególnie widowiskowym (złociste modrzewie!). Niestety zdjęcia z tego etapu wycieczki wyszły za słabo żeby je wrzucać, coś się musiało poprzestawiać w aparacie.

Kiedy mijamy drewnianą budę "Half-way Hut" oanacza to że za chwilę wyjdziemy z lasu i że przed nami faktycznie połowa drogi tyle że po wrzosowiskach. Gdzieś na tym etapie Mount Keen wreszcie się odsłania. Muszę powiedzieć że munros zaskoczył mnie dość pozytywnie, bo spodziewałam się placka w rodzaju cairngormskiego Mullach Clach a'Bhlair a dostałam owszem dość kapuścianą ale jednak górę. Nie najwyższy punkt płaskowyżu lecz - łagodny bo łagodny - ale suwerenny szczyt.

Za widocznym poniżej mostkiem rozpoczyna się podchodzenie - wcześniej aż do tego momentu idziemy po prawie płaskim terenie.

Na wierzchołek wyprowadza taka bardziej autostrada:

Widoki mnie nieco rozcarowały, nie stroną estetyczną tylko tym że ciężko mi było cokolwiek konkretnego wypatrzeć. Bryła nieodległego Lochnagaru była w zasadzie jedynym ewidentnym znajomym punktem. Cairngormsy były w chmurach, a reszta kapuścianego płaskowyżu Mounth z tej odległości nie pozwalała się rozeznać w szczegółach. Wydawało mi się że na horyzoncie widzę morze, ale nie byłam w 100% przekonana.

Glen Tanar:

Szczytowe na munrosie który - jaki by nie był - okazał się dla nas kamieniem milowym rozpoczynając trzecią setkę:

A taki widok (w interpretacji Pam Carter albo JOLOMO) mogłabym mieć na ścianie:

Na wierzchołku nie siedzieliśmy długo ponieważ trasa liczy ponad 13 km w jedną stronę a ja miałam na drugi dzień pobudkę do pracy. Powrót oczywiście tą samą drogą. Muszę przyznać że na wysokości Half-way Hut zaczęłam czuć w nogach przebytą odległość a dalej było już tylko gorzej. Na drugi dzień zaś chodziło mi się znacznie słabiej niż po poprzedniej czteromunrosowej wycieczce. Rozum nie jest w stanie tego ogarnąć.

Poniżej jedno z dwóch zdjęć na  których udało się oddać cudowną szkocką jesień:

Wycieczka nie była spektakularna ale bardzo przyjemna, w fajnym towarzystwie (pozdro Janek i do następnego razu!), samo Mount Keen okazało się fajniejsze niż się spodziewałam. Uważam że numer dwieście odhaczyliśmy w ładnym stylu.

 


poniedziałek, 03 października 2016

 

Nr 196, Geal Charn; nr 197, A'Mharconaich; nr 198, Beinn Udlamainnr 199, Sgairneach Mhor

Wymowa: gel karn; a warkonah; ben udlaman; skarnah wor

Znaczenie nazwy: white peak; place of the horse; gloomy hill; big scree (za MunroMagic)

Wysokość: 917 m n.p.m.; 975 m n.p.m.; 1011 m n.p.m.; 991 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 279.; 179.; 119.; 155.

Data wejścia: 2.10.16

 

Do osiągnięcia numeru 200 zostało nam po ostatniej wycieczce pięć munrosów. Piątka od jednego machu to sporo, poza tym nie mamy raczej takich tras w zasięgu jednodniowej wycieczki - postanowiliśmy zastępczo ogarnąć jakąś czwórkę żeby na kolejnej wycieczce już na sto procent można było celebrować dwójkę z przodu.

Drumochtery flankują Drumochter Pass, szczelinę w płaskowyżach która od najdawniejszych czasów używana była do przeprawiania się z południa na północ. Dlatego biegnie nią zarówno bardzo ruchliwa A9 jak i linia kolejowa. Od kolejnego słabego punktu którym można było poprowadzić drogę (A93 przez Glen Shee) dzieli ją lotem wrony 51 km (odległość pomiędzy Drumochter Pass a Cairnwell Pass). 

Po zachodniej stronie A9 znajdują się cztery munrosy, po wschodniej trzy. Zachodnie postanowiliśmy ogarnąć za jednym razem zgodnie z sugestią McNeisha (Walkhighlands proponuje rozbić tę trasę na dwie wycieczki). Start z parkingu obok B&B Balsporran Cottages. Po przekroczeniu torów droga zaczyna się wspinać na łagodne ramię pierwszego munro, Geal Charn. Dla takich poranków uwielbiam jesień:

Widać parking, B&B oraz linię kolejową. Sezon porannych przymrozków został niniejszym oficjalnie otwarty.

Drumochtery mają słabą prasę - zarówno u McNeisha jak i SMC są opisane jako wyjątkowo nudne i pozbawione charakteru pagóry. Nie bardzo rozumiem dlaczego, ponieważ pod tym względem absolutnie nie odbiegają na niekorzyść od wielu innych szkockich gór w tej części kraju, chociażby płaskowyżu Mounth czy totalnie plaskatego Monadhliath. Tak to po prostu w tym zakątku Highlandu wygląda i wszak nie dla adrenaliny się tam chodzi. 

A'Mharconaich

Atutem Drumochterów jest bezpornie ich centralne położenie. Widać z nich (co częściowo pokażą fotki) zarówno Cairngormsy z przyległościami jak i munrosy Glen Lyon/Rannoch Wall, leżącą po sądziedzku grupę Aldera, a nawet fragmenty Glencoe i Grey Corries.

To co z podejścia na Geal Charn wydaje się być wierzchołkiem jest dopiero początkiem grzbietu wyprowadzającego na widoczny poniżej szczyt. W krajobrazie do końca będa dominowały Loch Ericht oraz monumentalna grupa Ben Aldera, jednego z trudniej dostępnych munrosów (ze względu na zakamuflowanie głęboko w dziczy gdzie trzeba się dostać z buta).

Daleko za jeziorem widoczne są munrosy Rannoch Wall a trójkącik który wyłania się po lewej to Meall Ghaordaidh:

The Grey Corries:

A tu Ericht Estate. Jeśli ktoś ma plus minus pięć tysięcy funtów do wydania na tydzień, to mają nawet kryty basen i lądowisko dla prywatnych helikopterów. 

Przewyższenia pomiędzy munrosami są na tej trasie umiarkowane, nachylenie terenu łagodne. Poniżej grzbiet wyprowadzający na szczyt A'Mharconaich.

Najciekawiej - bo raz że blisko, a dwa że dzięki charakterystycznym kształtom są łatwe do identyfikacji - prezentują się murosy Glen Lyon plus Shiechallion (poniżej):

Ben Lawers i satelity:

Niestety większość Glencoe, The Mamores oraz Nevis Range jest zasłonięta mamucimi bryłami munrosów z grupy Ben Aldera.

Aczkolwiek z najwyższego z Drumochterów, Beinn Udlamain, udało się dostrzec sam czubek Ben Nevisa!! 

Najdłuższe podejścia są na pierwszego i drugiego munrosa. Kolejne dwa zdobywa się już spacerowo.

Buachaille Etive Mor oraz masyw Bideana nam Bian z podejścia na Sgairneach Mhor:

Ze Sgairneach Mhor należy jeszcze "tylko" dojść do Balsporran Cottages - biały domek można dostrzec w centrum zdjęcia.

Niżej grunt zrobił się paskudnie bagnisty, a ścieżka niemal znikła. Przy widoczności nie jest to problem, należy po prostu kierować się na most na Allt Coire Dhomhain za którym zaczyna się już konkretna droga. Nią kontynuujemy pomiędzy pomniejszymi wzniesieniami określanymi malowniczo (i nie do końca formalnie) jako Boar of Badenoch oraz Sow of Atholl, przechodzimy pod torami oraz wychodzimy na biegnące wzdłuż A9 resztki starej wojskowej drogi która obecnie służy jako ścieżka rowerowa. Nią do parkingu jest jeszcze ok. 5,5 kilometra.

Poniższa tablica zaznacza początek administracyjnego, nie geograficznego, rejonu Highlands. Czego tu nie ma. Jest i wiernie odwzorowany kontur Aonach Eagach, i błękitny loch a nawet Nessie, chyba na wczasach bo gdzie Aonach Eagach a gdzie Loch Ness. 

Drumochtery okazały się bardzo sympatycznym i widokowym celem. Dzięki zrobieniu tej trasy dobiliśmy do 199 munrosów więc na kolejną wycieczkę wybierzemy jakąś pojedynczą górę, żeby godnie świętować rozpoczęcie ostatniej setki.

PS. Wiem że ostatnio odpuściłam z mapkami - postaram się wrzucić niedługo wszystkie których brakuje. 


poniedziałek, 05 września 2016

 

Nr 192, Carn Gorm; nr 193, Meall Garbh; nr 194, Cairn Mairg; nr. 195, Meall nan Aighean

Wymowa: karn gorm; mil garw; karn merg; mil nan ijan

Znaczenie nazwy: blue cairn shaped hill; rounded rough hill; cairn shaped peak of sorrow; hill of the hinds  (za MunroMagic)

Wysokość: 1029 m n.p.m.; 968 m n.p.m.; 1041 m n.p.m.; 981 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 103.; 186.; 91.; 169.

Data wejścia: 2.9.16

W tym bliskim domu rejonie została nam już tylko garstka munrosów. Na początku łażenia, kiedy jeszcze nie planowaliśmy że skompletujemy wszystkie, jeździliśmy po prostu głównie tam gdzie było blisko. Nieliczne niedobitki obecnie zostawiamy na krókie jesienne i zimowe dni acz wiadomo było że dla tej konkretnej trasy zrobimy wyjątek - cztery munrosy to jednak cztery munrosy i potrzeba nieco więcej czasu, nawet pomimo iż tura liczy sobie zaledwie 18 km.

Owa czwórka znajduje się w Glen Lyon dokładnie pomiędzy grupą Lawersa a Shiechallionem. Start z miejscowości Invervar. Polecam zapoznać się z info dotyczącym polowań na jelenie (sprawa musi być poważna, skoro ktoś pofatygował się włożyć nam ulotkę za wycieraczkę): >>LINK<<.

Samochód można zostawić na malutkim parkingu po południowej stronie drogi. Potem mijamy budkę telefoniczną i skręcamy w prawo by przejść przez bramę. Kontynuujemy wzdłuż potoku. Niestety na tym fragmencie odbywają się teraz prace leśne przez co kawałek jest dość nieprzyjemny i męczący do przejścia oraz jeździ tam ciężki sprzęt. Alternatywną opcją jest nasza trasa zejściowa (choć jak możecie przeczytać w notce o polowaniach z nie do końca jasnych dla mnie przyczyn zalecane jest pokonywanie tej trasy zgodnie z ruchem wskazówek zegara). Po przejściu przez teren robót należy przeprawić się przez strumień po metalowym mostku a dalej już bez komplikacji wyraźna ścieżka wyprowadza na ramię pierwszego munrosa, Carn Gorma. Nie bardzo jest gdzie i jak się rozchodzić, od razu uderzamy do góry.

Ramię jest długie i przechodzimy przez kilka fałszywych wierzchołków. Poniżej widok z tego podejścia na wierzchołki Carn Mairg i Meall nan Aighean:

Na tym etapie pogodę mieliśmy dość paskudną. Cóż, nie pierwsze to i nie ostanie takie zdjęcie szczytowe. BBC zapowiadało jednak poprawę pogody z biegiem dnia i tej nadziei się trzymaliśmy.

Droga na munrosa numer dwa. Pomniejszy szczycik An Sgorr można zupełnie strawersować co też uczyniliśmy bo przy tak nędznej widoczności włażenie nań nie miało sensu.

Najgorzej jest wejść na pierwszego munrosa, potem jest już aż do ostatniego naprawdę łatwo. Przewyższenia są niewielkie i dużo płaskiego. Ścieżka jest na tyle wyraźna by nie zgubić drogi we mgle.

Na Meall Garbh, czyli jakie realia taki Żelazny Tron plus bonusowy Shiechallion w tle:

Tym razem Shiechallion po lewej. Była to nasza pierwsza wycieczka gdzie testowaliśmy chodzenie w rakach. Udało mi się wtedy założyć je - nie kłamię - zębami do tyłu, co Mariusz z regularnościa zegarka wypomina mi do dzisiaj i zapewne będzie wypominał już do końca życia. Jak ten dziadek z Syberii, co podczas posiłku znienacka wali babcię w łeb drewnianą łyżką - "Bo jak se przypomnę, żem jak cię brał toś dziewicą nie była"...

Po prawej z kolei widnieje wierzchołek Cairn Mairg.

Tuż przed osiągnięciem Cairn Mairg pogoda zaczęła się poprawiać w piorunującym tempie, zresztą zgodnie z prognozami BBC. I do końca dnia miało już być tylko lepiej.

Szczyt - ponownie wszędobyslki Shiechallion kradnie show.

Żadna z gór zdeptanych tego dnia nie jest charakterna, w ogóle munrosy w tym rejonie (south-eastern highlands) są bardzo mało spektakularne. A jednak ich nagromadzenie, dzikość terenu nie aż tak zaawansowana jak na Północy ale jak na sąsiedztwo Pasa Centralnego zadziwiająca, wreszcie mnogość lasów - to wszystko składa się na piękny klimat.

Droga na Meall nan Aighean:

Oraz spojrzenie z jego szczytu na Cairn Mairg. Dawno już nie byłam tak relatywnie świeża na czwartym zdobytym z rzędu munrosie. Przez świeżość należy oczywiście rozumieć zachowaną wolę życia, resztki energii oraz poczucie że jednak nie umrze się podczas zejścia, a nie kondycję skarpet.

Na południu widać fragment Loch Tay.

Tu z grubsza cała trasa, widać trzy zdeptane munros a my jesteśmy na czwartym:

Mariusz nie mógł się dość napstrykać żeby zrekompensować sobie widokową biedę z początku wycieczki.

Po lewej w tle Meall Ghaordaidh. Po prawej Carn Gorm - widać że to jednak jest całkiem niezła wyrypa żeby się na niego wbić:

Meall Greigh i Ben Lawers. Na Lawersa, dziesiątego na liście munrosów, który oglądany na żywo od strony Glen Lyon rozwala kubaturą, trzeba będzie jeszcze wejść. Nie mieliśmy z niego bowiem żadnych widoków.

Glen Lyon w wieczornym świetle wyglądała przecudownie, wynagradzając nam mizerię pogodową z przedpołudnia.

Z niższego wierzchołka Meall nan Aighean schodzi się charakterystycznym ramieniem. W pewnym momencie należy opuścić drogę na rzecz słabo widocznej myśliwskiej ścieżki (nie umiem sprecyzować kiedy dokładnie, może Mariusz wytłumaczy w komentarzach). Sprowadza ona, łagodnie i malowniczo trawersując (rozkosz dla kolan) do drogi już za terenem leśnych robót. który tak nas umęczył z rana. Moment wyjścia na drogę - gdyby ktoś wolał tym wariantem wchodzić - widać na zdjęciu. Ścieżka jak już się na nią wejdzie jest wyraźna, ale na tym początkowym odcinku trudno ją wypatrzeć z drogi ze względu na wybujałe paprocie.

Jak na czteromunrosówkę wyprawa okazała się relatywnie lekka - to tylko 18 km acz podejście na Carn Gorma może dać popalić.

Jeszcze raz przypominam o przeczytaniu info o deer stalking. Czy się zastosujecie to wasz wybór ale niech będzie świadomy.


 

środa, 31 sierpnia 2016

 

Nr 189, Cona' Mheall; nr 190, Meall nan Ceapraichean; nr 191, Eididh nan Clach Geala

Wymowa: kona-wel; mil nan kjaprihan; edżi nan klah gjala

Znaczenie nazwy: adjoining hill; hill of the stubby hillocks; web of the white stones (za MunroMagic)

Wysokość: 978 m n.p.m.; 977 m n.p.m.; 927 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 176.; 177.; 257.

Data wejścia: 27.8.16

 Do tej docelowo czteromunrosowej trasy przymierzaliśmy się kilka lat temu, ale udało się wówczas zrobić jedynie Beinn Dearga. Zresztą wyłącznie dlatego iż jest to główny i najbardziej znany munros grupy, prowadzi zatem na niego wyraźna droga którą jakoś odnaleźliśmy pomimo mgły i ulewy. Widoczność była wtedy na kilkanaście metrów. Odhaczenie Beinn Dearga pozwoliło zaoszczędzić jakieś półtora kilometra - niewiele ale przy dość kobylastej trasie, every little helps.

Po lewej Meall nan Ceapraichean i Beinn Dearg zdjęte z portu w Ullapool:

Start z parkingu przy drodze A835 nieco na południe od Inverlael Bridge (zwracać uwagę na czerwoną budkę telefoniczną która zdecydowanie widziała lepsze czasy). Po może trzykilowym marszu przez las ścieżka zaczyna się wznosić zboczem ponad doliną (Gleann na Sguaib). 

Kolejne kilka kilometrów to spokojny, nieforsowny marsz. Wysokość nabiera się bezboleśnie. W którymś momencie w lewo będzie się odgałęziała nasza późniejsza ścieżka zejściowa.

Na przełęczy pomiędzy Beinn Dearg i Meall nan Ceapraichean widać już, że większość roboty została zrobiona. Plateau ma tu wysokość niewiele poniżej 900 m n.p.m., oba munrosy są stąd w zasięgu spacerowym, a i na Cona' Mheall nie jest bynajmniej daleko. Ten właśnie munros okazał się najładniejszy i najbardziej widokowy z wszystkich trzech. Raz, że jako jedyny miał trochę charakteru w postaci południowych, skalistych zboczy; dwa, widok na Coire Ghranda jest urzekający:

Tak pięknie prezentuje się Beinn Dearg, z którego poprzednim razem nie widzieliśmy absolutnie nic:

Po raz kolejny Coire Ghranda i Loch Glascarnoch w tle:

Widok na wspomnianą przełęcz z podszczytowych partii Cona' Mheall. Po lewej początek kopuły Beinn Dearga, po prawej Meall nan Ceapraichean. 

Wierzchołek Cona' Mheall to najdalszy punkt tej trasy od samochodu.

Seana Braigh na której umordowaliśmy się rok temu. Wierzchołek po lewej, foremna piramidka zaś to Creag an Duine, zwieńczenie scramblingowej grani.

Jedna z najpiękniejszych gór Szkocji czyli An Teallach:

Na Meall nan Ceapraichean naprawdę jest spacer. Poniżej niemal pełen przegląd wzgórz Coigach i Assyntu, od Ben Mor Coigach po Suilvena:

Ullapool, Loch Broom i ledwo widoczne Summer Isles:

(Od prawej) An Teallach oraz Fisherfield Six, wyrypa która mnie przeraża niewiele mniej niż Inn Pinn choć z innych powodów:

Zejście z drugiego munro i podejście na Eididh nan Clach Geala również nie należy do szczególnie forsownych. Sam Eididh jest najbardziej kopiasty z całej dominującej nad płaskowyżem piątki.

Bardzo tęsknię za tą najdalszą północą Szkocji na której nie byliśmy już od roku. 

Zoom na turnie Torridonu:

Ścieżka która sprowadza z Eididha to ta która była wspomniana na początku. Niestety z tego ostaniego munrosa jest jeszcze odległościowo spory kawał. plusem jest to że niemal całą trasę zejściową widać, poza ostatnim kawałkiem już najniżej w lesie. 

Właściwie jedynym mankamentem tej wycieczki dla ludzi z pasa centralnego jest odległość, która praktycznie wymusza nocleg na miejscu. Ponieważ postanowiliśmy nieco rozszerzyć tematykę bloga, wkrótce zaczniemy wrzucać subiektywne opinie na temat miejsc gdzie przyszło nam nocować - oraz rzecz jasna koszty. Mam nadzieję że takie informacje okażą się przydatne.

Tura liczy ok. 24 kilometry. 

 


 

 

wtorek, 21 czerwca 2016

 

Nr 185, Carn a'Choire Bhoidheach; nr 186, Carn an t-Sagairt Mor; nr 187, Cairn Bannoch; nr 188, Broad Cairn

Wymowa: karn a kori wojih; karn ant sagart mor; kern banoh; angielska

Znaczenie nazwy: peak of the beautiful corrie; big peak of the priest; cairn-like hill of the cake; broad cairn-like hill (za MunroMagic)

Wysokość: 1110m n.p.m.; 1047 m n.p.m.; 1012 m n.p.m.; 998 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 42.; 83.; 117.; 142.

Data wejścia: 18.6.2016

Lochanagar Circuit obejmuje pięć munrosów, ale że na samym Lochnagarze już byliśmy, tym razem postanowiliśmy go strawersować. Trochę szkoda bo to piękna góra i warto byłoby jeszcze raz stanąć na szczycie, ale trasa nawet trawersując to ok. 28 km. 

Start z parkingu w Spittal of Glenmuick. Wyjście na plateau będzie największym wysiłkiem - ten odcinek ma 6-7 km, stromiej jest tylko na końcówce, już przy samym słynnym kotle Lochnagaru. Do tego momentu jest dreptanina przez wrzosy:

Kocioł w rzeczy samej jest piękny. Zdjęcia i relacja z poprzedniej wycieczki tu: >>LINK<

Tym razem dosyć się nam śpieszyło, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na poświęcenie mu należytej uwagi.

Jak wspomniałam główne wyzwanie to wspiąć się na płaskowyż. Delikatne wybrzuszenia munrosów stanowią po prostu jego najwyższe punkty. Że znajdujemy się w górach i to jak na Szkocję całkiem wysokich, czuć dopiero kiedy jesteśmy blisko krawędzi plateau, tak jak poniżej - placek po lewej to munro Carn a'Choire Bhoidheach. Również posiada bardzo ładny kocioł, o wiele mniej znany niż sąsiedni kocioł Lochnagaru. Poszliśmy na wzniesienie na samej krawędzi kotła, The Stuic, żeby popodziwiać widoki. 

Z The Stuic na wierzchołek naszego pierwszego munrosa był moment.

Krajobraz płaskowyżu Mounth. Jakże inny od Kintail. Nie da się znaleźć w Highlandzie dwu bardziej różniących się typów krajobrazu górskiego (pomijam Cuilliny bo one są w ogóle do niczego lokalnego niepodobne).

Podejście na kolejnego munro Carn an t-Sagairt Mor jest tak łagodne że trudno sobie wyobrazić że może być jeszcze łatwiej (a będzie...). W tle numer trzy Cairn Bannoch.

Carn an t-Sagairt Mor ma dwa wierzchołki oznaczone kopcami, z których południowy jest wyższy (na zdjęciu północny). To co najciekawsze znajduje się na zboczach: szczątki wojskowego samolotu który rozbił się z nieznanych przyczyn w 1956 roku. Fragmenty są porozrzucane na dość sporym obszerze ale parę z nich leży zaledwie kilkadziesiąt metrów na wschód od północnego wierzchołka.

Na Cairn Bannoch jest spacer, dlatego tak się zagadaliśmy że z tego odcinka prawie nie ma zdjęć.

Wierzchołek tym razem jest oczywisty, bo przykryty naturalną czapą z kamieni.

Ostatni munrosowy odcinek - na Broad Cairn - to po prostu promenada. Bardzo ciężko uwierzyć że te dwa wyprztyki w plateau są na tyle prominentne żeby mieć status munrosów. Obniżenie pomiędzy nimi ma w najniższym punkcie, o ile dobrze czytam mapę, 934 m n.p.m. Ależ różnica po zdobywanych w pocie czoła czterech munrosach Loch Mullardoch, z których każdy stanowił samodzielną, potężną górę.

Wierzchołek Broad Carn jest również ubrany w kamienną czapeczkę.

Widok z Broad Carn na Loch Muick jest niewątpliwie piękny, ale mnie fascynuje głównie rzeźba terenu, a dokładnie płaskowyże z trzech stron. Nawiasem widać (choć przy tym rozmiarze zdjęcia dojrzenie ścieżek jest problematyczne) niemal całą drogę zejściową, która najpierw schodzi na płaski teren ponad jeziorem, potem niewidocznymi od tej strony zygzakami zbiega stromo nad wodę i wreszcie kontynuuje do lasku w którym znajduje się parking.

Zaoferowano nam rzadką opcję zrobienia zdjęcia grupowego, więc skorzystaliśmy:

Poniżej Broad Cairn i plateau ze ścieżki nad jeziorem. Z dołu czuć ten ogrom i trudno uwierzyć że kiedy się po tym łazi człowiek ma wrażenie zaliczania kolejnych garbków, nie czując w ogóle wysokości.

Na końcowym odcinku spotkaliśmy dwa renifery. Nie były przesadnie płochliwe ale też nie dążyły do konfrontacji. Jeden umknął w dół zbocza:

Drugi natomiast w górę, i bardzo przebiegle się zakamuflował :D 

Do Spittal of Glenmuick doszliśmy nieco obolali, ale nie było porównania z wycieczką nad Loch Mullardoch pomimo podobnej odległości i takiej samej liczby zdobytych munrosów. Jest to chyba najłatwiejsza wielomunrosówka jak dotąd, nawet sąsiednie cztery munrosy Glen Shee wspominam nieco ciężej. Jedyne co może zmęczyć to dystans bo podejść jest naprawdę niewiele. Polecam oczywiście w wersji z Lochnagarem, w sumie z perspektywy myślę że nie stanowiłoby różnicy gdybyśmy jednak na niego weszli. 

Mapka ASAP.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33