Tagi




statystyka



Najlepsze górskie strony
Kategorie: Wszystkie | .Munros | .Tatry | Inne miejsca | Mam na półce | Org. | Scrambling | Śmietnik
RSS
poniedziałek, 11 czerwca 2018

 

Nr 220, Sgurr na Ruaidhe; nr 221, Carn nan Gobhar; nr 222, Sgurr a'Choire Ghlais; nr 223, Sgurr Fuar-Thuill

Wymowa: skur na ruje; karn nan gołer; skur a hoje glasz; skur fuar hoil

Znaczenie nazwy: rocky peak of redness; carn like hill of the goats; rocky peak of the grey corrie; rocky peak of the cold hollow (za MunroMagic)

Wysokość: 993 m n.p.m.; 992 m n.p.m.; 1083 m n.p.m.; 1049 m m.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 151.; 153.; 60.; 82.

Data wejścia: 9.6.18

 

Te cztery munrosy miały być nieco problematyczne logistycznie. Otóż niemal cała ziemia w Szkocji jest prywatna (a konkretnie w rękach kilkuset ludzi, swoją drogą bardzo ciekawy temat ale nie będę go w tym miejscu rozwijać) ale tego się nie czuje ponieważ (inaczej niż np. w Anglii) obowiązuje right of way. Właściciel Glen Strathfarrar nie był w stanie tego prawa przeskoczyć, ale zrobił co mógł, a mianowicie bardzo ograniczył dostęp do doliny. W malutkim Struay dalszą drogę w dolinę zagradza brama, a w nieodległym Milton Cottage siedzi sobie pani która ją otwiera i wręcza nam bilet. Gdzie tu hak? Jest kilka. Raz, brama jest otwarta tylko przez określoną ilość godzin, najdłużej teraz latem - od 9 rano do 8 wieczorem, i trzeba się wyrobić ponieważ w dolinie nie wolno parkować na noc.W niektóre dni wjazd jest w ogóle zabroniony. Zimą akces uzyskać mogą jedynie członkowie Scottish Mountaneering Club. I wisienka na torcie: dziennie jest wpuszczanych max 25 samochodów. Szczegóły tutaj: >>LINK<<

Żeby być pod bramą przed dziewiątą Mariusz zabrał mnie w piątek wieczorem z pracy i do celu zaczęliśmy dobijać koło 23.00. Kiedy do bramy zostało dosłownie niecały kilometr, przy szosie ujrzeliśmy mały hotelik. Wrodzony sybarytyzm zwyciężył i zamiast rozkładać namiot przy świetle latarek spędziliśmy noc w The Cnoc Hotel, płacąc za pokój i śniadanie całkiem rozsądną cenę 90 funtów. Hotelik jest uroczy, czysty, personel miły. Więcej info pod >>LINKIEM<<. Kiedy rano stawiliśmy się pod bramą byliśmy wypoczęci, pełni entuzjazmu i ogólnie szczęśliwi ;)

Było może za pięć dziewiąta kiedy przed bramą ustawił się wielki camper van na niemieckich numerach. Uznając że faktycznie już czas, ustawiliśmy się za nim. Wtedy z vana wyleciała babka i zaczęła dramatycznie gestykulować, pokazując, że nie, że brama się nie otwiera. Z drugiej strony po chwili dołączył kierowca. Mariusz wysiadł i zaczął mu tłumaczyć że wszystko jest w porządku, po prostu jest jeszcze parę minut do dziewiątej, na co tamten podziękował i powiedział że jadą nad Loch Ness... Face palm jak do Kornwalii bo Loch Ness jest dokładnie w przeciwną stronę, a właścicieli tak wypasionego campera raczej powinno być stać na nawigację. Swoją drogą gdyby nie zostali uświadomieni że to NIE JEST droga nad Loch Ness, pewnie dojechali by do końca doliny gdzie zaczyna się piękne Loch Monar i byliby by przekonani że są u celu. I na dobre by im to wyszło bo to o wiele piękniejsze miejsce niż prawdziwe Loch Ness...

Za bramą jedzie się jeszcze kilkanaście kilometrów w głąb doliny, aż po prawej - północnej stronie pojawia się polana, a na zboczu ponad nią można zobaczyć wyjeżdżoną terenówką drogę - to na tej polanie należy zaparkować, a droga to początek trasy. Wkrótce osiągamy położoną wyżej odnogę doliny, otoczoną przez trzy munrosy. 



My wchodzimy na ramię stanowiące wschodnie obramowanie doliny, a kulminujące w munrosie Sgurr na Ruaidhe. Umęczyliśmy się tam choć nie jest to jakieś ekstremalnie ostre podejście. Klimat był jednak niesprzyjający: gorąco, parno, powietrze stało, generalnie pogoda przedburzowa. Kiedy osiągnęliśmy szczyt i było wiadomo że najdłuższe dzisiejsze podejście za nami, ulżyło mi tak że złapałam drugi bieg.



Na poniższym zdjęciu widać kolejne dwa munrosy. Gdzieś na tym etapie zaczęło grzmieć, na południe od nas niebo pociemniało oraz widać było że tam leje. Niby zrobiło się chłodniej i szło się dużo lepiej ale miałam paskudnego stracha że ta burza się przesunie w naszym kierunku. Przeżyłam już raz burzę w górach (na Kopie Kondrackiej) i jest to dość ekstremalne doświadczenie. Ustaliliśmy na szybko plan działana jak przyjdzie co do czego (wyłączamy elektronikę i siadamy na plecakach) i cisnęliśmy dalej. Na szczęście burza została tam gdzie była.



W tle Sgurr na Ruaidhe. Zejście i wejście na Sgurr nan Gobhar zajęło nam niecałą godzinę. 



Po drodze mało nie zdeptaliśmy pardwy, która wysiadywała jajka na ścieżce. Była zakamuflowana tak świetnie że z odległości paru metrów po prostu znikała. Zimą te cwaniaki zmieniają upierzenie na śnieżnobiałe.



Na Carn nan Gobhar widoczność drastycznie spadła oraz zaczęło siąpić.



Sgurr a'Choire Ghlais nie był co prawda widoczny w całości ale widać było że jest znacznie wyższy i kształtniejszy niż dwa pierwsze munrosy. 



Carn nan Gobhar w tle:



To morze zieleni zaczyna się zwykle na początku czerwca i trwa do końca sierpnia. Przez resztę roku góry są rudawe. Ta ilość zieleni nieco oszałamia. Jakby chodzić po wielkim powybrzuszanym stole bilardowym.



Na podłużnym, flankowanym stromiznami wierzchołku Sgurr a'Choire Ghlais stoją dwa kurhany które z daleka wyglądają jak sutki (z mapy nie wynika który z nich wyznacza właściwy szczyt więc wlazłam na oba) oraz trianguł. To bardzo ładny wierzchołek i bardzo ładna góra. Pierwsze dwa munro są raczej kopami, zaś kolejne dwa to już bardzo przyjemny kawałek trasy.



Kolejnego munrosa nie było widać, kryło go mleko. Wiadomo było jednak że na przełęcz schodzi się od kurhanu północno-wschodniego. Dopiero dużo niżej zaczęło nam się coś odsłaniać ale nie był to munros właściwy, a piękny szczycik Creag Ghorm a'Bhealaich, przy wysokości 1030 m n.p.m. mający status munro top. 



Zejście ze Sgurr a'Choire Ghlais:



Moje ulubione zdjęcie i początek spektaklu wydawanego tego popołudnia przez chmury i mgły:



Creag Ghorm a'Bhealaich. Warto na niego wejść (to moment) i pooglądać sobie kocioł opadający do Glen Orrin.



Z tego przedszczytu wreszcie ujrzeć można właściwy wierzchołek Sgurr Fuar-Thuill, wyższy o 10 metrów:



Jeszcze rzut oka na kocioł:



Już pokonana trasa, co prawa Sgurr na Ruaidhe się chowa, ale widać Carn nan Gobhar i Sgurr a'Choire Ghlais:



Wreszcie zaczęło być coś widać, i to całkiem sporo. Na mgnienie oka pokazały się Fannichsy, wypatrzyłam też kontur Liathach oraz Maol Chean-dearg. Ben Wyvis, Lurg Mhor, Cheesecake oraz jeszcze nie zdeptany Maoile Lunndaidh były widoczne bez problemu, podobnie jak sąsiednie munrosy nad po trzykroć przeklętym Loch Mullardoch.



Rzeczone Mullardoch munros, samego jeziora na szczęście nie widać (wolałabym iść Mordoru ryzykując rendez vous z Szelobą niż jeszcze raz wybrać się nad Loch Mullardoch):



Wiadomo było że aparat nie odda tego w pełni, ale było po prostu cudownie!



Za ostatnim munrosem podeszliśmy jeszcze na ostatni tego dnia szczycik Sgurr na Fearstaig, kolejny munro top, i można było zacząć schodzić stalkerską ścieżką.

Sgurr na Lapaich:



Po osiągnięciu drogi pozostaje jeszcze 6-kilometrowy marsz do parkingu. Nasz nowy znajomy którego poznaliśmy na tej trasie poradził sobie tak że rano podrzucił tam rower, który teraz na niego czekał. Pojechał nim na parking, po czym wrócił samochodem po Mariusza (zmieścić się mogła tylko jedna osoba), żeby ten mógł z kolei podjechać po mnie. Czyli oboje zaoszczędziliśmy jakieś trzy kilometry a i tak telefon twierdzi że przeszliśmy ich 29, o 3 więcej niż podaje dla całej trasy Walkhighlands.

Wyrobiliśmy się na 19.25 więc gdyby nie ta ostatnia podwózka bylibyśmy pewnie dokładnie na styk :)

>>LINK<< do opisu trasy

>>LINK<< do mapy


czwartek, 31 maja 2018

 

Nr 216, Maol Chinn-dearg; nr 217, Aonach Air Chrith; nr 218, Druim Shionnach; nr 219, Creag a'Mhaim

Wymowa: maol hin diereg; unah er hri; drim hiumoh; kreg a waim

Znaczenie nazwy: bald red head; trembling ridge; ridge of foxes; crag of the large rounded hill (za MunroMagic)

Wysokość: 981 m n.p.m.; 1021 m n.p.m.; 987 m n.p.m.; 947 m m.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 168.; 109.; 160.; 218.

Data wejścia: 26.5.18

 

Do południowej grani Glen Shiel składającej się z siedmiu munrosów i kilku pomniejszych szczytów przymierzyliśmy się parę lat temu, z worami (wory bo pierwszego dnia pokonaliśmy 11km szosą tak żeby z grani zejść do samochodu, a kempingowaliśmy na dziko w połowie drogi na grań, stąd trzeba było taszczyć wszystkie dobra). Daliśmy wtedy radę przejść trzy munrosy po czym raz że nie mieliśmy już siły dwa że pogoda się popsuła - musieliśmy się ewakuować z grubsza w połowie trasy. Ostatnia wycieczka miała na celu dokończenie grani, tym razem rozsądnie - na lekko. 

Tym razem rozbiliśmy się koło Cluanie Inn. Klimat majowej highlandzkiej nocy był specyficzny - dolina pełna namiotów i camper vanów a kilkanaście metrów od nas w zagłębieniu gruntu spały jelenie. Rano namiot poszedł do auta a my rozpoczęliśmy trzykilometrową wędrówkę szosą do podnóża jednego z północnych ramion opadających z grani (Druim Coire nan Eirecheanach).

Druim Coire nan Eirecheanach po lewej, po prawej alternatywne podejście granią Druim Thollaidh:



U podnóża DCnE trzeba było przekroczyć rzekę ale że pogoda dopisywała prawie cały maj, stan wody był bardzo niski i poszło gładko. Ścieżka zygzakami wyprowadza w wyższe partie grani:



Kiedy osiągnęliśmy w końcu główną grań okazało się że stoimy na munrosie - DCnE kulminuje dokładnie w wierzchołku Maol Chinn-dearg. 



Widoki stamtąd były wyjątkowo zacne, jak to w Glen Shiel i okolicach, które są drugim (po Ben Nevisie z przyległościami aż do Glencoe) największym skupiskiem charakternych munrosów. Poniżej widok na munro Sgurr an Doire Leathain, z którego zwiewaliśmy poprzednim razem:



Po prawej piękna góra Ladhar Bheinn leżąca na odludnym półwyspie Knoydart, którego jeszcze nie daliśmy rady poeksplorować:



Piękny i już zaliczony munros Sgurr a'Mhaoraich:



Loch Quoich z całym stadem munrosów: zaraz za jeziorem Gairich z wystającym zza ramienia Gulvainem, a dalej Sgurr na Coireachan, Sgurr Thuim, Sgurr Mor i Sgurr na Ciche z satelitami. W Glen Quoich zaś jakiś milioner walnął sobie nie tylko posiadłość ale nawet prywatne lądowisko:



Droga na Aonach Air Chrith też wyglądała dobrze:



Odcinek pomiędzy Maol Chinn-dearg i Aonach Air Chrith był najładniejszym kawałkiem trasy. Grań zwęża się coraz bardziej by pod koniec przejść w wijące się arête, z klifami po jednej stronie.



Miejsce poniżej w razie oblodzenia można bezproblemowo obejść od prawej strony:



Niestety ten kawałek kończy się o wiele za szybko kiedy osiągamy wierzchołek Aonach Air Chrith, najwyższego munro ze wszystkich siedmiu w grani. W tle Easains, Grey Corries i Nevis Range:



Na północ opada momentami eksponowana grańka Druim na Ciche, którą na zdjęciu ekspoloruje Mariusz, za plecami mając Brothers Ridge, ledwo dostrzegalny mikro szczycik Ciste Dhubh, oraz giganty Glen Affric Mam Sodhail i Carn Eige.



W porównaniu z dotychczasową trasą kolejny odcinek wygląda jak pastwisko (ten połogi fragment jedynym takim w całej dość dobrze zdefiniowanej grani). Widać dwa ostatnie munrosy, Druim Shionnach i Creag a'Mhaim.



Południowi sąsiedzi, piękne munrosy Gleouraich i Spidean Mialach:



Pastwiska ciąg dalszy. To dobra okazja żeby wspomnieć że ruch na grani był w obie strony jak na skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Alejami. Większość zaliczała całą grań, co jest opcją karkołomną przede wszystkim ze względu na konieczność powrotu szosą do punktu startowego (stąd nasze dawne kombinacje z rozbijaniem tego na dwa dni) bo razem to jest kobyła ok. 37 km, bez gwarancji złapania podwózki - i weź tu popylaj asfaltem 11 km prawie bez pobocza po przejściu siedmiu munrosów. Jeśli ekipa większa to rozwiązaniem są dwa samochody.



Zoom na Ciste Dhubh, maleńkiego ale bardzo charakternego munrosa, oraz Mam Sodhail i Carn Eige, najwyższe szczyty po tej stronie Great Glen.



Oraz zaskakująco niedoceniany a również wspaniały Sgurr nan Conbhairean. Lumpa po prawej to Carn Ghluasaid, który jakimś cudem jest klasyfikowany jak samodzielny munros.



Rzut oka wstecz na Aonach Air Chirth oraz grańkę Druim na Ciche:



Na wierzchołku Druim Shionnach, gdzie byliśmy już nieźle wytrzepani, głównie słońcem:



Oraz Gairich wyglądający spomiędzy Gleouraicha i Spideana Mialacha, z bonusowym Gulvainem najbardziej w lewo. Gairich to była nasza jak na razie jedyna wycieczka w ten rejon w pełnych warunkach zimowych, i lód sprawił że było emocjonująco:



Grań pomiędzy Druim Shionnach a Creag a'Mhaim nie ma już pastwiskowatego charakteru a pod wierzchołkiem tworzy nawet kolejną na tej trasie arête, tyle że miniaturową (znów, przy oblodzeniu można ją strawersować od południa). 



Odcinek pomiędzy dwoma ostatnimi munrosami w przeciwnym kierunku:



Na Creag a'Mhaim przyznaję że już miałam dość. Niestety zejście stamtąd najwygodniejszą opcją jest długie, a tą mniej wygodną podejrzewam że bardzo męczące. Teoretycznie ze szczytu można zejść na rympał do Cluanie Inn (nie wiem czy jest jakaś ścieżka, nie szukaliśmy jej) ale my poszliśmy zwykłym zejściem, tzn. najpierw zygzakującą stalkerską ścieżką, a potem przez ok. 7 km szutrową drogą.



Ten ostatni odcinek, pomimo pięknych widoków na Loch Shiel, był już dość ciężki.

Szczegółowa mapa całej siedmiomunrosowej trasy ze strony Walkhighlands pod tym >>LINKIEM<<. Info o trasie natomiast tu: >>LINK<<.

W Glen Shiel pozostały nam już tylko trzy munrosy Brothers Ridge, które planujemy na jesienny urlop. Ale gdzie jak gdzie alu tu na pewno będziemy regularnie wracać, podobnie jak do Glencoe, w Mamores, Benka czy na Daleką Północ.


środa, 16 maja 2018

 



Nr 213, Meall a'Chrasgaidh; nr 214, Sgurr nan Clach Geala; nr 215, Sgurr nan Each

Wymowa: (uzupełnić)

Znaczenie nazwy: hill of the crossing; peak of the white stones; peak of the horses (za Munromagic)

Wysokość: 934 m n.p.m.; 1093 m n.p.m.; 923 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 243.; 53.; 267.

Data wejścia: 12.5.18

 

Fannichsy nazywają sie tak od Loch Fannich. Ta piękna grupa górska liczy sobie dziewięć munrosów leżących w jednej poskręcanej jak Mississipi grani, tak że hardkorowcy mogą je trzasnąć na jeden raz. Zwykli ludzie rozbijają jednak grań na więcej wycieczek. Cztery najbardziej wschodnie munrosy przeszliśmy już parę lat temu, tym razem mieliśmy zaliczyć trzy środkowe.

Fannichsy są fantastycznie położone pomiędzy Inverness a Ullapool - to już ten rejon Szkocji że czuć Północ. Wszystkie są ponadto łatwo dostępne z dróg, nie ma nie wiadomo jak długiego podchodzenia ani konieczności nocowania w bothies. 

Trasę rozpoczyna się z parkingu leżącego po zachodniej stronie A832. Należy stamtąd przejść kilkadziesiąt metrów w kierunku na Inverness, do drogowskazu. Dalej drogą i na pierwszym rozwidleniu skręcić w lewo. Za mostem są dwie opcje - kontynuować wyraźną ścieżką (opcja krótsza ale będzie trzeba przechodzić przez rzekę) bądź w lewo błotnistym szlakiem wyjeżdżonym przez quady. Ten prowadzi do kolejnego mostku nie zaznaczonego na mapach a używanego przez quadowców. Opcja zalecana przy dużym stanie wody! Oba warianty wyprowadzają w dolinę utworzoną od lewej przez środkowe, a od prawej zachodnie Fannichsy.



Na pierwszego munrosa nie ma ścieżek i od nas tylko zależy kiedy zaczniemy się wbijać do góry. Myśmy kierowali się GPSem. Poniżej pięknie widać czym różni się typowe chodzenie po szkockich górach od chodzenia znakowanymi szlakami:



Z początku zbocze jest bardzo strome i można się tam serio umęczyć. Im bliżej kopuły szczytowej tym bardziej jednak teren się kładzie.

Zachodnie Fannichsy a konkretnie Sgurr Breac:



W panoramie rządzi An Teallach a zwłaszcza pinakle Corrag Bhuidhe oraz The Lord Berkeley's Seat pięknie widoczne poniżej. 



Strzelisty szczyt za Sgurr Breac to zaś wspaniały Fionn Bheinn z poprzedniej notki.



W panorami w kierunku południowym najładniej wygląda Cheescake, czyli Bidein a'Choire Sheasgaich. Umordowaliśmy się tam nieludzko w 2015, w kopnym śniegu.



Na Meall a'Chrasgaidh. Jest to jeden z mniej spektakularnym Fannichsów (zdjęcie z odległości będzie później) ale wchodzenie na niego jest wyjątkowo upierdliwe. Nie na podium ale w pierwszej dziesiątce.



Dalsza droga na Sgurr nan Clach Geala wiedzie po grani:



Po jej lewej stronie są piękne krzesanice. Ten munros ma najładniejszy kocioł w całych Fannichsach i uważam że również najwięcej charakteru, mimo że wysokościowo przegrywa z liderem Sgurr Morem.



Wierzchołek:



To małe to Sgurr nan Each, ładna mikra góra niestety całkowicie przytłoczona przez potężnego sąsiada.



Zapowiedziany widok na Meall a'Chrasgaidh. Totalny stóg siana. Dalej widać szczyty i szczyciki Dalekiej Północy:



Grań od drugiej strony a w lewej górnej części zdjęcia Beinn Dearg. Po prawej jeszcze przez nas nie zdeptany Am Faogahach.



Po prawej oczywiście An Teallach a jezioro obok to Loch na Sealga.



Na wierzchołku:



Podziwiając Sgurr Mora. On tylko z tej strony jest taki obły, z drugiej również posiada fajny kocioł, acz z tego co pamiętam nie robiący takiego wrażenia jak ten opadający ze Sgurr nan Clach Geala.



Sgurr Breac i a'Chailleach, a za nimi Slioch:



Sfotografowaliśmy jednego z tych dzików dla których ogarnięcie całej grani Fannaichs na raz jest wykonalne. Gość na większości odcinków biegł, nie miał żadnego plecaka, wody, totalny light & fast. 



Sgurr nan Each wydaje się tak maleńki przy swym sąsiedzie że trudno uwierzyć w jego status munro. Ich miejsca na munro-liście to odzwierciedlają: Sgurr nan Clach Geala jest pięćdziesiąty trzeci, Sgurr nan Each dwieście sześćdziesiąty siódmy. Z Fionn Bheinna wydawało się że Sgurr nan Each to nie tyle samodzielna góra ile wybrzuszenie w grani. 



Rzut oka na Sgurr nan Clach Geala. Przełęcz z tej strony jest bardzo głęboka ale na ostatniego munrosa już tylko kawałek. Tamtemu biegaczowi wystarczyło może z 15 min od jednego munro do drugiego :)



Dwa najbardziej dramatyczne szczyty Fannaichsów, czyli Sgurr nan Clach Geala i Sgurr Mor. Ten drugi jest o 17 metrów wyższy.



Szczytowe ze Sgurr nan Each z widokiem na Loch Fannich. Tam właśnie zdałam sobie sprawę że z żadnego dziesiejszego wierzchołka nie zdołałam wypatrzeć Ben Nevisa - doszliśmy do wniosku że musiały go zasłaniać munrosy znane jako Strathfarrar Four - to te cztery prominentne góry kawałek w lewo od mojego kolana.



Ze Sgurr nan Each zeszliśmy w dolinę pomiędzy centralną a zachodnią odnogą grani Fannaichs. Teren typowy, podmokły, w inną pogodę zapewne trudny do pokonania suchą nogą. Niżej pojawia się ścieżka - tym razem nie szliśmy przez wariant dla quadów lecz znaleźliśmy miejsce gdzie dało się przekroczyć rzekę bez większej gimnastyki. Ta opcja jest nieco - może o jakiś kilometr? - krótsza. 

Trasa liczy sobie 18 km jest więc jaki na highlandzkie warunki przeciętnej długości. Popracować trzeba głównie na pierwszym podejściu. 


wtorek, 15 maja 2018

 

Nr 212, Fionn Bheinn

Wymowa: fion-wen

Znaczenie nazwy: white hill (za Munromagic)

Wysokość: 933 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 246.

Data wejścia: 11.5.18

 

Chcąc z Inverness dojechać do Kinlochewe i Torridonu, zaraz za Garve musimy skręcić z A835 w A832. Jedną z miejscowości (mini-mikro miejscowości) na tej trasie jest Achnasheen, samo w sobie warte wzmianki jedynie o tyle, że można tam skręcić do lokalnej metropolii Lochcarron. Kiedy przejeżdżamy przez Achnasheen, połogie zbocze po północnej stronie drogi to właśnie Fionn Bheinn. 



Cameron McNeish twierdzi iż jedynym interesującym faktem odnośnie tego munro jest wymienienie go w przepowiedni Brahana Seera. Brahan Seer aka Kenneth McKenzie żył w Highlandzie w XVII wieku i był jakoby wieszczem, chociaż mnie się raczej wydaje że żarł grzyby, albowiem przepowiednia która nas interesuje brzmi :

"The day will come when a raven, attired in plait and bonnet, will drink his fill of human blood on Fionn-bheinn, three times a day, for three successive days".

Czyli: dzień nadejdzie, gdy kruk z warkoczem i w czepku będzie pił ludzką krew na Fionn-bheinnie, trzy razy dziennie przez trzy dni z rzędu. Grzyby i bad trip jak nic. 

W Achnasheen można zostawić samochód na parkingu koło opuszczonej stacji benzynowej, gdzie też spotkaliśmy miejscowych:



Należy stamtąd przejść na drugą stronę szosy, przekroczyć strumień po mostku i koło budki telefonicznej (tak mówi Walkhighlands >>LINK<< i mapa choć ja szczerze mówiąc żadnej budki nie pamiętam) kontynuować w stronę zboczy szeroką wyjeżdżoną drogą (zaraz na początku jest brama). 

Poniżej korbet Sgurr a'Mhuillin, całe 879 m n.p.m.:



Widok na zasadniczo całe Achnasheen. Może są gdzieś tam jeszcze jakieś domy, ale generalnie to taki bardziej przysiółek niż faktycznie miejscowość.



Drogą wzdłuż strumienia pniemy się łagodnymi zboczami, aż po prawej nie odsłoni się kopa szczytowa. Należy wówczas skręcić w prawo i kontynuować już wg uznania, bo ścieżki/ścieżek nie ma. Przy dobrej widoczności nie powinno to sprawiać problemów nawigayjnych bo teren jest wizualnie dość oczywisty. We mgle bez GPSa zdecydowanie nie polecam.

Dość szybko zaczynają być widoczne bliskie szczyty Torridonu, Liathach i Beinn Eighe:



An Teallach pod nieoczywistym kątem:



Niestety tym razem nie wstawiam fotki szczytowej ponieważ moje dwa zdjęcia z wierzchołka są totalnie nieostre. Jest tam w każdym razie trianguł.

Fionn Bheinn może i jest kopą, kapustą et caetera ale szczerze mówiąc to samo można powiedzieć o bardzo wielu munrosach, zwłaszcza na wschodzie. A z wielu tych wschodnich kapust widok jest jedynie na inne kapusty. Fionn Bheinn jest natomiast położony tak rewelacyjnie, że tuż obok mamy torridońskie olbrzymy, Sliocha, Fisherfield Six, piękną grupę The Fannichs, po drugiej stronie szosy Moruisg, nieco dalej Ben Wyvisa, Strathfarrar Four, oraz munrosy nad Loch Monar i Loch Mullardoch. To wspaniały punkt widokowy i naprawdę szkoda że dzień był taki szary i nie było zbyt fotogenicznie. 



Slioch i Lochan Fada:

Slioch solo - góra fotogeniczna i majestatyczna z każdej strony:



Fragment The Fannichs i zarazem część trasy planowanej na kolejny dzień. Munro po prawej to najwyższy z Fannichsów, Sgurr Mor, na którym już byliśmy. Po lewej znajdują się Sgurr nan Clach Geala i mały Sgurr nan Each o których (i jeszcze jednym) będzie w kolejnej notce.



Na wierzchołku siedzieliśmy bardzo krótko ze względu na trudny do zniesienia wiatr. Zejście wypadło innym ramieniem góry i tam już ścieżka była. Początkowo szliśmy wzdłuż kotła - choć nieprzesadnie spektakularny, jest jedynym rysem Fionn Bheinna o którym można powiedzieć że ma jakiś charakter:



Dość szybko należy skręcić w prawo i kierować na zieloną plantację iglaków przez którą na przestrzał biegnie scieżka. Znów, w jasny nie mglisty dzień nie powinno być najmniejszego problemu, jako że Achnasheen leży pod nami jak na talerzu. Cała pętla to 12 km z czego ostatni idzie się już po szosie.



Kruka nie spotkaliśmy choć go wypatrywałam. Zapewne już dawno zrezygnował, gdyż Fionn Bheinn nie jest bynajmniej górą obleganą i jakkolwiek może od biedy znalazły by się trzy dni z rzędu kiedy jest odwiedzany przez baggerów - ale na pewno nie trzy razy dziennie. Kruk po prostu nie zdzierżył.

 

piątek, 04 maja 2018

 

Nr 211, Ben Wyvis

Wymowa: ben ływis

Znaczenie nazwy: terrible hill albo awesome hill (Munromagic, Walkhighlands)

Wysokość: 1046 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 85.

Data wejścia: 29.4.18

 

Ben Wyvis leży w Easter Ross, dominując nad nizinnymi rejonami Moray Firth i Black Isle. Widać to szczególnie kiedy jedzie się A9 do Inverness i jego potężna bryła zamyka horyzont. Na wschód od Ben Wyvisa nie ma już żadnych munrosów, na północy (jeśli rozumieć to jako "na północy w linii z grubsza prostej") najbliższymi munrosami będą Ben More Assysnt i Ben Klibreck. Za sąsiadów należy wobec tego uznać położone na północnym zachodzie The Fannaichs oraz Beinn Dearg munros. 

Start z parkingu przy drodze A835 niedaleko Garve. Parking jest oznaczony jako "Ben Wyvis car park" a więc idiotproof. Wybiega stamtąd fantastycznie utrzymana ścieżka, wytrasowana tak by ominąć bagna, która prowadzi na sam wierzchołek munrosa więc o ile nie ma głębokiego śniegu na tej trasie nie ma prawa być problemów nawigacyjnych.

Ben Wyvis z podejścia wygląda jak wyrzucony na brzeg wieloryb. Kopa z prawej to An Cabar i tamtędy idzie trasa.



An Cabar - można wypatrzeć ścieżkę:

Z podejścia na An Cabar doskonale widać kontynuację A835, biegnącą pomiędzy grupą The Fannaichs a grupą Beinn Dearga. Poniżej fragment The Fannaichs, w kadrze zmieściły się cztery z widocznych pięciu munrosów ( w grupie jest ich dziewięć).



Loch Glascarnoch oraz An Teallach:



Dalej na zachód widoczny był także Slioch, góry Torridonu, oraz górski bajzel pomiędzy Glen Torridon a Glen Affric, czyli to największe zaglębie munrosów i jedno z największych pustkowi w Szkocji.



Jeszcze raz Loch Glasgarnoch, tym razem z widoczną tamą oraz zajazdem Altguish Inn:



Na poniższym zdjęciu rozpoznaję Liathach, "tył" Beinn Eighe oraz Beinn Alligin. Widać też fragment Loch Maree i ośnieżony wierzchołek Sliocha.



Wspinaczka na An Cabar - wszystkiego 2 km -  jest dość żmudna, kilkakrotnie mylnie wydaje się że zaraz osiągniemy wypłaszczenie.



Poniżej punkt z którego będzie już łatwo. Za An Cabar zaczyna się Glas Leathad Mor, bardzo lekko wznoszący się grzbiet wyprowadzający na wierzchołek, długi na niecałe 3 km.



Widoczność w stronę Inverness była kiepska, miasto ledwo było widać i zdjęcia robione w tamtym kierunku wyszły słabo. Góry natomiast wyglądały wspaniale chociaż poniżej Torridonu ciężko było rozpoznać poszczególne szczyty.



Glas Leatchad Mor pokonaliśmy ekspresowo, nachylenie jest tam minimalne:



Część Highlandu o której napisałam że ciężko rozpoznać co jest co: to po prostu za duże zatrzęsienie wierzchołków, a nie są one tak charakterystyczne jak Black Cuillins, Five Sisters w Glen Shiel czy Sgurr na Ciche. Z daleka raczej obłe, choć przy bliższym poznaniu okazuje się że część z nich ma spory charakter. 



Na wierzchołku:



Poniżej można wypatrzeć sylwetki-widma Ben Hope'a, Ben Loyala oraz Ben Klibrecka.



Powrót oczywiście po własnych śladach.



Trasa liczy sobie ok. 7 km, z jedynie czego dwukilometrowy odcinek na An Cabar może zmęczyć. Ścieżka jest fantastyczna i utrzymana tak jak w bardzo niewielu miejscach w Highlandzie (przychodzi do głowy Ben Lawers no i oczywiście Pony Track). Widoki są spektakularne ze względu an wyizolowane położenie Ben Wyvisa chociaż ja osobiście preferuję być "w centrum zamieszania". Last but not least, ze względu na bliskość drogi i parking komplikacji logistycznych po prostu nie ma. Gdybym mieszkała w Inverness miałabym tę górę pozaliczaną we wszystkich porach roku. 



poniedziałek, 19 marca 2018

 

 

Nr 210, Stob Ban

Wymowa: stob ban

Znaczenie nazwy: white peak (zaWalkhighlands)

Wysokość: 977 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 178.

Data wejścia: 18.3.18

 

Stob Ban jest częścią grupy The Grey Corries acz jako jedyny z ichniejszych munrosów nie leży w głównej grani, jest też znacznie niższy niż pozostałe i przechodzenie go razem z resztą grupy może być dla baggera o przeciętnych możliwościach nieco problematyczne, gdyż znacznie wydłuża i tak już konkretną trasę. Stąd właśnie weszliśmy na niego wczoraj choć na Grey Corries byliśmy w 2016 roku: >LINK<.

W Spean Bridge należy skręcić w drogę prowadzącą do Coirechoille Farm. Za farmą można jeszcze kawałek podjechać i zostawić samochód w zatoczce za drugą z bram dla bydła. Stamtąd, ignorując ostry skręt w prawo, kontynuujemy główną odnogą drogi która będzie wkrótce wkraczać w dolinę obramowaną przez The Grey Corries od Zachodu a korbety Cruach Innse i Sgurr Insse od Wschodu. Odcinek doliną to ok 7 km, bardzo łagodnie wznoszącym się terenem (zyskujemy ok. 220 metrów wysokości). Poniżej munro Stob Choire Claurigh, którego z początku wzięliśmy za Stob Bana i perspektywa podchodzenia nieco nas zdetonowała:



Kiedy dochodzimy do Lairig Leacach bothy warto zrobić przerwę, bo od tego momentu już będzie do góry. Bothy jest maleńkie, wyposażone w piętrowe prycze gdzie mogłoby się ścisnąć myślę osiem osób. Jest też całkiem ciepłe dzięki grubym ścianom. Można wpisać się do zeszytu albo podpisać na drewnie pryczy jak większość. 

Za bothy jest już podnóże Stob Bana. To bardzo ładna mała góra. Choć w sąsiedztwie swoich braci Grey Corries oraz bliźniaczych munro The Easains po drugiej stronie wydaje się mikra, ma ładny trójkątny wierzchołek i jest szalenie fotogeniczna. Jak widać najpierw należy podejść na garb, za którym teren się wypłaszcza by wkrótce znów spiętrzyć w bryłę szczytu właściwego.



Raki założylismy wkrótce po wyjściu z bothy, śnieg był idealny - lekko zmrożony, nie przepadający.



Uwielbiam zimę w górach i zimowe zdjęcia, stąd tak duża ich liczba przy stosunkowo niedługim wpisie. Tegoroczna zima jest w Szkocji jak na lokalne warunki sroga i wyjątkowo długa, stąd udało się załapać na takie warunki - przeważnie o tej porze (pomijając Cairngormsy czy północną Ben Nevisa) jest już mocno wiosennie.



Stob Ban z garbu - eleganckie linie charakterystyczne dla The Grey Corries i sąsiednich The Mamores. W lecie wierzchołek jest (z tego co pamiętam z wycieczki w Corries) pokryty szarymi kamiennymi osypiskami.



Spotkaliśmy około 10 osób, w tym trzech szybkich Billów w kaskach którzy jako jedyni poszli gdzieś dalej, na logikę na Corries chociaż kto ich tam wie, odkąd na Walkhighalds widziałam relację gościa który jednego dnia zaliczył osiem munrosów które my przechodziliśmy na cztery razy, spodziewam się wszystkiego.



Szłoby się świetnie gdyby nie wiało. Przy co silniejszych podmuchach nie byłam w stanie iść.



Fragment The Grey Corries:



Dzięki temu że szło z nami sporo luda (jak na lokalne warunki) mamy zdjęcia takie jak lubię najbardziej, gdzie widać proporcje człowieka i góry. 



Poniżej widać dwa Pasterze Glencoe, Buachaille Etive Mor oraz Buachaille Etive Beag. Bryła pomiędzy nimi to chyba Ben Starav.



Ostatnie podejście, to na trójkąt wierzchołka, jest dość strome i daje popalić. Dlatego ukryta pod śniegiem ścieżka biegnie zygzakami.



Tu dobrze widać The Easains, munrosy graniczne: na wschód od nich kończą się charakterystyczne dla West Highlands góry o lekkich subtelnych liniach i małych wierzchołkach a zaczynają się już takie w typie bardziej naleśnikowym (choć nie znaczy to że nudne i nie trzeba ich brać serio, vide m. in. nie zdeptana jeszcze przez nas grupa Aldera):



Brawurowy atak szczytowy ;)



Rzut oka na The Mamores. Żal że w tej grupie już wszystko mamy porobione, ale to jeden z tych kilku rejonów gdzie zdecydowanie warto będzie wracać po odhaczeniu wszystkich munrosów.



Zdjęcie z wierzchołka. Wiało tak że ewakuwowaliśmy sie po góra trzech minutach.



Powrót rzecz jasna tą samą trasą, ze wsparciem grawitacji wypadł zaskakująco szybko ;) Bez raków można było tu dobrze pojechać, zwłaszcza pod wierzchołkiem.



Plusem tego upierdliwego wiatru była konieczność założenia gogli, dzięki której mogło powstać np. takie zdjęcie:



Schowanie raków i czekanów, krótki postój w bothy, i można było rozpocząć siedmiokilometrowy powrót, który razem z dziewięciokilometrową resztą czuję dzisiaj w całym ciele.



Ostatni widok na Stob Bana, jakże inny niż poranny:



Jak łatwo obliczyć trasa miała 18 km.

Jestem bardzo zadowolona że tego munrosa udało się zdobyć w stuprocentowo zimowych warunkach, co dodało pieprzu wycieczce która poza tym ani długa, ani specjalnie ciężka nie była. Stob Ban to maleństwo które znajduje się na piątym od końca miejscu munro-listy, a dostarczył nam bardzo przyjemnych wrażeń. Szybkobiegaczom polecam rozważyć połączenie go z resztą The Grey Corries (granią można przejść na Stob Choire Claurigh).


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35