statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Glen Shiel: The Brothers Ridge

 

Nr 230, Aonach Meadhoin; nr 231, Sgurr a'Bhealaich Dheirg; nr 232, Saileag

Wymowa: unah mian; skur a bialah djerik; salak

Znaczenie nazwy: middle ridge; rocky peak of the red pass; little hill (za MunroMagic)

Wysokość: 1001 m n.p.m.; 1036 m n.p.m.; 956 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 135.; 96.; 205.

Data wejścia: 25.9.18

 

Braćmi nazywane są trzy munrosy w północnej grani Glen Shiel, w opozycji do leżących w tej samej grani bardziej znanych i bardziej kształtnych Sióstr. Miały to być nasze ostatnie już munrosy w tej dolinie co oznacza że raczej nie będziemy tu wracać dopóki nie skompletujemy wszystkich, za to później... Obok Glencoe, Cuilinów i The Mamores tu będziemy jeszcze wielokrotnie coś ogarniać. Kapusty będą mogły za to się cmoknąć.

Zaparkowaliśmy tak żeby do samochodu zejść i przetuptaliśmy te kilka kilometrów szosą do punktu startowego na wysokości Cluanie Inn. Ścieżka z początku jest wyraźna, później to już nie ma wielkiego znaczenia. To, co podczas podchodzenia wydaje się być szczytem munrosa to jedynie liczący sobie 843m n.p.m. przedwierzchołek - o ile ostatnie partie podejścia nań są dość strome, po jego osiągnięciu teren się wypłaszcza i przede wszystkim wreszcie pokazuje się nasz pierwszy munro.

Pogodę mieliśmy zdecydowanie jesienną: zimno, mokro i ciągłe ryzyko że chmury przykryją nas na amen, toteż pstrykaliśmy jak najwięcej zdjęć póki było coś widać. Poniżej Loch Cluanie i Cluanie Inn:



Momentami dzięki dziurom w chmurach robiło się bardzo fotogenicznie. Kompozycja pt. randomowy kopczyk oraz munro Ciste Dubh: 



Południowa grań Glen Shiel:



Spektakl dawany przez chmury i światło był momentami nawet bardziej dekoracyjny niż gdybyśmy mieli pełne słońce, ale przyjemność estetyczną psuła świadomość iż w każdej chwili może się on skończyć.



Grań wyprowadzająca na Aonach Meadhoin z okolic wspomnianego przedwierzchołka. Szczyt właściwy po lewej:



Na pierwszym planie korbet Am Bathach, a dalej munrosy Mullach Fraoch-choire i A'Chralaig:



Po raz kolejny grań południowa, gdzie światło po prostu szalało:



Oraz Ciste Dubh inkrustowany tęczą.



Na wierzchołku Aonach Meadhoin, munrosa numer 230. Tu zrobiliśmy szybkie zdjęcia po czym trzeba było lecieć dalej, jako że trasę rozpoczęliśmy nieprzyzoicie późno to jest w południe (urlop ma swoje prawa).



Droga na Sgurr a'Bhealaich Dheirg (można dostrzec kopiec szczytowy). Trzeci brat jest całkowicie schowany a to co widać na dalszym planie to już Siostry: Sgurr nan Spainteach i Sgurr na Ciste Duibhe.



Grań pomiędzy pierwszym a drugim munro jest przepięknie zdefiniowana i wąska (czego zdjęcia o tyle nie oddają że nachylenie stoków po obu stronach to zaledwie około 30 stopni, więc koło lufy to nawet nie stało), to bardzo piękny kawałek trasy i dokładnie to czego Glen Shiel ma pod dostatkiem.



Gdzieś na tym odcinku pogoda faktycznie się spieprzyła i mało brakowało a przegapilibyśmy wierzchołek Sgurr a'Bhealaich Dheirg - leży on u zarania pobocznej grani (bardzo zresztą ładnej), kilkadziesiąt metrów od głównej. Zdecydowanie jest to jeden z ładniejszych wierzchołków munrosów:



Kiedy zaczęliśmy marsz w kierunku Saileag pogoda wciąż nie rokowała, ale na zdjęciach coś jednak widać. Na tym odcinku grań również jest bardzo ładna a w pewnym momencie całkiem serio się zwęża (co widać poniżej), i te kilka kroków po mokrych śliskich skałach trzeba było robić dość uważnie.



Saileag to najniższy z braci, obiektywnie ładna góra ale dużo traci sąsiadując z dużo wyższymi i kształtniejszymi Siostrami.



Gdzy osiągnęliśmy wierzchołek było już naprawdę późno i trzeba było szybko lecieć w dół żeby ciemności nie zastały nas zanim znajdziemy ścieżkę zejściową.



Ostatni rzut oka na Sgurr a'Bhealaich Dheirg:



Z Saileag szeroką granią zeszliśmy na przełęcz skąd zbiegała ścieżka prosto na parking gdzie zostawiliśmy samochód. Zejście, choć relatywnie krótkie, okazało się o tyle problematyczne iż było dosyć ślisko a w pewnym momencie faktycznie zapadł zmrok i trzeba było wyjąć czołówki, co nie ułatwiało szybkiego schodzenia. Na szczęście ścieżka wytyczona jest dość inteligentnie, w najstromszych miejscach zygzakuje. Udało się dotrzeć do samochodu bez strat własnych większych niż stłuczona kostka.

Bracia mnie nie zawiedli, munrosy były niekapuściane, dużo marszu po ładnej grani: dokładnie tego spodziewałam się po Glen Shiel. Ta trasa musi być niesamowita w zimie!

Mapka z Walkhighlands: >>LINK<<

Opis z Walkhighlands (od drugiej strony): >>LINK<<

poniedziałek, 01 października 2018, connspeach

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: piomic, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2018/10/07 22:34:46
Przezajebistość, drodzy moi, czysta przezajebistość. Nie ma leszcza - za rok montuję szkocką jesień.
-
2018/10/10 21:59:21
Piomic, wbijaj do nas i jedziemy razem.