statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Stob Ban

 

 

Nr 210, Stob Ban

Wymowa: stob ban

Znaczenie nazwy: white peak (zaWalkhighlands)

Wysokość: 977 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 178.

Data wejścia: 18.3.18

 

Stob Ban jest częścią grupy The Grey Corries acz jako jedyny z ichniejszych munrosów nie leży w głównej grani, jest też znacznie niższy niż pozostałe i przechodzenie go razem z resztą grupy może być dla baggera o przeciętnych możliwościach nieco problematyczne, gdyż znacznie wydłuża i tak już konkretną trasę. Stąd właśnie weszliśmy na niego wczoraj choć na Grey Corries byliśmy w 2016 roku: >LINK<.

W Spean Bridge należy skręcić w drogę prowadzącą do Coirechoille Farm. Za farmą można jeszcze kawałek podjechać i zostawić samochód w zatoczce za drugą z bram dla bydła. Stamtąd, ignorując ostry skręt w prawo, kontynuujemy główną odnogą drogi która będzie wkrótce wkraczać w dolinę obramowaną przez The Grey Corries od Zachodu a korbety Cruach Innse i Sgurr Insse od Wschodu. Odcinek doliną to ok 7 km, bardzo łagodnie wznoszącym się terenem (zyskujemy ok. 220 metrów wysokości). Poniżej munro Stob Choire Claurigh, którego z początku wzięliśmy za Stob Bana i perspektywa podchodzenia nieco nas zdetonowała:



Kiedy dochodzimy do Lairig Leacach bothy warto zrobić przerwę, bo od tego momentu już będzie do góry. Bothy jest maleńkie, wyposażone w piętrowe prycze gdzie mogłoby się ścisnąć myślę osiem osób. Jest też całkiem ciepłe dzięki grubym ścianom. Można wpisać się do zeszytu albo podpisać na drewnie pryczy jak większość. 

Za bothy jest już podnóże Stob Bana. To bardzo ładna mała góra. Choć w sąsiedztwie swoich braci Grey Corries oraz bliźniaczych munro The Easains po drugiej stronie wydaje się mikra, ma ładny trójkątny wierzchołek i jest szalenie fotogeniczna. Jak widać najpierw należy podejść na garb, za którym teren się wypłaszcza by wkrótce znów spiętrzyć w bryłę szczytu właściwego.



Raki założylismy wkrótce po wyjściu z bothy, śnieg był idealny - lekko zmrożony, nie przepadający.



Uwielbiam zimę w górach i zimowe zdjęcia, stąd tak duża ich liczba przy stosunkowo niedługim wpisie. Tegoroczna zima jest w Szkocji jak na lokalne warunki sroga i wyjątkowo długa, stąd udało się załapać na takie warunki - przeważnie o tej porze (pomijając Cairngormsy czy północną Ben Nevisa) jest już mocno wiosennie.



Stob Ban z garbu - eleganckie linie charakterystyczne dla The Grey Corries i sąsiednich The Mamores. W lecie wierzchołek jest (z tego co pamiętam z wycieczki w Corries) pokryty szarymi kamiennymi osypiskami.



Spotkaliśmy około 10 osób, w tym trzech szybkich Billów w kaskach którzy jako jedyni poszli gdzieś dalej, na logikę na Corries chociaż kto ich tam wie, odkąd na Walkhighalds widziałam relację gościa który jednego dnia zaliczył osiem munrosów które my przechodziliśmy na cztery razy, spodziewam się wszystkiego.



Szłoby się świetnie gdyby nie wiało. Przy co silniejszych podmuchach nie byłam w stanie iść.



Fragment The Grey Corries:



Dzięki temu że szło z nami sporo luda (jak na lokalne warunki) mamy zdjęcia takie jak lubię najbardziej, gdzie widać proporcje człowieka i góry. 



Poniżej widać dwa Pasterze Glencoe, Buachaille Etive Mor oraz Buachaille Etive Beag. Bryła pomiędzy nimi to chyba Ben Starav.



Ostatnie podejście, to na trójkąt wierzchołka, jest dość strome i daje popalić. Dlatego ukryta pod śniegiem ścieżka biegnie zygzakami.



Tu dobrze widać The Easains, munrosy graniczne: na wschód od nich kończą się charakterystyczne dla West Highlands góry o lekkich subtelnych liniach i małych wierzchołkach a zaczynają się już takie w typie bardziej naleśnikowym (choć nie znaczy to że nudne i nie trzeba ich brać serio, vide m. in. nie zdeptana jeszcze przez nas grupa Aldera):



Brawurowy atak szczytowy ;)



Rzut oka na The Mamores. Żal że w tej grupie już wszystko mamy porobione, ale to jeden z tych kilku rejonów gdzie zdecydowanie warto będzie wracać po odhaczeniu wszystkich munrosów.



Zdjęcie z wierzchołka. Wiało tak że ewakuwowaliśmy sie po góra trzech minutach.



Powrót rzecz jasna tą samą trasą, ze wsparciem grawitacji wypadł zaskakująco szybko ;) Bez raków można było tu dobrze pojechać, zwłaszcza pod wierzchołkiem.



Plusem tego upierdliwego wiatru była konieczność założenia gogli, dzięki której mogło powstać np. takie zdjęcie:



Schowanie raków i czekanów, krótki postój w bothy, i można było rozpocząć siedmiokilometrowy powrót, który razem z dziewięciokilometrową resztą czuję dzisiaj w całym ciele.



Ostatni widok na Stob Bana, jakże inny niż poranny:



Jak łatwo obliczyć trasa miała 18 km.

Jestem bardzo zadowolona że tego munrosa udało się zdobyć w stuprocentowo zimowych warunkach, co dodało pieprzu wycieczce która poza tym ani długa, ani specjalnie ciężka nie była. Stob Ban to maleństwo które znajduje się na piątym od końca miejscu munro-listy, a dostarczył nam bardzo przyjemnych wrażeń. Szybkobiegaczom polecam rozważyć połączenie go z resztą The Grey Corries (granią można przejść na Stob Choire Claurigh).


poniedziałek, 19 marca 2018, connspeach

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: piomic, *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2018/03/27 20:37:37
Fajna zima i bardzo sympatyczna "popierdółka" z końca listy. W Tatrach w tym roku wreszcie zima jak przed laty, śnieg po pachy, drogowskazy na poziomie cholewki to i u Was trochę dosypało.
-
2018/04/03 00:08:43
Cześć Piomic, pozdro! :) zima to akurat się nie chce skończyć. Ale pochwalę Ci się że po wielu staraniach zmieniam w końcu pracodawcę na NHS :) Pomijając inne korzyści, co drugi weekend będzie wolny - szaleństwo :D Aby do maja :)