statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Beinn a'Chlachair, Geal Charn & Creag Pitridh

 

 

Nr 207, Beinn a'Chlachair; nr 208, Geal Charn; nr 209, Creag Pitridh

Wymowa: ben ahlahar; gal harn; kreg pitri

Znaczenie nazwy: hill of the stonemason; white peak; Petrie's crag (za MunroMagic)

Wysokość: 1087 m n.p.m.; 1049 m n.p.m.; 924 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 56.; 81.; 264.

Data wejścia: 2.9.17

 

Na te trzy munrosy startuje się z Glean Spean, z parkingu przy trasie A86 położonego dokładnie pomiędzy dwiema częściami Loch Laggan. Części te łączy rzeka Laggan którą przekraczamy po moście, by zaraz za nim napotkać rozstaje, gdzie musimy skręcić maksymalnie w lewo (podkreślam bo z mapy wynika że tam schodzą się trzy drogi, ja pamiętam dwie). Więcej wyzwań nawigacyjnych nie będzie, dobra droga prowadzi przez całą płaską część, dopiero kiedy musimy zacząć się wspinać trzeba porzucić ścieżkę. Beinn a'Chalchair prezentuje się tak (zdjęcie z powrotu, bo rano było szaro i niefotogenicznie):



Wchodzi się lewym, łagodniejszym ramieniem góry, i też nie na przełaj, tylko od jego lewej strony - tak jest najmniej męcząco a na tej trasie katować bez potrzeby się nie warto, ponieważ liczy sobie ona 26 km. Ścieżki nie ma bo teren nie wymusza, i początek włażenia był dość nieprzyjemny gdyż wytracaliśmy sporo energii zapadając się w miękkie podłoże.

Poniżej po prawej Geal Charn a wyprztyk po lewej to Creag Pitridh. Jest to wbrew pozorom przyjemna górka, tylko ma pecha być jednym z niższych munrosów i leżeć pośród znacznie wyższych sąsiadów, co redukuje ją wizualnie do przedwierzchołka a nie suwerennego szczytu.



Im dalej wspinaliśmy się na pierwszego munrosa tym bardziej suche robiło się podłoże i końcówka była już bardzo przyjemna. Finałowy kocioł musi być bardzo malowniczy zimą.



Zbliżenie na Geal Charn (właściwy wierzchołek to ten z lewej):



Finałowe podejście z Beinn a'Chlachair:



I jeszcze raz, wierzchołek. Beinn a'Chlachair nie należy może do czołówki najbardziej spektakularnych munrosów ale to jednak jest niezły kawał góry, tak wzdłuż jak i wszerz.



Na wierzchołku:



Po lewej Chno Dearg, a w centrum bliźniacze szczyty the Easains - wszystko zaliczone.



Panorama Glencoe: Buachaille Etive Mor, Buachaille Etive Beag, Bidean nam Bian, Aonach Eagach, a ten ostatni to już the Mamores, chociaż nie jestem pewna czy Am Bodach czy Binnein Mor:



Po prawej ładnie i z detalami widać grań Aonach Eagach na którą trzeba będzie się w końcu wybrać po raz trzeci:



Poniżej zaś dalsza droga na Geal Charn. Ładnych parę kilometrów i głęboka przełęcz w pakiecie. 



Na poniższym zdjęciu rozpoznaję Gulvaina, Sgurr na Ciche, Garbh Chioch Mhor, Sgurr nan Coireachan i Sgurr Mor. 



Podejście na Geal Charn ze wspomnianej głębokiej przełęczy wydało mi się dużo mniej problematyczne niż się zapowiadało, albo byłam już bardzo rozchodzona. Poniżej Creag Pitridh z podejścia. Ta góra naprawdę nie ma szczęścia. A przecież jest wyższa niż budzący szacunek, tatrzański w kształtach Sgurr nan Gillean na Skye, w porównaniu z którym jej więksi sąsiedzi to plaskacze. Pewnie zresztą tak się pociesza.



Wierzchołka Geal Charn nie sposób przegapić! 



Kiedy staliśmy na szczycie pogoda była już piękna. Wydawało mi się że na dalekim planie rozpoznaję grupę Beinn Dearga koło Ullapool (acz pokroić się nie dam). Bardziej na wschód było widać Ben Wyvisa, a dalej Cairngormsy, Drumochtery, Schiechalliona, grupę Lawersa, zaraz obok nas kolosy z grupy Aldera, dalej (ale wciąż bardzo blisko) Beinn na Lap z poprzedniej wycieczki, a za nim Glencoe, the Mamores, Grey Corries, Ben Nevis i Aonachs, oraz munrosy rejonu Glenfinnan i Loch Arkaig. Wspaniały punkt widokowy i tylko szkoda że nie dało się tego wszystkiego oddać na zdjęciach!

A Creag Pitridh tkwi ponuro gdzieś w dole i zawija:



Na drugim planie Beinn a'Chlachair:



Kolejno: Easains, Grey Corries i obowiązkowo The Ben.



A tu moja najpiękniejsza góra, Bidean nam Bian:



Już więcej nie będę się znęcać nad Creag Pitridh poza tym iż powiem że owszem, wchodzi się na niego ekspresowo. Końcowe podejście jest jednak dość strome a wierzchołek, choć do turni mu daleko, jest stosunkowo dobrze zdefiniowany (na pewno nie jest to płaskowyż). Kiedy można oddać sprawiedliwość, należy to zrobić.



No i jest to jedyny z tych trzech munrosów z którego otwiera się widok na urocze Lochan na h-Earba.



Schodzimy bez ścieżki (oprócz drogi w dolinie na tej trasie nigdzie nie ma ścieżek) wychodząc kawałek za miejscem gdzie rano rozpoczęliśmy pierwsze podchodzenie do góry na ramię Beinn a'Chlachaira. Warunki pogodowe sprawiły że powrót wypadł znacznie bardziej malowniczo.



Trasa nie jest jakaś ekstremalnie ciężka (nie ma porównania do liczącej jedynie dwa kilometry więcej masakry nad Loch Mullardoch) ale jak wspomniałam jest to jednak 26 km. W razie czego Beinn a'Chlachair można zdeptać osobno. Myślę że ze względu na malowniczość te trzy munrosy to opcja nie tylko dla baggerów! 

 

środa, 06 września 2017, connspeach

Polecane wpisy