statystyka



Blog > Komentarze do wpisu

Geal Charn



Nr 202, Geal Charn

Wymowa: gel karn 

Znaczenie nazwy: white hill (za MunroMagic)

Wysokość: 926m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 260.

Data wejścia: 21.1.17

 

Geal Charn leży w grupie Monadliath, należącej do płaskowyży na wschód od Great Glen. Monadliath, płaskowyż Mounth, Drumochtery - to wszystko jedna rozległa naleśnikowata rodzina flankująca od zachodu i południa również naleśnikowate, ale imponujące i monumentalne Cairngormsy. Dni jednak są wciąż krótkie więc szukamy po prostu munrosów które można urwać podczas jednodniowej wycieczki, niekoniecznie wstając o czwartej rano.

Na Geal Charn idzie się z parkingu przy starym moście w Garva Bridge w środku niczego. Jadąc od południa, za Dalwhinnie należy skręcić w A899, a potem na metropolię Laggan (nie mylić z Kinloch Laggan) i dalej w single track road aż do punktu startowego.

Geal Charn i prawie całą drogę wejściową widać z początku trasy, chowa się jedynie płaski odcinek już w rejonie samego wierzchołka.

Droga z początku idzie bardzo łagodnie wznoszącym się terenem. Normalnie musi tu być typowe highlandzkie bagno ale nam się upiekło jako że błota były w większości pozamarzane. Poniżej widok na mniej więcej połowę trasy: niewidoczny parking znajduje się parę minut drogi od oświetlonego słońcem lasku. Na tym etapie największym wyzwaniem była konieczność przekroczenia potoku po zalodzonych kamieniach. 

Pogodę mieliśmy bajkową (choć było bardzo, bardzo zimno), widoczność również - z pominięciem kierunku południowego nad którym stały jakieś opary.



W środku widać grupę obejmującą munrosy Ben Aldera, Loch Laggan i Rannoch Moor: potęga która skutecznie przesłaniała większość panoramy południowego zachodu. Tym razem nie było widać Ben Nevisa. Ta gromada munrosów stanowi obecnie największą białą plamę na naszej osobistej mapie i pod tym względem zdetronizowała Glen Affric.



Poniżej natomiast, najbardziej po prawej - co prawda przy tym rozmiarze zdjęcia ledwo widoczna - grupa Creag Meagaidh z przełęczą The Window.



Ponieważ teren tak bardzo przypomina położone znacznie bardziej na południe Glen Shee, łatwo zapomnieć że jesteśmy już nie tylko całkiem daleko na północ ale i - w porównaniu - na zachód. To już wysokość Glen Shiel i szczyty Gór Kaledońskich pięknie się lansują ponad obniżeniem Great Glen. Mojej radości nie było końca kiedy wypatrzyłam charakterystyczną piramidkę Sgurr na Ciche:



Jeszcze co do trasy. Po wpomnianym przekroczeniu potoku teren zaczyna sie spiętrzać (warto trzymać się dość wyraźnej ścieżki żeby nie wleźć w bagno) aż do finalnego wypłaszczenia wyprowadzającego na plaskaty wierzchołek. Wszystkiego 6-6,5 km w jedną stronę.



Poniżej masyw Cairngormsów. Tegoroczna zima jest szokująca. Gdzie jak gdzie ale w Cairngormsach śnieg zawsze był i to na masę, co roku ludzie giną tam w lawinach (nie żebym się cieszyła z tego tragicznego faktu ale uświadamia powagę warunków śniegowych) a tym razem - proszę spojrzeć:



Ponieważ munros jest jak wspomniałam plaskaty wybraliśmy się jakieś pięćset metrów na wschód żeby obejrzeć sobie kocioł opadający do Glen Markie. Faktycznie jest piękny i trochę zrehabilitował w moich oczach tę górę.





Góry poniżej przypominają przeklęte przez bogów Mullardoch Munros ale pewności nie mam - może to być również Strathfarrar Four. Albo w ogóle coś innego ;P



Te dwa szczyciki na horyzoncie to znowuż wypisz wymaluj Lurg Mhor i Bidein a'Choire Sheasgaich, ale założyć bym się nie zakładała.



Ten pagór to jednakowoż z pewnością Ben Wyvis!



Powrót - tą samą drogą. Walkhighlands podaje że trasa liczy sobie 12,5 kilometra.

Geal Charn, co widać aż nadto, nie jest munrosem spektakularnym pod żadnym względem (no dobra, ma kocioł, ale takich kotłów w Highlandzie jest jak meszek w torridońskich krzaczorach). Dla nie-baggerów taki sobie cel. Dla mnie, mimo wszystko, kolejne fantastyczne doświadczenie. Odkrywanie nowych zakątków, oglądanie tych samych rzeczy z nowej perspektywy, zgadywanki a czasem spory co właściwie widać, a potem ślęczenie nad mapą - to jest to co sprawia że wracam w Highland kiedy tylko jest możliwość, pomimo iż rzadko kiedy mam czas na późniejszą porządną regenerację.

 


piątek, 27 stycznia 2017, connspeach

Polecane wpisy

Komentarze
2017/01/28 12:37:42
Mega widoki ! ;)