statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

The Cairn Mairg circuit

 

Nr 192, Carn Gorm; nr 193, Meall Garbh; nr 194, Cairn Mairg; nr. 195, Meall nan Aighean

Wymowa: karn gorm; mil garw; karn merg; mil nan ijan

Znaczenie nazwy: blue cairn shaped hill; rounded rough hill; cairn shaped peak of sorrow; hill of the hinds  (za MunroMagic)

Wysokość: 1029 m n.p.m.; 968 m n.p.m.; 1041 m n.p.m.; 981 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 103.; 186.; 91.; 169.

Data wejścia: 2.9.16

W tym bliskim domu rejonie została nam już tylko garstka munrosów. Na początku łażenia, kiedy jeszcze nie planowaliśmy że skompletujemy wszystkie, jeździliśmy po prostu głównie tam gdzie było blisko. Nieliczne niedobitki obecnie zostawiamy na krókie jesienne i zimowe dni acz wiadomo było że dla tej konkretnej trasy zrobimy wyjątek - cztery munrosy to jednak cztery munrosy i potrzeba nieco więcej czasu, nawet pomimo iż tura liczy sobie zaledwie 18 km.

Owa czwórka znajduje się w Glen Lyon dokładnie pomiędzy grupą Lawersa a Shiechallionem. Start z miejscowości Invervar. Polecam zapoznać się z info dotyczącym polowań na jelenie (sprawa musi być poważna, skoro ktoś pofatygował się włożyć nam ulotkę za wycieraczkę): >>LINK<<.

Samochód można zostawić na malutkim parkingu po południowej stronie drogi. Potem mijamy budkę telefoniczną i skręcamy w prawo by przejść przez bramę. Kontynuujemy wzdłuż potoku. Niestety na tym fragmencie odbywają się teraz prace leśne przez co kawałek jest dość nieprzyjemny i męczący do przejścia oraz jeździ tam ciężki sprzęt. Alternatywną opcją jest nasza trasa zejściowa (choć jak możecie przeczytać w notce o polowaniach z nie do końca jasnych dla mnie przyczyn zalecane jest pokonywanie tej trasy zgodnie z ruchem wskazówek zegara). Po przejściu przez teren robót należy przeprawić się przez strumień po metalowym mostku a dalej już bez komplikacji wyraźna ścieżka wyprowadza na ramię pierwszego munrosa, Carn Gorma. Nie bardzo jest gdzie i jak się rozchodzić, od razu uderzamy do góry.

Ramię jest długie i przechodzimy przez kilka fałszywych wierzchołków. Poniżej widok z tego podejścia na wierzchołki Carn Mairg i Meall nan Aighean:

Na tym etapie pogodę mieliśmy dość paskudną. Cóż, nie pierwsze to i nie ostanie takie zdjęcie szczytowe. BBC zapowiadało jednak poprawę pogody z biegiem dnia i tej nadziei się trzymaliśmy.

Droga na munrosa numer dwa. Pomniejszy szczycik An Sgorr można zupełnie strawersować co też uczyniliśmy bo przy tak nędznej widoczności włażenie nań nie miało sensu.

Najgorzej jest wejść na pierwszego munrosa, potem jest już aż do ostatniego naprawdę łatwo. Przewyższenia są niewielkie i dużo płaskiego. Ścieżka jest na tyle wyraźna by nie zgubić drogi we mgle.

Na Meall Garbh, czyli jakie realia taki Żelazny Tron plus bonusowy Shiechallion w tle:

Tym razem Shiechallion po lewej. Była to nasza pierwsza wycieczka gdzie testowaliśmy chodzenie w rakach. Udało mi się wtedy założyć je - nie kłamię - zębami do tyłu, co Mariusz z regularnościa zegarka wypomina mi do dzisiaj i zapewne będzie wypominał już do końca życia. Jak ten dziadek z Syberii, co podczas posiłku znienacka wali babcię w łeb drewnianą łyżką - "Bo jak se przypomnę, żem jak cię brał toś dziewicą nie była"...

Po prawej z kolei widnieje wierzchołek Cairn Mairg.

Tuż przed osiągnięciem Cairn Mairg pogoda zaczęła się poprawiać w piorunującym tempie, zresztą zgodnie z prognozami BBC. I do końca dnia miało już być tylko lepiej.

Szczyt - ponownie wszędobyslki Shiechallion kradnie show.

Żadna z gór zdeptanych tego dnia nie jest charakterna, w ogóle munrosy w tym rejonie (south-eastern highlands) są bardzo mało spektakularne. A jednak ich nagromadzenie, dzikość terenu nie aż tak zaawansowana jak na Północy ale jak na sąsiedztwo Pasa Centralnego zadziwiająca, wreszcie mnogość lasów - to wszystko składa się na piękny klimat.

Droga na Meall nan Aighean:

Oraz spojrzenie z jego szczytu na Cairn Mairg. Dawno już nie byłam tak relatywnie świeża na czwartym zdobytym z rzędu munrosie. Przez świeżość należy oczywiście rozumieć zachowaną wolę życia, resztki energii oraz poczucie że jednak nie umrze się podczas zejścia, a nie kondycję skarpet.

Na południu widać fragment Loch Tay.

Tu z grubsza cała trasa, widać trzy zdeptane munros a my jesteśmy na czwartym:

Mariusz nie mógł się dość napstrykać żeby zrekompensować sobie widokową biedę z początku wycieczki.

Po lewej w tle Meall Ghaordaidh. Po prawej Carn Gorm - widać że to jednak jest całkiem niezła wyrypa żeby się na niego wbić:

Meall Greigh i Ben Lawers. Na Lawersa, dziesiątego na liście munrosów, który oglądany na żywo od strony Glen Lyon rozwala kubaturą, trzeba będzie jeszcze wejść. Nie mieliśmy z niego bowiem żadnych widoków.

Glen Lyon w wieczornym świetle wyglądała przecudownie, wynagradzając nam mizerię pogodową z przedpołudnia.

Z niższego wierzchołka Meall nan Aighean schodzi się charakterystycznym ramieniem. W pewnym momencie należy opuścić drogę na rzecz słabo widocznej myśliwskiej ścieżki (nie umiem sprecyzować kiedy dokładnie, może Mariusz wytłumaczy w komentarzach). Sprowadza ona, łagodnie i malowniczo trawersując (rozkosz dla kolan) do drogi już za terenem leśnych robót. który tak nas umęczył z rana. Moment wyjścia na drogę - gdyby ktoś wolał tym wariantem wchodzić - widać na zdjęciu. Ścieżka jak już się na nią wejdzie jest wyraźna, ale na tym początkowym odcinku trudno ją wypatrzeć z drogi ze względu na wybujałe paprocie.

Jak na czteromunrosówkę wyprawa okazała się relatywnie lekka - to tylko 18 km acz podejście na Carn Gorma może dać popalić.

Jeszcze raz przypominam o przeczytaniu info o deer stalking. Czy się zastosujecie to wasz wybór ale niech będzie świadomy.


 

poniedziałek, 05 września 2016, connspeach

Polecane wpisy

Komentarze
2016/09/08 21:28:50
przede wszystkich gratuluję bloga!
i dziękuję że mogę śledzić wasze wyprawy i podziwiać świetne zdjęcia!
to nie lizusostwo - to z czystego serca! ;-)

a teraz do sedna
ponieważ nie znalazłem na Waszym blogu opcji by wysłać e-mail, pozwoliłem sobie napisać tutaj.
chciałbym zaprosić was na grupę na Fb "Nasza Szkocja"
grupa działa już od dawna ale jak to bywa z tymi grupami przez ostatni czas była martwa (reklamy usuwam i nie pozwalam na ich wstawianie)
teraz jednak postanowiłem nieco zmienić sposób działania tej grupy - będę tam dodawał linki wpisów blogerów którzy piszą na temat Szkocji (wyprawy, historia, kulinaria itp)
na razie będę dodawał nowe wpisy sam, ale nie ukrywam że mam nadzieję na to że większość naszych blogerów (nie ma ich znowu tak wielu) pojawi się na tej grupie i już samodzielnie będą dodawać linki do swych wpisów.
Może udałoby się stworzyć coś w rodzaju wspólnej platformy blogerów - było by to miejsce gdzie ludzie w jednym miejscu będą mogli znaleźć wszystkie blogi o Szkocji.

Zapraszam na grupę.
Jeżeli nie życzycie sobie bym dodawał linki Waszych nowych wpisów na tej grupie to oczywiście to uszanuję!

pozdrawiam serdecznie
Robert

robert@mojaszkocja.com
-
2016/09/08 23:29:20
Hej Robert!!
Fajny zbieg okoliczności, bo obczaiłam Twoją stronę na fb a potem bloga dosłownie parę dni temu (trafiłam tam przez nasze statystyki) i bardzo mi się spodobało to co robisz. Wyczuwam pewną wspólnotę, kręcą Cię te same aspekty Szkocji co nas :)
Stronę polubiłam i mam zamiar zaglądać. Nie mam absolutnie nic przeciwko dodawaniu linków bo niby czemu skoro celujemy do tej samej grupy ludzi zafascynowanych Szkocją.
Pozdrawiam i podaję prywatny kontakt: connspeach@gmail.com.
:)