statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Sgurr na Sgine

 

 Nr 165, Sgurr na Sgine

Wymowa: skur na skine

Znaczenie nazwy: rocky peak of the knife (za MunroMagic)

Wysokość: 946 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 223.

Data wejścia: 16.4.16.

 

Tym razem plan zakładał że przejdziemy znaną już trasę przez Forcan Ridge na munrosa The Saddle, po czym pójdziemy na nie zdobytego poprzednim razem Sgurr na Sgine. Tu >>LINK<< do poprzedniej wycieczki z lata 2008 roku.

Poranne Rannoch Moor:

Topografii nie będę szczegółowo opisywać ponieważ mapka jest w dużej skali i dobrze wszystko pokazuje, ponadto nie jest to skomplikowana orientacyjnie trasa. Co muszę napisać to to że Glen Shiel, jak zawsze, powaliła mnie swoją potęgą. Jest chyba nawet bardziej monumentalna od Glencoe.

Na zdjęciu kolejno: grań wyprowadzająca na Sgurr nan Forcan, grań pomiędzy nim a The Saddle oraz wierzchołek munrosa. Nazwę "Forcan Ridge" rezerwuje się (wyjątkiem zdaje się być Walkhighlands) jedynie na odcinek pomiędzy Sgurr nan Forcan a The Saddle. Całość w półzimowych warunkach wyglądała mniej niewinnie niż zapamiętałam z poprzedniego razu.

Zwłaszcza końcowe podejście na Forcana budziło respekt:

Południowa grań Glen Shiel:

Fragment Pięciu Sióstr:

Na pierwszym odcinku grani, do wypłaszczenia, scrambling jest w miarę prosty i bez ekspozycji.

Widoczne po prawej wypłaszczenie jest już z kolei dość eksponowane ale bez trudności. Finałowe podejście wyglądało za to dość groźnie. Z tego co pamiętałam była tam ścieżka którą można było omijać ostrze grani w cięższych momentach... Ale ogólnie po sześciu latach wspomnienia dość mocno się zatarły.

Okazało się że jest dużo trudniej niż zapamiętałam, momentami spora ekspozycja, gdyby nie chłopaki nie poradziłabym sobie. Trudno mi ocenić na ile wzrost trudności wynikał z zimowych warunków, choć nie wiem z czegóż by w sumie innego: przez te sześć lat trochę po górach połaziłam, nawet się lekko powspinałam ze trzy razy, nie powinno być tak że w mojej percepcji trudności nastąpił totalny regres. A jednak odebrałam tę trasę jako dużo cięższą niż poprzednim razem! Było na przykład jedno miejsce gdzie miałam dylemat: dać bardzo niezręcznego pojedynczego kroka nad lufą, albo schodzić po nieco tylko mniej eksponowanej gładkawej płycie, obie opcje niefajne. Zupełnie takiego miejsca ani dylematów nie kojarzę z pierwszego razu.

Było i suwanie okrakiem po koniu skalnym, i inne atrakcje obiektywnie nietrudne ale takie których naprawdę nie pamiętałam. Jak myśmy szli poprzednio? 

Finałowe podejście na kopułę szczytową Forcana uskuteczniliśmy po twardym jak beton polu śnieżnym. Do przejścia pozostała nam jeszcze "tylko" Forcan Ridge. Też pamiętałam ją jako nietrudną ale na tym etapie już raczej nie ufałam swoim wspomnieniom.

Tu widać szczyt Forcana a dalej Forcan Ridge po The Saddle. Staliśmy u wylotu żlebu opadającego spod wierzchołka i wtedy mnie olśniło, że możemy równie dobrze nim zejść - miałam już dosyć. 

Zejście żlebem okazało się niewiele mniej emocjonujące niż dotychczasowa trasa. Na pewno było to jedno z bardziej stromych zejść jakie kiedykolwiek zaliczyłam. Ostrożność i koncentracja konieczne przez cały czas, zwłaszcza na odcinkach pokrytych śniegiem, na których czułam się zresztą jak na drabinie.

Fizycznie ten stresujący odcinek dał mi popalić najbardziej. Cudownie było wreszcie usiąść na dole i zagrzać sobie wodę na herbatę. Musieliśmy tylko jeszcze podjąć decyzję: kontynuujemy na Sgurr na Sgine czy nie?

Oczywiście byłam za. Nie darowałabym sobie zrezygnowania z tej góry po raz kolejny.

Żeby wejść na munrosa najpierw należało się wdrapać na przeciwległy wał górski (znaleźliśmy ścieżkę więc poszło szybko), skąd na wierzchołek było już niedaleko - to garbik po lewej:

Tu już atrakcji nie było, uważać należało jedynie na płatach betonowego śniegu. Raki zdjęliśmy po zejściu żlebem i nikomu już nie chciało się z nimi pieprzyć.

Widoki ze Sgurr na Sgine powalały, ale najwspanialej przezentował się jednak masyw The Saddle. Pięknie widać nasze zejście: z Forcana opadają dwa śnieżne żleby tworząc literę V; ten po prawej jest nasz. Aż mnie zmroziło jak go zobaczyłam z tej perspektywy.

Żeby zacząć schodzić należało przejść przez widoczne poniżej ramię wyprowadzające na szczycik Faochag, który pięknie przezentuje się z dna doliny. Konkretnie to wygląda na niemal niemożliwy do wejścia ze względnu na stromiznę. Podejrzewam że to "ostrze noża" w nazwie munrosa mogło się wziąć właśnie od jego kształtu.

Faochag - stąd trzeba było jeszcze tylko zejść 900 metrów w dolinę.

Przyjemnym momentem było rozdziewiczanie snieżnej grańki:

Zejście było bardzo strome, ale jeśli na odcinku dwu i pół kilometra obniża się o 900 metrów trudno się spodziewać czegoś innego. Dla kolan - zabójstwo, ale na pewno piękne i spektakularne zwieńczenie trasy.

Wycieczka cudowna, ale bardzo dała mi w kość. No i cały czas zastanawiam się skąd różnica w moich wspomnieniach z obecną percepcją tej trasy. Mariusz twierdzi, że po prostu trudności wzrastają w zimowych warunkach i o nic więcej tu nie chodzi. Przyznaję uczciwie - grań wejściowa na Forcana była dla mnie tym razem wyzwaniem, a żleb zejściowy okazał się nieoczekiwaną wisienką na torcie. 

niedziela, 17 kwietnia 2016, connspeach

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: piomic, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/04/18 20:06:35
Nie przejmuj się różnicą w percepcji drogi. Normalka, czasem psycha siada bo nie jest Twój dzień i po prostu nie idzie, jakiś strach wyłazi zza kołnierza. Też tak miewam, kiedyś nawet na Orlej Kozie Czuby mnie tak zaskoczyły -- obiektywnie łatwy kawałek a trzy razy każdy chwyt i stopień sprawdzałem. No i policz kiedy ostatnio gdzieś wchodziłaś ze śniegiem?
-
Gość: Vespa, *.bb.sky.com
2016/04/21 01:14:47
Generalnie masz rację i wiem o czym piszesz. Ale w tym przypadku to chyba nie to bo pamiętam swoje emocje (dużo lepiej niż technikalia trasy) sprzed lat i byłam natenczas spietrana (o rany, scrambling!) a teraz miałam luz, ponadto w ekipie był mój brat który ma do mnie anielską cierpliwość i się mną opiekuje na trudnościach. Więc albo faktycznie zima zmultiplikowała trudność albo... nie wiem :/