statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Sgurr nan Coireachan, Garbh Chioch Mhor i Sgurr na Ciche


Nr 156Sgurr nan Coireachan; nr 157, Garbh Chioch Mhor; nr 158, Sgurr na Ciche

Wymowa: skur nan korahan; garw hierh wor; skur na kih

Znaczenie nazwy: peak of the corries; big stony breast; peak of the breast (za "Walking the Munros")

Wysokość: 953m n.p.m.; 1013m n.p.m.; 1040m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 213.; 116.; 92.

Data wejścia: 23.6.15


Na te trzy munrosy, znane (z jeszcze jednym) jako Rough Bounds of Knoydart, idzie się z Glen Dessary. Nie jest to jeszcze półwysep Knoydart sensu stricto, ale jak nazwa wskazuje, jego ograniczenie. By się tam dostać trzeba przejechać wzdłuż długiego Loch Arkaig jedną z najbardziej zwariowanych dróg jakie można znaleźć w Szkocji: oczywiście z mijankami ale i z mnóstwem "blind summits" i to takich że maska samochodu zasłania dalszą drogę i pozostaje tylko nadzieja że z drugiej strony nic nie jedzie; efektownych "hopek" i ogólnie jest milion okazji żeby się malowniczo zabić. Na końcu jeziora jest spory parking. 

Ścieżek jest w okolicy sporo, więc może od razu mapka (z Walkhighlands) żeby było jasne , którędy:

Pogoda niestety nie robiła szału. Było dużo gorzej niż poprzedniego dnia kiedy słońce jednak chwilami wychodziło. 

Tego ranka miejscowa fauna prezentowała się bardziej malowniczo niż góry:

Ta górka (jeśli dobrze patrzę na mapę Creag an Taghain, 495m n.p.m.) wyglądała całkiem przyjemnie:

Ścieżka z początku biegnie dnem doliny, potem zboczami korbeta o pięknej nazwie Sgurr Cos na Breachd-laoidh (po naszemu to Góra W Której Znajduje Się Jaskinia Pstrego Cielęcia ☉_☉). Było niemożebnie mokro i błotniście. Po przekroczeniu potoku zaczęliśmy się stromo wspinać na Sgurr nan Coireachan gdzie sytuacja błotna bynajmniej się nie polepszyła.

Podczas podchodzenia tym zboczem zaliczyłam przynajmniej dwa kryzysy - nie dość że pieruńsko strome, to nie chciało się skończyć. W górnych partiach teren trochę się położył, ale odpocząć można było dopiero na końcówce, za niższym wierzchołkiem (zdjęcie robione z wierzchołka właściwego):



Oraz tenże wierzchołek plus pogarszające się warunki pogodowe w tle.

Na szczęście resztę trasy póki co było widać. Garbh Chioch Mhor i Sgurr na Ciche prezentowały się epicko, co wydaje mi się że akurat to zdjęcie oddaje nieźle ponieważ są na nim ludzie. No i niestety aż za dobitnie widać było jaki to kawał drogi i ile jeszcze podchodzenia...

Przełęcz między Sgurrem nan Coireachan a Garbh Chioch Mhor jest bardzo głęboka, obniżamy się o ponad 200 m. 

Na Garbh Chioch Mhor wchodziło mi się lepiej, raz ze względu na mniejsze nachylenie, dwa teren jest tu znacznie bardziej urozmaicony - dużo więcej skały - no i oczywiście widoki. Całą długością grani biegnie murek dzięki czemu nie powinno być tu problemów nawigacyjnych nawet we mgle.

A chmura niestety przylazła, i już została. Sgurra na Ciche już mieliśmy tego dnia nie ujrzeć, jego widok z pierwszego munrosa musiał nam wystarczać. Poniżej Garbh Chioch Mhor z przedwierzchołka (Garbh Chioch Bheag, czyli też skalny cycek tyle że mały).

I to byłby już koniec widoków na ten dzień. Tadam.

Kolejna przełęcz, Feadan na Ciche (moje ulubione tłumaczenie to Whistle of the Breast, Gwizd Cycka) jest położona wysoko więc pomiędzy dwoma ostatnimi munrosami nie ma już specjalnie ciężkiej roboty. Takie zdjęcie akurat się trafiło, ale za dużo scramblingu to tam nie ma:

Kopuła szczytowa Sgurr na Ciche podobno jest efektowna - bardzo dużo tu skały. No fakt trochę skały było widać:

Stamtąd zerodowana i bardzo stroma (wiem, że zdjęcie tego nie oddaje) ścieżka zygzakuje pomiędzy formacjami skalnymi i rumowiskami. Są momenty że naprawdę lepiej się nie poślizgnąć. Wysokość nabiera się momentalnie.

Panorama ze szczytu (okres szary):

Za Feadan na Ciche zaczyna się najciekawsza część trasy, niezwykle malowniczy wąwóz. Tu już czyste niebo nie miało znaczenia. 

Wyspa Eigg i Loch Nevis:

Po wyjściu z wąwozu pokazało się jaki kawał jest jeszcze do przejścia. Przestrzeń pomiędzy laskami znajduje się dopiero w połowie drogi. Tym razem poszliśmy inną ścieżką niż rano, dłuższą, ale suchą i znacznie bardziej komfortową (bo jezdną) - można było przycisnąć i nie patrzeć cały czas pod nogi. Przycisnęliśmy zatem i muszę się pochwalić że czasowo powrót wyszedł nieźle ;)

Na Sgurra na Ciche muszę się jeszcze kiedyś wybrać. Muszę! Nie daruję widoków z tej góry.

Trasa liczy sobie 26 km. 



poniedziałek, 29 czerwca 2015, connspeach

Polecane wpisy

Komentarze
2015/08/10 19:58:42
Piękna relacja. Miałem jechać do Szkocji w tym roku ale cała ekipa, razem z kierowcą się wykruszyła.