statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Sgurr a'Mhaoraich


Nr 155, Sgurr a'Mhaoraich

Wymowa: skur a wurit

Znaczenie nazwy: rocky peak of the shellfish (za MunroMagic)

Wysokość: 1027m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 104.

Data wejścia: 22.6.15


Na tegorocznym urlopie postanowiliśmy poeksplorować głównie rejon Kintail z przyległościami ponieważ (obok Monadliath) jest to miejsce gdzie mamy wciąż bardzo dużo do zrobienia (a w przeciwieństwie do Monadliath dość daleko jak na jednodniową wycieczkę). 

Chodzi mniej więcej o ten obszar:

Te rejony są bardzo atrakcyjnym celem dla górołazów ponieważ jest tu chyba największe nagromadzenie munrosów w Szkocji a góry są dzikie, piękne i znacznie bardziej charakterne od tych w centrum kraju.

Pierwsza wycieczka miała być bardziej rozruchowa (ok. 14 km jeśli wierzyć GPSowi). Munro Sgurr a'Mhaoraich leży nad Loch Quoich, nad którym nigdy wcześniej nie byliśmy.  Nie jest to jezioro naturalne a rezerwuar, ale na malowniczość nie ma to wpływu. 

Zaparkowaliśmy w zatoczce tuż za mostem, u podnóży munrosa. Z wypatrzeniem ścieżki wznoszącej się ramieniem góry nie było problemów (z tego co pamiętam początek jest oznaczony kopczykiem).

Munros Gairich:

A poniżej w oddali nasz cel na kolejny dzień: munrosy Sgurr nan Coireachan, Garbh Chioch Mhor i Sgurr na Ciche.

Ramię którym idziemy nie wyprowadza na munrosa a na corbett top, więc korbeta można spokojnie strawersować.

Wierzchołek Sgurr a'Mhaoraich i grań, którą będziemy podchodzić:

Po drugiej stronie doliny piętrzy się mur Five Sisters of Kintail, z którego mamy zrobioną połowę. Co prawda od tej strony brak krzesanic i kotłów jakie opadają do Glen Shiel, ale monumentalność i kubatura całej grani robi wrażenie.

Gleouraich, wyższy od Sgurr a'Mhaoraich o... 8 metrów:

Pod szczytem grań się zwęża i spiętrza w serii ziemno-skalnych pinakli. Jeśli ktoś jest bardzo zdesperowany żeby znaleźć jakiś scrambling może na nie powłazić ;)

Na samej końcówce jest nieco stromizny:


Niestety widoki ze szczytu bardzo straciły na potencjalnej efektowności ze względu na pogodę - chociaż wiedząc teraz co spotkało nas na kolejnych wycieczkach, powinnam docenić że w ogóle coś było widać.


Z okolicznych gór najcharakterniej prezentowało się The Saddle z Forcan Ridge, scramblingowa trasa na której byliśmy ładnych parę lat temu.


Są trzy opcje zejścia z wierzchołka: ramieniem opadającym z niego do Loch Quoich (wtedy trzeba by nadrabiać ok. 3km szosą); obniżyć się do przełęczy a stamtąd wspiąć się na grań Am Bathaich (na pewno opcja najfajniejsza krajobrazowo) albo z przełęczy zejść do doliny. Ponieważ pogoda była jaka była poszliśmy po linii najmniejszego oporu i wybraliśmy opcję numer trzy, najmniej forsowną ale i najbardziej mokrą.


Na dole okazało się, że dolina tętni życiem: trwała tam budowa. Koparki i spychacze jeździły w te i nazad, z zakonspirowanych głośników dudniły jakieś siermiężne popy. Ktoś ewidentnie ma za dużo pieniędzy jeśli może sobie pozwolić na budowanie się w takiej lokalizacji- niee, wcale ale to wcale nie zazdroszczę ;)

Powrót wzdłuż odnogi jeziora byłby niewątpliwie przyjemniejszy gdybyśmy nie musieli uważać na toczące się drogą pojazdy. Swoją drogą robotnikom trafiła się fucha w fajnym miejscu. 

Gdyby nie ogólna szarzyzna pogodowa (tak wiem że mogło być jeszcze gorzej - i zresztą później było), to mogłaby być fantastyczna wycieczka. A tak - było po prostu fajnie.



poniedziałek, 29 czerwca 2015, connspeach

Polecane wpisy