statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Beinn Sgritheall


Nr 154, Beinn Sgritheall

Wymowa: ben skril

Znaczenie nazwy: scree hill (za MunroMagic)

Wysokość: 974m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 183.

Data wejścia: 12.6.15


Beinn Sgritheall ma opinię wyjątkowo męczącego, gdyż raz że wyrasta bezpośrednio z morza przez co wysokości względna i bezwzględna pokrywają się, dwa wszystkie opisy mówią o znacznej stromiźnie. Było wiadomo że czeka nas ciężka praca.

Góra znajduje się na półwyspie Glenelg, a idzie się na nią z maleńkiego Arnisdale. Munros góruje nad miasteczkiem (jeśli tak to można nazwać - nie ma nawet sklepu), które nieśmiało kuli się przy plaży. Poniżej Bealach Arnasdail na którą prowadzi ścieżka (na munrosa skręca się w lewo). 

A to poniżej to sam wierzchołek munrosa:

Woda poniżej pomimo nazwy (Loch Hourn) nie jest jeziorem a zatoką. Po drugiej stronie widać półwysep Knoydart, mający opinię jednego z najdzikszych rejonów w Szkocji (oczywiście od czasów Clearances - wcześniej, jak zresztą w całych highlandach, tętniło tu życie). Na Knoydart nie ma drogi jezdnej, można się tam dostać albo wodą albo baraaaardzo daleko tuptać z buta. Dlatego wyprawa na widoczny poniżej masyw Ladhar Bheinna będzie nieco bardziej niż zwykle skomplikowana logistycznie.

Wejście na przełęcz owszem męczy ponieważ nie ma kiedy się rozchodzić, ale aż tak stromo jak wynikałoby z opisów póki co nie jest.

Za przełęczą skręcamy na kopułę będącą przedwierzchołkiem munrosa o wysokości 906m, i tu już stromizna w połączeniu z piargami faktycznie może zmęczyć.

Na ostatnim planie załapał się Ben Nevis - w realu był wyraźnie widoczny, na zdjęciu niestety już ledwo. Oczywiście tradycyjnie wierzchołek cały odsłonięty, pewnie dlatego że nas tam nie było.



Nieziemskie jest to wrażenie pustki i dziczy, chociaż to przecież żaden park narodowy, w dolinach leżą mniejsze i większe miejscowości i toczy się normalne życie.

Arnisdale cały czas doskonale widoczne, mogliśmy mieć na oku nasz samochód ;)

Kopuła na drugim planie to wspomniany przedwierzchołek, skąd na szczyt wyprowadza łagodna w jednym miejscu zwężająca się grań.

Szczyt:

Rejon Glen Shiel - można rozpoznać charakterystyczne sylwetki Five Sisters oraz The Saddle.

Mieliśmy chwilę grozy kiedy napatoczyła się chmura... Akurat z tej góry nie darowałabym sobie nie mieć widoków. 

Widok na wyspy Eigg, Rum i półwysep Sleat na Skye. Nad Black Cuillin niestety piętrzyły się chmury.

Trasa i sama góra nam obojgu bardzo kojarzyły się ze Sliochem >>LINK<<

Szczytowe:

Teraz jedynie należało zejść do drogi... Pozornie bułka z masłem :D W rzeczywistości czekało nas najpierw bardzo długie, strome (ale już bez piargów!) zejście na wypłaszczenie, potem zaś równie stromy marsz jednym z tych niezwykle urokliwych highlandzkich lasków które są przepiękne ale człowiek zawsze żałuje że nie zabrał maczety. 

Po przygodach w lasku, gdzie tradycyjnie dużo brzydkich słów padło, mieliśmy jeszcze ok. 3km szosą do Arnisdale. Po drodze spotkaliśmy wyluzowane renifery, których widok nas zaskoczył bo kojarzyły nam się dotąd wyłącznie z rejonem Cairngormsów.

Gdyby ktoś decydował się na wchodzenie naszą drogą zejściową, jej początek oznaczony jest kopczykiem (przewodniki mówią o niebieskiej beczce ale zdecydowanie jej tam nie było) - trzeba być uważnym bo łatwo go przegapić. 

Na deser rododendrony, nie moje ulubione pąsowe ale takich właśnie fioletowych jest w Highlandzie najwięcej:

Wycieczka była owszem forsowna ale nastawiła nas pozytywnie do urlopu który rozpoczynamy w niedzielę. Właśnie w tej rejon będziemy uderzać, jako że mamy tu multum munrosów do zrobienia, a robią się wolno bo to jednak za daleko na day trip.

Mapka pochodzi z Walkhighlands:


poniedziałek, 15 czerwca 2015, connspeach

Polecane wpisy

Komentarze
2015/06/23 10:14:59
wspaniałe widoki!
-
2015/08/10 22:11:38
niesamowite zdjęcia , czym ty je robisz dziewczyno, no i Szkocja w najlepszym wydaniu!