statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Beinn Liath Mhor i Sgorr Ruadh


Nr 111, Beinn Liath Mhor; nr 112, Sgorr Ruadh

Wymowa: ben lija wor, skor rua

Znaczenie nazwy: big grey hill; red rocky peak (za MunroMagic)

Wysokość: 926m n.p.m.; 962m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 258.; 195.

Data wejścia: 8.06.13


Te dwa piękne munrosy leżą w Glen Carron, sąsiadującą z Glen Torridon od południa. Powyżej Inverness a zatem za daleko dla nas jak na jednodniowy wypad - trzeba było zabiwakować na dziko. Znaleźliśmy kawałek płaskiego terenu, co prawda kilkanaście metrów od szosy, ale ruch nawet za dnia jest tam niewielki.

Rano zalegała mgła, która miała jakoby zniknąć, ale na razie się na to nie zanosiło. Postanowiliśmy jednak dać jej szansę i nie śpieszyć się przesadnie. Zwinęliśmy namiot walcząc z midgesami i podjechaliśmy do odległego o kwadrans jazdy Lochcarron zjeść śniadanie na ławkach piknikowych nad jeziorem. Przez mgłę przeglądało gdzieniegdzie niebieskie, niemniej sytuacja nie wyglądała za dobrze. 

Samochód zostawiliśmy na parkingu pod stacją kolejową w Achnashellach. Po przekroczeniu torów i metalowej bramy należy skręcić w prawo. Droga z początku prowadzi malowniczą zalesioną doliną:

Image Hosted by ImageShack.us

Na rozejściu ponownie należy skręcić w lewo, i wypatrywać przy drodze małego kopczyka, który oznacza początek ścieżki wiodącej najpierw w lewo, a potem w głąb doliny. 

Po wyjściu z lasu teren wędrujemy łagodnie wznoszącym się szlakiem, pośród głazów i skał - nadal jest malowniczo. Jedyne co nas irytowało to mgła, która uparcie nie chciała się podnieść.

Image Hosted by ImageShack.us

Jak tylko osiągnęliśmy próg górnej części doliny, zaczęło się przecierać. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom - w idealnym momencie, w ciągu pięciu, może dziesięciu minut... Mgła zniknęła, rozwiała się zupełnie :D Momentalnie zrobiła się lampa.

Dolina do której weszliśmy jest łysa, wrzosowa i urokliwa w swej surowości. Otaczają ją (od lewej) monumentalne bryły Sgorr Ruadh i Beinn Liath Mhor:

Oraz chyba najbardziej spektakularna, piękna Fuar Tholl której do statusu munro zabrakło niestety 7 metrów:

Zwłaszcza środkowy filar (Mainreachan Buttress) robi wrażenie:

Od początku nie było jej w planach, ale nie z powodu niebycia munrosem, a napiętego planu: musieliśmy wrócić do domu tego samego dnia. Z chęcią ją jednak zaliczę w przyszłości.

Zaczęliśmy pętlę od Beinn Liath Mhor. Ścieżka jest wyraźna a nawigacja przy widoczności oczywista. Na wypadek mgły: są dwa rozejścia szlaków i na obu należy skręcić w prawo (pierwszy skręt w lewo wyprowadza na Fuar Tholl, drugi na przełęcz pomiędzy munrosami). BLM to długiiii garbaty grzbiet a wierzchołek mieści się na jego północnym krańcu. Kiedy już wbijemy się na grzbiet idzie sprawnie, pomimo dwóch dość głębokich przełęczy do pokonania.

Początek grzbietu: wierzchołek jest na samym końcu.

Jedna z przełęczy:

Widoki powalają. Najbardziej oczywiście na Torridon. Beinn Alligin chowa się co prawda za Liathach ale samego Szaraka oraz Beinn Eighe mamy jak podane na tacy.

Beinn Eighe:

Liathach:

Image Hosted by ImageShack.us

Sgorr Ruadh także wygląda nie najgorzej. Prezentuje się niebywale potężnie choć jest tylko trzydzieści metrów z hakiem wyższy od BLM. Inna rzecz że przewyższenia są tu faktycznie spore, jako że punkt startowy leży na wysokości ok. 70m n.p.m.

Pod koniec grzbiet się zwęża i robi bardziej "graniowy":


Do przełęczy pomiędzy munrosami musimy zejść poprzez kilka garbów. Z początku można iść dowolnie, acz schodząc z przedostatniego garbu, zwłaszcza we mgle, polecałabym jednak zlokalizować ścieżkę (początek oznaczony kopczykiem) - zbocza są tu niewysokie, ale bardzo gęsto poprzerastane słabo urzeźbionymi skałkami. Poniżej widać jak biegnie ścieżka:

Pierwszych ludzi tego dnia spotkaliśmy dopiero pod samą przełęczą - podchodzili na Sgorr Ruadh ścieżką biegnącą dnem doliny. Potem jeszcze dwie niewielkie grupy. I to wszystko, poza tym tylko jelenie: 

Z przełęczy na szczyt wcale nie było tak długo i mozolnie jak sugerował widok z BLM. Przeciwnie, miałam wrażenie że weszliśmy momentalnie! Finałowe podejście jest dość strome, dzięki czemu szybko zyskuje się wysokość, ale niezbyt długie.

Munro Maol Chean-dearg:

Wierzchołek BLM:

Image Hosted by ImageShack.us

Oraz reszta grzbietu - to jednak jest konkret:


Na wierzchołku:

Image Hosted by ImageShack.us

Panorama wzbogaciła się o Loch Carron i leżące na nim miasteczko. Było widać munrosy Skye (niestety za daleko by je ładnie oddać). W Glen Torridon jak na dłoni lansował się hostel. Z hostelowej panoramic lounge widać wszak właśnie Sgurr Ruadh (po lewej) i Maol Chean-dearg.

Loch Carron:

Schodziliśmy w kierunku Fuar Tholl, znacznie łagodniejszymi zboczami. Trasa na jej wierzchołek jest naprawdę krótka, ale już nawet nie chodziło o czas - zwyczajnie nie mieliśmy siły w tym upale. Zanim droga połączy się w dolinie z dojściówką, musimy przekroczyć rzekę Lair. Z przyjemnością wykąpaliśmy się w niej (tzn. ja w zasadzie zamoczyłam nogi). Taka pogoda nie trafia się tu za często, więc jeśli już, trzeba korzystać na maksa.

Ostatni kawałek lasem w słońcu był jeszcze ładniejszy niż z rana. Flora w rozkwicie, fioletowych rododendronów na masę. Cuda, panie...

Wycieczka była fantastyczna, w wielkiej mierze dzięki pogodzie acz ten rejon jest tak atrakcyjny, że musi robić wrażenie także w mniej sprzyjających okolicznościach. Trasa nie nastręcza żadnych trudności (choć jak wspomniałam na zejściu z BLM warto trzymać się ścieżki). Już nie mogę się doczekać powrotu w te okolice - mam wielką ochotę zaliczyć Maol Chean-dearg jako następny :)

Trasa liczy ok. 15 km.

Image Hosted by ImageShack.us

piątek, 14 czerwca 2013, connspeach

Polecane wpisy