statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Beinn Alligin


Nr 76, Tom na Gruagaich, nr 77, Sgurr Mhor

Wymowa: tom na grujah; skur woor

Znaczenie nazwy: rounded hill of the maiden;  big peak (za MunroMagic)

Wysokość: 922m n.p.m.; 986m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 268.; 162.

Data wejścia: 2.08.11


Masyw Beinn Alligin to najmniej rozległy z trzech torridońskich olbrzymów. Pozostałych dwóch, Beinn Eighe i Liathach, nie trawersuje się zazwyczaj w całości, poprzestając na ogarnięciu fragmentu z munrosami, Beinn Alligin można za to bez problemu ogarnąć cały i nie jest to bynajmniej ekstremalna wyprawa.

Start z parkingu parę km za Torridon (przy drodze na Diabaig). Cel widać jak na dłoni. Najpierw będziemy piąć się w kierunku kotła pomiędzy ramionami pierwszego z munrosów w masywie, Tom na Gruagaich. Ścieżka jest wyraźna, inaczej niż w przypadku poprzedniej wycieczki mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć że zgubić się jej łatwo nie da.


Za pierwszym munrosem sytuacja będzie następująca: najwyższy punkt masywu, munro Sgurr Mhor, a potem trzy szczyciki Horns of Alligin, gdzie miało być trochę scramblingu (zwróćcie uwagę na szczelinę poniżej wierzchołka Sgurr Mhor):


Droga na Toma stromieje dopiero w kotle. Musimy wbić się na ramię po prawej stronie które szybko wyprowadza na wierzchołek. Wrażenie zrobiła na mnie głębia kotła Toll a'Mhadaih na którego stronę opada bardzo strome, niesamowite zbocze ukształtowane w charakterystyczny dla gór w tym rejonie sposób - całe pokryte regularnym deseniem skał ułożonych w poziome pasy.


W tle kolejno corbett Beinn Dearg, fragment Beinn Eighe oraz Liathach

Z wierzchołka dość stromo schodzimy na przełęcz, potem wznosimy się kawałek, osiągamy pomniejszy bezimienny szczycik, i dopiero stąd zaczyna się właściwe podchodzenie na Sgurr Mhor. Trasę urozmaicają klasyczne torridońskie "stosy bułek":


W krajobrazie największe wrażenie robi Liathach, choć grani Am Fasarinen właściwie nie widać, za to pięknie lansują się Northern Pinnacles:


Finałowe podejście jest zaskakująco łagodne i krótkie, dużo bardziej niż wydawało się z pierwszego munro. Idzie ekspresowo.

Szczelina opadająca spod wierzchołka - Eag Dubh, Czarna Szczerba - oglądana od góry po prostu rozwala!


Widoki ze szczytu moim subiektywnym zdaniem najbardziej spektakularne są na północ i zachód. Na morzu widać półwysep Trotternish na Skye, a dalej Hebrydy Zewnętrzne. Na północy można wypatrzeć An Teallach. Doliny po drugiej stronie masywu to pustkowie:


Fajnie prezentują się stąd Hornsy, choć wrażenie ostrości grani jest wywołane wyłącznie przez kąt pod jakim zostało zrobione zdjęcie. 


Na Hornsach scrambling jest opcjonalny, można trawersować po prawej, ale że nie jest trudno, warto przejść się granią wprost.

Zejście, z początku średnio lub bardzo strome, szybko łagodnieje a reszta drogi to już spacer doliną. Byłam zaskoczona jak szybko zleciał mi cały ten trawers - wcale nie mieliśmy rewelacyjnego tempa (nigdy nie mamy :P), a odcinek od pierwszego munro do końca grani Hornsów pokonaliśmy w AFAIR godzinę dwadzieścia, z postojem na posiłek. 

Wypad był bardzo fajny, niemniej z Liathach porównania nie ma - przede wszystkim scrambling jest o wiele łatwiejszy i nigdzie nie ma prawdziwej ekspozycji. Natomiast widoki na zachód, na morze, są o wiele bogatsze. Nabijać sobie munro-licznik takimi wycieczkami to czysta przyjemność.

Mapkę zrobię ASAP.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011, connspeach

Polecane wpisy