statystyka



Najlepsze górskie strony
Blog > Komentarze do wpisu

Czerwona Ławka - Mały Lodowy - Lodowa Przełęcz


Kolejna wycieczka o mało nie doszłaby do skutku. Kiedy w schronisku Tery'ego wstaliśmy na śniadanie, za oknem panowała szara dupa.

Po posiłku postanowiliśmy jeszcze trochę podrzemać, w nadziei, że z biegiem dnia coś się zmieni. Kiedy koło 10 ponownie wstaliśmy, okazało się że nadzieja ta była płonna.
Siedzieć w schronie jednak po prostu nie było sensu. W końcu podjęto zgodną decyzję, że idziemy na Czerwoną Ławkę. Młodzież jeszcze tam nie była, poza tym na tym akurat szlaku widoki nie mają wielkiego znaczenia.
Takie warunki mieliśmy:




Czerwona Ławka wydała mi się w górnych partiach trudniejsza niż w zeszłym roku. Nie jestem pewna czy miałam po prostu gorszy dzień, czy też należy to odczucie przypisać wyborowi wariantu wejściowego. Poprzednio właziłam po swojemu prawie do samego końca. Tu dobiłam do łańcuchów wcześniej, co pozwoliło mi m.in. zauważyć po raz pierwszy nieprzyjemną drabinkę z klamer (przy czym i tak ją ominęłam, nie podobała mi się). Z wyjątkiem być może samej końcówki naprawdę milej jest poruszać się na tym szlaku z dala od ułatwień, takie jest moje zdanie.



Z Ławki postanowiliśmy jednak uderzyć na Mały Lodowy Szczyt. Widoczność była fatalna, ale choćby dla samego zaliczenia jakiegoś konkretu uznaliśmy, że niepodjęcie próby byłoby głupotą.
Z przełęczy obniżyliśmy się kawałek, trawersując zbocze, i dopiero rozpoczęliśmy marsz w g
órę - tak było najłatwiej.





Scrambling podobny jak na Baranią Przełęcz od Pięciu Stawów Spiskich.



Widoki z Harnaskiego Zwornika muszą wymiatać. Spotykają się tu trzy granie - jedna (którą przyszliśmy) biegnie na Pośrednią, kolejna na Lodową Kopę i Lodowy, trzecia na Ostry i Jaworowe Szczyty. U nas mgła sprawiła, że przez moment musieliśmy się zastanowić, którędy w ogóle na ten wierzchołek. Ostatni odcinek grani jest z jednej strony lekko lufiasty, ale bezproblemowy.



Pierwotny zamiar zakładał schodzenie tą samą drogą. Mieliśmy jednak ze sobą nasz przewodnik i lektura na szczycie ujawniła że gdybyśmy woleli złazić do Lodowej Przełęczy, to grań jest tam jedynkowa więc powinniśmy dać radę. Miałam pewne wątpliwości, głównie z powodu mgły, ale że nie uśmiechało mi się schodzenie z Czerwonej Ławki, zgodziłam się. Bardzo dobrze, że zupełnie nie wyłapałam zdania "Wariant ten jest dużo trudniejszy i eksponowany (...) i wymaga asekuracji liną" bo nie zaciągnęli by mnie tam na żywca. Tymczasem okazało się że większych powodów do strachu nie było.



Pierwszą turnię - Harnaski Kopiniak - należało obejść. Było momentami dość lufiasto, ale technicznie niezbyt trudno. Jak zwykle, problem sprawiały mi zejścia, na szczęście moi towarzysze wykazywali pełne zrozumienie i w momentach konfuzji dawali wskazówki.





Na Harnaską Turnię należało już wejść, ale niefajnie wyglądała tylko z odległości. Wejście okazało się nietrudne.
Partia za turnią to liczne skalne zęby (Harnaskie, a jakże), które trawersowaliśmy tak jak puszczało, po obu stronach grani.




Schodzenia było znacznie więcej niż wchodzenia, dlatego myślę że cały ten odcinek jest łatwiejszy w przeciwnym kierunku.



Pionowych zejść było sporo, stopni należało tam szukać na macanego, dlatego sądzę, że bez chłopaków mogłabym w paru miejscach mocno się zestresować. Dzięki ich poleceniom poszło mi jednak sprawnie.



Poniżej widok na szlak z Lodowej Przełęczy do Doliny Jaworowej (ktoś nim nawet pomyka) oraz Lodową Kopę. Zdjęcie było zrobione gdzieś w połowie trasy co wyraźnie ukazuje, jak krótka ona jest. Mniej więcej połowa tego, co z Lodowej Przełęczy na Lodowy.



Ostatnia część to trawers po stronie Doliny Jaworowej, właściwie bez trudności.





Na Lodowej Przełęczy satysfakcja była pełna. Raz, że sama trasa fajna, dwa, że na spontanie, trzy - że nie był to znów taki oczywisty cel. Mnie przynajmniej nie obiła się o uszy żadna relacja z tego miejsca. Nie jest może jakieś super honorne, ale takie np. Baranie Rogi są łatwiejsze a jakoś częściej się słyszy, że ktoś był właśnie tam.

Mięgusza opisywałam z pewną taką nieśmiałością - bo w gruncie rzeczy wcale mnie nie pociąga myśl o rzeszach naśladowców ruszających z hukiem z Kazalnicy i rozdeptujących i tak już zerodowane zbocze, będąc inspiracją dla tłumów na sąsiednich szlakach. Tę lewiznę propaguję otwarcie. Bardzo fajny pomysł na wycieczkę w otoczeniu Terinki. Stopień trudności określiłabym jako trójkowy scrambling, z zastrzeżeniem że można polecieć.
wtorek, 24 sierpnia 2010, connspeach

Polecane wpisy