statystyka



Blog > Komentarze do wpisu

Buachaille Etive Mor

Nr 7, Stob Dearg:

Wymowa: stob dyerek

Znaczenie nazwy: red peak, czerwony szczyt

Wysokość: 1021m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 110.

Data wejścia: 8.09.07

Nr 8, Stob na Broige:

Wymowa: stob na bruka

Znaczenie nazwy: znalazłam dwie wersje, absolutnie rozbieżne i obie brzmiące dość głupawo - lively peak bądź peak of the shoe, jeszcze poszukam; 

Wysokość: 956m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 207.

Data wejścia: 8.09.07

Grań Buachaille (czyt. bukal) Etive Mor, Wielkiego Pasterza Glen Etive, jest jakoby w pierwszej piątce najpopularniejszych celów Highlandu. Faktycznie, stopniem zatłoczenia przypomina szlaki tatrzańskie. Powody nie są trudne do odgadnięcia: położenie w Glencoe, dwa munrosy po drodze, zapewne widowiskowość (my mieliśmy pecha pod tym względem, ale biorąc pod uwagę położenie masywu, przy lepszej pogodzie wrażenia muszą być takie, że proszę siadać), wreszcie łatwość techniczna i stosunkowo niewiele podchodzenia do góry.

Szlak zaczyna się tradycyjnie koło parkingu, chyba drugiego w dolinie. Nawet jeśli się mylę, nie powinno być żadnych problemów z właściwym zlokalizowaniem go - kiedy już wypatrzymy szczyt Stob Dearg, który rozpoczyna Buachaille Etive Mor, nazwijmy w skrócie BEM...

... i zaczniemy go okrążać... 

Po lewej Stob Dearg

... wkrótce ukaże się przełęcz, na którą wspina się nasz szlak - a zaczyna się on dokładnie na parkingu.

Przełęcz jest położona na wysokości 902m. n.p.m.

Szlak jest dość stromy, dzięki czemu bardzo szybko zyskujemy wysokość. Wejście na grań zajmuje (z postojami) około godziny.

Ostatni odcinek pokonuje się po pięknie wyrzeźbionych skałach - niestety, tylko z parkingu wygląda to ciekawie, w rzeczywistości ani na trudności, ani na ekspozycję nie ma co liczyć. Cały czas idziemy po wygodnych i bezpiecznych schodkach.

Z przełęczy można się udać w obu kierunkach: na wierzchołek Stob Dearg bądź dalej wzdłuż grani. Większość turystów łączy obie opcje - Stob Dearg jest najwyższym punktem BEM, a wejście na niego zajmuje zaledwie ok. 20 min i nie jest szczególnie forsowne. Góra znajduje się u wylotów Glencoe i Glen Etive, z wierzchołka musi się zatem roztaczać wspaniały widok na obie doliny oraz cudownie posępne przestrzenie Rannoch Moor. Niestety, chmury towarzyszyły nam tego dnia permanentnie.

Końcowy odcinek tuż przed szczytem Stob Dearg to jedyne miejsce całej trasy, gdzie momentami występuje chociaż cień sugestii ekspozycji:

Po zdobyciu munrosa wróciliśmy na przełęcz i kontynuowaliśmy marsz po grani. Absolutnie nie przypomina ona Aonach Eagach, jest spłaszczona, szeroka i bezpieczna. Z początku szliśmy po płaskim, mając jednak świadomość, że przed nami jeszcze trzy znaczące wzniesienia, z czego pierwsze, Stob na Doire, jest zaledwie o 10m niższe od Stob Dearg. Widoczność była słaba, zaledwie na kilkadziesiąt metrów, więc w tej kwestii musieliśmy całkiem zaufać mapie. We mgle człowiek głupieje, więc zaniepokoiliśmy się trochę, kiedy chmury nieco się przerzedziły i tuż przed nami na moment pokazało się coś, co wyglądało jak wielka i bardzo stroma góra:

Tymczasem wejście na Stob na Doire okazało się stosunkowo łagodne, chociaż istotnie podejść kawałek trzeba było. Szczyt nie ma statusu munro ze względu na zbyt małą wybitność, ale jest drugim co do wysokości punktem trasy - 1011m n.p.m.

Były to już ostatnie momenty, kiedy przynajmniej na krótko dało się coś dostrzec poprzez mgłę.

Schodząc ze Stob na Doire zgubiliśmy szlak. Nie od razu zdaliśmy sobie z tego sprawę. Ścieżka, do szczytu wyraźna, po drugiej stronie rozmyła się, we mgle nie było widać, które z opadających z wierzchołka zboczy przechodzi w grań, a które sięgają w doliny. Schodziliśmy jakimś kosmicznie stromym żlebem, pełnym żwiru, aż w końcu M. stwierdził, że chyba złazimy do Glen Etive i musimy spróbować przetrawersować jeszcze kawałek zbocza po czym wrócić na grań, do szlaku. W tym momencie wielki szacun, ponieważ mój wewnętrzny kierunkowskaz mówił mi wyraźnie, że schodzimy na stronę dokładnie przeciwną, i również w przeciwnym kierunku powinniśmy wchodzić. Tymczasem po chwili okazało się, że M. ma 100% racji.

Przed nami wędrowało trzech miejscowych, którzy altruistycznie wysłali jednego w tył, żeby nas ogarnął i doprowadził na szlak. Też zabłądzili na wierzchołku Stob na Doire, ale mieli GPSa, kompasy i wszystko, więc kiedy zdali sobie sprawę, że poszli źle, wiedzieli dokładnie którędy dostać się na właściwą drogę.

Moje wewnętrzne poczucie kierunku było już jednak całkiem rozregulowane, i aż do końca trasy mówiło mi, że idziemy w stronę przeciwną niż powinniśmy. Ciekawe że obaj koledzy mieli tak samo, jeden M. wykazał się intuicją.

Napotkana ekipa była bardzo sympatyczna, a munrosy BEM okazały się być ich sto piętnastym i sto szesnastym. My też pochwaliliśmy się, że parę mamy już na rozkładzie. Próbowałam nauczyć się prawidłowej wymowy Aonach Eagach - to jest AFAIR coś w stylu ionak' ieegak', ze zmiękczeniami jak w rosyjskim - ogólnie wymowa w gaelic jest strasznie popieprzona. Dowiedziliśmy się też, którędy schodzić - z najgłębszej (820m) przełęczy na trasie, pomiędzy Stob na Doire a kolejnym szczytem, opada ścieżka do doliny Lairig Gartain, która (to wiedzieliśmy) odchodzi od Glencoe. Początek ścieżki jest oznaczony kopczykiem z kamieni.

Na przedostatnim wzniesieniu, Stob Coire Altruim (941m n.p.m.) spotkaliśmy nietypowego turystę:

Jest tam gdzieniegdzie nawet trochę przepaściście, ale o trudnościach można zapomnieć:

Chmury robiły się coraz gęstsze, wilgoć coraz większa, wiatr silniejszy. Gdyby nie chęć zaliczenia ostatniego munro, pewnie byśmy zawrócili, bo ani widoków, ani trudności - dupa, panie.

Stob Coire Altruim

Munro Stob na Broige liczy sobie 956m wysokości i zamyka grań BEM, która dalej opada już do Glen Etive.

Schron na szczycie Stob na Broige

Z munrosa wycofaliśmy się do przełęczy, z której w dolinę sprowadza wzdłuż potoku stroma ścieżka - bądź w formie chodniczka, bądź po łatwych, naturalnie wyrzeźbionych skałach.

Do Lairig Gartain schodzi się szybko, nie więcej niż 40 min. dość urozmaiconym terenem. Sama dolina to jedno wielkie torfowisko, podmokłe, błotniste, pełne dziur, w które można wpaść po kolano, usiane zielonymi kępami, po których fajnie jest przeskakiwać dopóki odległość pomiędzy naszą a najbliższą kępą nie będzie tak duża, że pluśniemy w błoto.

Zwłaszcza dziury są wyjątkowo wredne, bo zamaskowane i ciężko wydostać z nich nogę bez pomocy. A i potem nie chcą cię wpuścić do samochodu dopóki nie pozbędziesz się butów i skar;P

Odcinek doliną do parkingu w Glencoe to jakaś godzina - mogłoby być krócej, gdyby nie konieczność szukania suchej (w zasadzie to mniej mokrej) drogi w torfowisku.

Szlak jest średnio długi, łatwy, taki na *. Z tym, że orientacyjne trudności jak widać wystąpić mogą, w rejonie szczytu Stob na Doire droga nie jest ewidentna. Na tym odcinku, zwłaszcza we mgle, należy bardzo uważać.

Żałuję, że nie jestem w stanie powiedzieć niczego o widokach, przez co opis wypadł dość zdawkowo. Sama będę chciała za jakiś czas powtórzyć tę trasę przy pięknej pogodzie, bo pomimo zaliczenia dwóch munrosów czuję niedosyt. Myślę, że szlak jest wart polecenia nawet w ciemno - jak wspomniałam, BEM jest tak położone, że przy dobrej widoczności musi tam być pięknie, a że trudności nie ma żadnych i męcząco też jakoś bardzo nie jest, warto spróbować się o tym przekonać.

Kiedy powtórzymy wycieczkę w bardziej sprzyjających warunkach, oczywiście wrzucę zdjęcia.

poniedziałek, 10 września 2007, connspeach

Polecane wpisy

Komentarze
2009/01/31 01:31:00
Wejście może jest łatwe. Ale latem. To tu 25 stycznia 2009 roku zginęło trzech przysypanych lawiną wspinaczy. Podobno ta gora regularnie zabiera w ten sposob życie. Tak więc - zimą to nie przelewki...